Rozrywka dla turystów - jak na Andamanach traktuje się zagrożone wyginięciem plemię [WIDEO]

Kobiety Jarawa wychodzą na drogę biegnącą przez rezerwat i nawiązują kontakt z turystami

Kobiety Jarawa wychodzą na drogę biegnącą przez rezerwat i nawiązują kontakt z turystami (fot. youtube.com)

Kilka dni temu w sieci opublikowano nagranie, na którym widać półnagie kobiety z zagrożonego plemienia Jarawa z indyjskich Andamanów tańczące na polecenie policjantów. Lokalne władze tłumaczą, że film ?jest już stary?, ale organizacje pozarządowe nie mają wątpliwości, że sytuacja plemienia jest dramatyczna. Zwracają też uwagę, że dalszy kontakt z zewnętrznym światem może być dla tubylców wyrokiem śmierci.
Szokujące nagranie opublikował brytyjski "The Guardian". Widać na nim jak półnagie tubylcze kobiety tańczą i klaszczą w dłonie na polecenie indyjskiego policjanta. - Dałem wam jedzenie. Podzielcie się wszyscy - przypomina im policjant - W samochodzie za nami dadzą wam więcej jedzenia - dodaje.



Nieopodal tańczących widać stojącą nagą kobietę zakrywającą łono trzymanym w rękach woreczkiem. - Tańcz, tańcz! No dalej! Tańcz dla mnie! Dałem ci jedzenie - rozkazuje jej policjant, a kobieta nieśmiało się uśmiecha. Film został najprawdopodobniej zrobiony przez jednego z turystów, których tysiące odwiedzają rezerwat. To dla ich rozrywki policjanci i strażnicy wabią Jarawa.

Film zamieszczony na stronie "Guardiana" kilka dni temu wywołał falę oburzenia w sieci. Lokalne władze podały, że został on wykonany dziesięć lat temu, a wszyscy policjanci odpowiedzialni za naruszenie prawa są karani. Nagranie zdołało jednak zwrócić uwagę świata na tragiczną sytuację rdzennej ludności Andamanów.

"Ludzkie safari" - tubylcy jak zwierzęta

Ludność Jarawa mieszka w zamkniętym rezerwacie na południu archipelagu Andamanów. Chronienie tubylców jest obowiązkiem policji, ale mieszkańcy wyspy podają, że przekupienie funkcjonariusza kosztuje tu około 200 dolarów. Bardzo łatwe jest także znalezienie kierowcy, który zwabi Jarawa w pobliże samochodu.

Każdego dnia setki turystów wjeżdżają do rezerwatu na "ludzkie safari". Teoretycznie celem jest podziwianie przyrody. Tabliczki przy wjeździe informują o zakazie robienia zdjęć i zaczepiania rdzennej ludności. Zakazów nikt jednak nie przestrzega. - Prawdziwym celem jest znalezienie Jarawa. To nagranie-trofeum, o jakim marzą wszyscy turyści - komentuje "Guardian". Uzbrojeni w aparaty fotograficzne zwiedzający rzucają tubylcom ciastka i banany.

"Nie można tak traktować ludzi"

Po publikacji nagrania na lokalne władze posypały się gromy. Ich przedstawiciele twierdzą, że film został nagrany co najmniej 5 lat temu, a sytuacja od tego czasu się zmieniła. Twierdzą też, że to strażnik rezerwatu, a nie policjant, zwabił Jarawa i kazał im tańczyć.

- Nie można w ten sposób traktować istot ludzkich - stwierdził indyjski minister ds. plemion KC Deo w rozmowie ze stacją NDTV - Pojadę na Andamany i zobaczę, co się tam dzieje, porozmawiam z lokalnymi urzędnikami - dodaje.

Organizacje pozarządowe nie mają jednak wątpliwości, że takie traktowanie Jarawa nie jest wyjątkiem, a regułą na Andamanach.

Tragiczne konsekwencje kontaktu z turystami

Plemię Jarawa liczy zaledwie kilkaset osób. Żywią się upolowanymi dzikami i rybami, miodem i owocami. Są najprawdopodobniej potomkami pierwszej grupy ludności, która kilkadziesiąt tysięcy lat temu imigrowała na archipelag z Afryki.

14 lat temu Enmai - młody myśliwy - złamał nogę podczas polowania na obrzeżach rezerwatu i został zabrany do szpitala. Po powrocie do swoich przejęty opowiedział im o "cudach zewnętrznego świata". To przekonało niektórych członków plemienia - Jarawa po raz pierwszy zaczęli wychodzić z dżungli i nawiązywać kontakt z białymi. Kontakt z turystami stał się dla nich łatwym sposobem pozyskania żywności.

Niestety, złamanie izolacji przyniosło także nowe problemy. Wielu tubylców uzależniło się od tytoniu i alkoholu, zmagają się też z zachodnimi chorobami, na które nie są uodpornieni - odrą, świnką czy malarią. Zdarza się też, że kobiety Jarawa rodzą dzieci obcych mężczyzn. Niemowlęta takie nie są akceptowane przez społeczność i są zabijane.

Władze chcą odizolować Jarawa

Dziesięć lat temu indyjski sąd najwyższy nakazał całkowite zamknięcie drogi wiodącej przez rezerwat, ale lokalne władze nie zrobiły tego, ponieważ "utrzymuje się z niej zbyt wiele osób". Ograniczono jedynie liczbę pojazdów, jakie wjeżdżają do rezerwatu. Policjanci twierdzą, że są bezsilni i nie są w stanie ograniczyć kontaktu Jarawa z turystami.

Cztery lata temu władze postanowiły ustanowić strefę buforową wokół rezerwatu. Właściciele luksusowego kurortu turystycznego, który się tam znajduje, wytoczyły władzom proces. Sprawa jest obecnie rozpatrywana przez indyjski sąd najwyższy.

Integracja to dla nich wyrok śmierci

Jeden z lokalnych polityków uważa, że integracja Jarawa z zewnętrznym światem jest nieuchronna. Organizacje pozarządowe stwierdzają jednak ostro - taki kontakt byłby wyrokiem śmierci. Jarawa najprawdopodobniej skończyliby jak ludność Wielkiego Andamanu, która w XIX wieku zaczęła się nawiązywać kontakt z brytyjskimi kolonistami. Ich liczba w ciągu około stu lat spadła z kilkunastu tysięcy do kilkudziesięciu. Wiele plemion wymarło w pierwszej połowie XX wieku.

Na Andamanach oprócz Jarawa mieszkają też plemiona Onge, Sentinelczycy i Szompeni. Niedawno wymarło plemię Bo. Ostatnia autochtonka - Boa Sr - zmarła w 2010 roku. Była ona ostatnią osobą, która posługiwała się językiem Bo - jednym z najstarszych języków na świecie. Ludność Bo zamieszkiwała Andamany co najmniej 10 tys. lat.

Zobacz także
  • Saola - zwana azjatyckim jednorożcem "Azjatyckiemu jednorożcowi" grozi wyginięcie
  • Plemię Awa liczy zaledwie 355 osob "Zabijają nas" - najbardziej zagrożone plemię na świecie błaga o pomoc
  • Jedna z kobiet zakrywa się jedynie woreczkiem Indie: jest nakaz aresztowania dla przewodnika, który organizował "ludzkie safari"
Skomentuj:
Rozrywka dla turystów - jak na Andamanach traktuje się zagrożone wyginięciem plemię [WIDEO]
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

DOSTĘP PREMIUM

Polecamy