Białoruskie KGB porwało i pobiło działaczki FEMEN-u po demonstracji pod siedzibą bezpieki?

Pobite działaczki ukraińskiej organizacji feministycznej FEMEN zostały odnalezione w lesie w pobliżu wsi Beki w obwodzie homelskim. W poniedziałek, kilka godzin po tym, jak kobiety manifestowały pod białoruską siedzibą KGB, tajemniczy mężczyźni porwali je i wywieźli w nieznanym kierunku. Oblali je olejem, grozili nożem, po czym obcięli im włosy. FEMEN twierdzi, że w porwaniu uczestniczyło białoruskie KGB.
Dotychczas nie było wiadomo jak doszło do porwania kobiet. Białoruskie media i same członkinie organizacji informowały, że dziewczyny zatrzymano na dworcu w Mińsku po demonstracji przed siedzibą KGB, upamiętniającej zakończone brutalną rozprawą z opozycją zeszłoroczne wybory prezydenckie na Białorusi.

- Po demonstracji dziewczyny poszły na dworzec. Tam funkcjonariusze KGB zakryli im oczy, wsadzili do autobusu i wywieźli do lasu. Więzili je całą noc - mówi radiu TOK FM Ołeksandra Szewczenko z FEMEN-u. Według relacji jednej z porwanych - Inny Szewczenko - porywacze zmuszali dziewczyny, by się rozbierały do naga, oblali je olejem i grozili podpaleniem. Jak podaje portal "naviny.by", napastnicy zmuszali kobiety, by trzymały plakaty ze swastyką, w tym czasie jeden z mężczyzn wszystko filmował. Były też brutalnie bite, porywacze grozili im też nożem, którym potem obcięli im włosy. Następnie porzucili dziewczyny nagie w lesie, bez dokumentów.

Działaczki FEMEN-u były brutalnie bite

O świcie aktywistki były już wolne. Pobitym kobietom udało się pożyczyć telefon, z którego zadzwoniły do szefowej FEMEN-u, Anny Gutsal, która później w rozmowie z portalem "Nasza Niwa" po raz kolejny podkreśliła, że kobiety zostały zatrzymane przez funkcjonariuszy białoruskiego KGB. Po kilku godzinach na miejsce przyjechała milicja, która do teraz ustal,a dlaczego kobiety znalazły się w rejonach przygranicznych bez dokumentów. Reporter Euroradia jest na miejscu zdarzenia. Poinformował, że kobiety rzeczywiście mają siniaki, przede wszystkim na nadgarstkach. Kobiety nie chcą mówić, czy były wykorzystane seksualnie. Aktywistki przebywają teraz na komisariacie milicji. Mogą zostać im postawione zarzuty o naruszenie strefy granicznej, grozi im też kara administracyjna. Wszystko powinno wyjaśnić się jutro, kobiety prawdopodobnie spędzą noc w areszcie.

Szefowa FEMEN-u: To sprawka białoruskiego KGB

Do wydarzeń opisanych przez Innę Szewczenko doszło w okolicach wsi Bieki, w rejonie (powiecie) jelskim, położonym w obwodzie homelskim. Pozostawione w lesie trzy dziewczyny dotarły do tej wsi z lasu o własnych siłach. Mieszkańcy zaopiekowali się kobietami. Pobitym kobietom udało się pożyczyć telefon, z którego zadzwoniły do szefowej FEMEN-u, Anny Gutsal, która później w rozmowie z portalem "Nasza Niwa" po raz kolejny podkreśliła, że kobiety zostały zatrzymane przez funkcjonariuszy białoruskiego KGB.

FEMEN igra z białoruską bezpieką

Swoją akcję przed gmachem KGB Białorusi Ukrainki przeprowadziły w poniedziałek rano. Rozebrane od pasa w górę dziewczyny rozwinęły przed siedzibą KGB plakaty z napisami "Wolność więźniom politycznym" oraz "Niech żyje Białoruś". Zatrzymano towarzyszącą im australijską kamerzystkę, Kitty Green, która po kilku godzinach została zwolniona i deportowana na Litwę. Gdy uciekały, zauważyli je białoruscy milicjanci. Jednak byli najwyraźniej zaskoczeni widokiem półnagich dziewczyn i nie zatrzymywali ich. Ukrainkom udało się zbiec. Nie na długo.

Niezależne białoruskie media informowały, że przed akcją działaczki FEMEN-u skutecznie zmyliły białoruskie służby. Najpierw oświadczyły, ze nie przyjadą do Mińska. Potem niespodziewanie wjechały na Białoruś od strony Rosji, gdzie nie ma żadnej kontroli paszportowej. Aleksandra Szewczenko powiedziała białoruskiej agencji prasowej BiełaPAN, że akcja była związana z rocznicą rozpędzenia przez białoruskie służby opozycyjnej demonstracji po wyborach prezydenckich.

Tajemnicze porwanie

Kilka godzin po demonstracji sytuacja nie wyglądała tak beztrosko. Dziewczyny przestały odbierać telefony, a po godzinie wszystkie ich aparaty telefoniczne były wyłączone. Nikt nie wiedział, co stało się z biorącymi w akcji kobietami : Inną Szewczenko, Aleksandrą Niemczinową, Oksaną Szaczko i ich operatorką Kitty Green, Podejrzewano, że, podobnie jak inni protestujący wczoraj przeciw reżimowi Łukaszenki, zostały zatrzymane. FEMEN apelował o pomoc na swoich stronach internetowych i na profilu FEMEN-u na Facebooku.

Według rzecznika KGB Alaksandra Antanowicza, akcja FEMEN-u była "ordynarną, zaplanowaną prowokacją". Z kolei rzecznik prasowy ambasady ukraińskiej w Mińsku powiedział telewizji Biełsat, że nie ma oficjalnego potwierdzenia tej informacji. - Teraz dowiadujemy się o okolicznościach zatrzymania i potwierdzamy wiadomości podawane przez media - stwierdził. Tymczasem MSZ w Kijowie podało, że przedstawiciel ambasady Ukrainy na Białorusi udał się już na miejsce, gdzie znajdują się obecnie trzy działaczki organizacji.

Oni się boją tych kobiet

- Widać, że KGB boi się takich akcji. Organizacja happeningów i ośmieszanie reżimu Łukaszenki, pokazuje, że są ludzie którzy się nie boją. Niestety, pobicie niewinnych kobiet udowadnia, że logika działalności reżimu jest zła. Gdyby reżim działał w granicach obowiązującego prawa, mógłby jedynie zatrzymać te kobiety na piętnaście dni, okazało się jednak, że frustracja była większa - mówi TOK FM Aleś Michalevic, niezależny kandydat na prezydenta Białorusi, w wyborach w 2010 roku

- Nie sądzę, by pobicie kobiet z FEMEN-u, wpłynęło w jakikolwiek sposób na relacje między Ukrainą a Białorusią, bo FEMEN nie jest lubiane w swoim kraju. Uważam, że sama akcja była bardzo dobra. Na rozładowanie strachu najlepiej wpływa śmiech, nie wiem jedna w jaki sposób cała ta historia wpłynie na samych Białorusinów - dodaje Michalevic.

Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM

Serwis informacyjny

Komentarze (8)
Białoruskie KGB porwało i pobiło działaczki FEMEN-u po demonstracji pod siedzibą bezpieki?
Zaloguj się
  • aqmika

    0

    Koszmar. Ale dlaczego reżim sam fotografuje i filmuje swoje uczynki, publikowane potem na całym świecie? Czy naprawdę takie dziewczyny stanowią zagrożenie? Przecież wtedy mogłyby łatwo np.po prostu zniknąć. Jacyś mężczyźni - ale nasze media już wedzą, że to funkcjariusze KGB.
    Coś tu brzydko pachnie...

  • jellobiafra

    0

    Niewyobrażalne bestialstwo. Mam nadzieję, że to się nie rozejdzie po kościach. Czy jedną z odnalezionych kobiet była Kitty Green i czy jest ona obywatelką Australii?

  • adalbert.13

    0

    pisuarowi do sztambucha

  • demolka666

    0

    typowa robota uboli, podłe skur...syny

  • passtorian

    Oceniono 3 razy -3

    Pare suk "protestuje" w MInsku wznoszac napisy w jezyku angielskim obnazajac sie? Do kogo ta mowa tronowa i na czyj uzytek? Na uzytek obroncow wolnosci? Bzdura! Ubole, sku...syny -zgoda, ta druga strefa --- dla odmiany.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX