Dramatyczna historia kobiety w beżowym kocu. Zdjęcie, które obiegło świat

Zdjęcie młodej Japonki owiniętej w beżowy koc stało się symbolem tsunami, które spustoszyło Japonię. W wyniku kataklizmu zginęło 20 tys. osób. Rok po tragedii Reuters dotarł do bohaterki fotografii i opisał jej historię.
11 marca 2011 roku silne trzęsienie ziemi i spowodowane nim tsunami wyrządziły w północno-wschodniej Japonii gigantyczne zniszczenia. Na skutek tego kataklizmu zginęło lub zaginęło około 20 tys. osób. Doszło także do katastrofy nuklearnej w elektrowni Fukushima, porównywalnej z Czarnobylem.

"Mówili mi, że przedszkole zmiotło tsunami"

W tych tragicznych dla Japonii chwilach zdjęcie zrozpaczonej młodej kobiecie zrobił Tadashi Okubo, fotograf japońskiego dziennika "Yomiuri Shimbun". Fotografię kupiła m.in. agencja Reutersa. Pokazały ją gazety i serwisy internetowe na całym świecie. Szybko stała się symbolem trzęsienia ziemi i tsunami.

Zdjęcie-symbol tsunami

Bohaterką zdjęcia, do której dotarła agencja, jest 29-letnia Yuko Sugimoto, matka 5-letniego chłopca. Malec urodził się i wychował w Ishinomaki. W wyniku tsunami w tym 160-tys. mieście zginęło 3,8 tys. osób. To najbardziej dotknięte katastrofą miasto w Japonii.

Fotografia została wykonana rano 13 marca. Owinięta w beżowy koc kobieta, otoczona stertą gruzów i śmieci, wypatruje swojego syna, który w czasie tsunami był w przedszkolu. - W tym momencie myślałam, że jest zaledwie 50 proc. szans, że on żyje. Niektórzy ludzie mówili, że przedszkole zostało zmiecione przez tsunami. Inni, że dzieci zostały uratowane - wspomina Yuko Sugimoto.

Dramatyczne poszukiwania

Dramatyczne poszukiwania pięciolatka rozpoczęło się już dzień wcześniej. Gdy w samochodzie rodziny skończyła się benzyna, matka i ojciec próbowali dostać się w okolice przedszkola na rowerach. Dodatkowo poszukiwania utrudniły poważne zniszczenia i wysoka woda. Ojciec chłopca znalazł łódź, którą podpłynął pod przedszkole, jednak nikogo nie znalazł. Mokry wrócił sam. Wtedy ktoś podał mu koc, którym otulił się przy ognisku. Następnego dnia, oczekując na informację o dziecku, owinęła się nim 29-letnia Japonka - to wtedy wykonano słynne już zdjęcie.

Później okazało się, że dzieci z przedszkola zostały uratowane. Najpierw dyrektor przedszkola kazał maluchom wejść na dach, skąd ewakuowało je wojsko.

- Kiedy zobaczyłam Raito, płakałam tak bardzo, że nie mogłam nic zobaczyć - opowiada Sugimoto. Matka objęła syna, zaczęła dotykać jego rąk, nóg, każdego kawałka ciała, by upewnić się, że jej dziecko jest całe i zdrowe. - Dzięki Bogu, dzięki Bogu - powtarzała w kółko.

Rok po tsunami

Rok później. "Każdy dzień jest cenny"

Niemal rok później dokładnie w tym samym miejscu, gdzie została wykonana słynna fotografia, kobieta stanęła ze swoim synem.

Jej uśmiech wskazuje, że jej życie wróciło już na właściwe tory. Ale to złudne wrażenie. Choć gruz po tsunami został już uprzątnięty, minie jeszcze dużo czasu, zanim wszystko będzie jak kiedyś.

Ich dom, wybudowany cztery lata temu, został całkowicie zniszczony. Pozostaje kredyt na 31 lat, który wciąż muszą spłacać. Obecnie mieszkają w wynajętym domu, którego dzierżawa kończy im się za rok.

- Od czasu katastrofy nie byłam jeszcze nad oceanem, który kiedyś tak kochałam - opowiada kobieta. 

Priorytety Sugimoto uległy teraz całkowitej zmianie. Kiedyś była wiecznie zajęta, teraz rzuciła pracę, by spędzać więcej czasu z rodziną. - Teraz każdy dzień jest dla mnie cenny. Jesteśmy bliżej siebie - opowiada.

Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM

Serwis informacyjny

Komentarze (2)
Dramatyczna historia kobiety w beżowym kocu. Zdjęcie, które obiegło świat
Zaloguj się
  • oneel

    Oceniono 1 raz 1

    nie rozumiem ma kredyt a rzuciła pracę. no i chyba w Japonii ludzie są bardziej zapobiegliwi niż krajach europy środkowej i pewnie była ubezpieczona... po co pisać takie głupoty w tak ciekawym artykule....

  • coppermind

    Oceniono 1 raz 1

    chyba szczęście a nie dramat ?

    przetrwała kataklizm, więc miała szczęście.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX