Wzruszająca historia kuzynów rozdzielonych w Auschwitz. Spotkali się po 70 latach

Ostatni raz widzieli się, gdy byli jeszcze nastolatkami. W obozie Auschwitz-Monowitz wymienili zaledwie kilka zdań. W ostatnią niedzielę kuzyni Leon Schagrin i Lemel Leo Adler spotkali się po raz pierwszy po 70 latach.
Mimo że przez większość życia mieszkali blisko siebie, o swoim istnieniu dowiedzieli się zaledwie tydzień temu. O ich spotkaniu pisze "South Florida Sun Sentinel" i brytyjski "Daily Mail".

Dzieciństwo przerwane wojną

Matki Schagrina i Adlera były siostrami. Leon urodził się w Grybowie, a Leo w Tarnowie na południu Polski. Schagrin wspomina, że dorastał w kochającej rodzinie. Jego ojciec był weterynarzem, chłopiec od najmłodszych lat miał więc kontakt z końmi. To dobra ręka do tych zwierząt umożliwiła mu przeżycie wojny, był bowiem użyteczny dla nazistów.

II wojna światowa wybuchła, gdy Leon miał zaledwie 13 lat, a jego kuzyn Lemel - 17. Kuzyni zostali przeniesieni wraz z rodzinami do getta w Tarnowie. Tam Schagrin zaczął pracować jako woźnica, a jego jedynym pocieszeniem był ulubiony koń Maciek, którego codziennie zaprzęgał do powozu. Jego rodzina - rodzice, cztery siostry i malutki brat - trafiła do obozu zagłady w Bełżcu.

Przypadkowe spotkanie w Auschwitz

Schagrin podczas wojny przeszedł przez trzy różne obozy pracy, każdy, jak mówi, gorszy od poprzedniego. Na końcu trafił do Buny - zakładów chemicznych Monowitz, znanych także jako Auschwitz III. Tam przypadkiem spotkał swojego kuzyna Lemela. Chłopcy rozmawiali zaledwie przez kilka minut, dopóki esesmani nie zagnali ich w przeciwne krańce obozu. Był to ostatni raz, kiedy się widzieli.

W styczniu 1945 roku, po likwidacji Auschwitz-Birkenau, Lemel Adler znalazł się wśród więźniów pędzonych do innych obozów w głębi Rzeszy podczas tzw. marszu śmierci. Po wojnie wyemigrował do Stanów Zjednoczonych, zamieszkał na Florydzie i został menedżerem restauracji. Nie miał pojęcia, że jego kuzyn Leon także przeżył Auschwitz.

Leon Schagrin po wojnie najpierw wyemigrował do Izraela. Tam spotkał Betty (Bronisławę) Sternlicht, jedną z Żydówek ocalonych przez Oskara Schindlera, z którą się ożenił. Siostra Betty, Helen, była służącą w domu SS-mana Amona Goetha i jest przedstawiona w filmie "Lista Schindlera". Po ślubie Betty i Leon wyjechali do USA.

Kuzyni bezskutecznie starali się znaleźć jakichkolwiek żyjących krewnych. Przez kilkadziesiąt lat żyli ze świadomością, że wszyscy inni członkowie ich rodziny zostali zgładzeni.

Telefon do kuzyna: "Znam cię!"

W 2011 roku Schagrin wydał książkę "The Horse Adjutant" ("Konny adiutant" - tłum. red.) o swoich wojennych przeżyciach i opiece nad końmi należącymi do esesmanów. Jej współautorem jest Stephen Shooster. Traf chciał, że na początku marca książka trafiła do rąk Adlera. - Zazwyczaj nie czytam takich książek, bo sam przeżyłem Holocaust - mówi mężczyzna. Jeden z jego przyjaciół powiedział mu, że w książce pojawia się miasto Tarnów i nazwy innych miejsc, w których Adler przebywał w trakcie wojny. - Zacząłem ją czytać i znalazłem nazwiska członków mojej rodziny, w tym nazwisko panieńskie mojej matki - opowiadał Adler.

Szybko odkrył, że autor książki to jego zaginiony kuzyn Leon. Jego telefon dostał w centrum Holocaustu na Florydzie. - Znam cię! - powiedział do kuzyna w pierwszej telefonicznej rozmowie, a potem wymienił wszystkich członków rodziny, z którymi dorastali. - Poczułem wtedy dreszcze na całym ciele. Nie mogłem uwierzyć, że coś takiego dzieje się 70 lat po wojnie - wspominał Schagrin.

Jeszcze dziwniejsze może wydawać się to, że kuzyni przez wiele lat mieszkali blisko siebie - w hrabstwie Broward na Florydzie. Schagrin mieszkał w mieście Sunrise, a Adler - w Hallandale.

Wzruszające spotkanie po latach

Mężczyźni postanowili się spotkać na uroczystości organizowanej przez florydzkie stowarzyszenie ocalałych z Holocaustu. W niedzielę, 11 marca, kuzyni zobaczyli się po raz pierwszy po 70 latach. Najpierw podali sobie ręce, a potem się objęli. - To największy, najważniejszy dzień w moim życiu - mówił wzruszony Leon Schagrin.

Przez długie godziny siedzieli przy stoliku i rozmawiali o swoim powojennym życiu, o swoich rodzinach i pokazywali sobie zdjęcia trzymane w portfelu. - Mamy dużo rzeczy do omówienia - powiedział Schagrin.

- Takie spotkania są coraz rzadsze - mówiła przewodnicząca stowarzyszenia ocalałych z Holocaustu Miriam Friedman. - Wielu ocalonych już zmarło. Nasze stowarzyszenie miało 1400 członków w latach 90., ale obecnie ma tylko 300. Na niedzielnym spotkaniu było 185 z nich. Wielu albo już znalazło swoich krewnych, albo uświadomiło sobie, że nikt z nich nie przeżył - dodała.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny