Słynna dziennikarka i laureat World Press Photo zabici w Hims

Ruiny budynku, w którym przebywali Marie Colvin i Remi Ochlik

Ruiny budynku, w którym przebywali Marie Colvin i Remi Ochlik (Źródło: Youtube)

Niezwykle doświadczeni korespondenci wojenni: Amerykanka Marie Colvin z ?Sunday Timesa? i laureat World Press Photo Francuz Remi Ochlik zginęli w ostrzeliwanym syryjskim mieście Hims. Reporterzy przebywali w prowizorycznym centrum prasowym, w które uderzyła rakieta wystrzelona przez siły reżimu. Gdy próbowali uciec, trafił w nich kolejny pocisk.
W tym samym ataku rannych zostało jeszcze kilkanaście innych osób, w tym troje lub czworo dziennikarzy. - Pociski spadły na prowizoryczną bazę zajmowaną przez zachodnich korespondentów - podaje brytyjski "Daily Telegraph".

W sieci pojawiło się już kilka drastycznych nagrań z miejsca tragedii. Widać na nich ruiny budynku i leżące wśród gruzów ciała.



Zarówno syryjscy obrońcy praw człowieka jak i zagraniczni komentatorzy i eksperci uważają, że atak sił reżimu na prowizoryczne centrum prasowe dziennikarzy był zamierzonym działaniem. Rząd syryjski tymczasem utrzymuje, że to nieprawda - jeden z jego przedstawicieli oświadczył, że rząd nie wiedział nawet, że jacyś zachodni dziennikarze przekroczyli granicę Syrii.

I Colvin i Ochlik byli weteranami na Bliskim Wschodzie. 28-letni Remi Ochlik - znany francuski fotoreporter - aktualnie współpracował z "New York Timesem". Był laureatem ostatniego World Press Photo za zdjęcia libijskich rewolucjonistów.

"Nieustraszona" Colvin, "wielka strata"

55-letnia Marie Colvin była doświadczoną amerykańską dziennikarką, która pracowała jako korespondentka wojenna m.in. dla brytyjskiego tygodnika "Sunday Times". Reuters opisuje ją jako "nieustraszoną reporterkę". I przypomina, jak straciła oko w 2001 roku, kiedy na Sri Lance trafił ją odłamek ze szrapnela. Colvin nie przerwała wtedy pracy, pojawiała się publicznie z czarną opaską na twarzy.

Ostatnia nadana przez nią relacja pochodzi zaledwie z wczoraj. Colvin nagrała ją właśnie z Hims dla BBC: "Widziałam dziś, jak ginie dziecko". Jej reportaż połączony jest ze wstrząsającymi zdjęciami z prowizorycznych punktów medycznych, w których z powodu fatalnych warunków sanitarnych i braku odpowiedniego sprzętu umierają mieszkańcy miasta.

Światowe media piszą o wielkiej stracie dla dziennikarskiego świata. Zewsząd płyną kondolencje. Brak Colvin i Ochlika ma być odczuwalny tym bardziej, że w ostatni czwartek w Syrii zmarł inny uznany korespondent z regionu - Anthony Shadid. Shadid był również pracownikiem "New York Timesa" i dwukrotnym laureatem nagrody Pulitzera (przyczyną jego śmierci był atak astmy).

Hims pod ostrzałem reżimu

Właśnie na Hims, trzecim co do wielkości mieście kraju, koncentrują się w ostatnich tygodniach ataki sił rządowych. 3 lutego wojsko wierne prezydentowi Baszarowi el-Asadowi rozpoczęło ofensywę na miasto.

Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka alarmuje, że od wybuchu antyreżimowej rewolty w marcu 2011 roku zginęło w Syrii ponad 7,6 tys. ludzi. Wśród nich jest około 5540 cywilów, prawie 1700 żołnierzy i członków służb bezpieczeństwa i blisko 400 dezerterów.

Zobacz także
  • Marie Colvin (zdjęcie z czerwca 2011 r.) Ostatnia, wstrząsająca relacja M. Colvin z Hims: "Widziałam dziś, jak umiera dziecko" [WIDEO]
  • Marie Colvin (zdjęcie z czerwca 2011 r.) Polska ambasada stara się wydostać z Syrii ciało Marie Colvin

DOSTĘP PREMIUM

Polecamy