Tajemnice dynastii Korei Północnej: "Kim Dzong Un powinien siedzieć w łagrze"

Dziadek Kim Dzong Una był japońskim kolaborantem - podaje australijska stacja ABC News. Oznacza to, że według prawa przyjętego w latach 70. obecny władca Korei Północnej jest zdrajcą i powinien być uwięziony w łagrze.
Kim Dzong Un jest wnukiem pierwszego przywódcy Korei Północnej Kim Ir Sena. Rodzice Kim Ir Sena musieli uciekać z Korei do Mandżurii z powodu swojej antyjapońskiej działalności. Sen walczył z Japończykami jako partyzant po ich ataku na Mandżurię w 1931 roku.

W latach 40. Kim Ir Sen wrócił do Korei Północnej i objął w niej władzę. W 1972 roku wprowadził prawo, na mocy którego "wszyscy wrogowie społeczeństwa muszą odpowiedzieć za swoje zbrodnie do trzeciego pokolenia". Dziesiątki tysięcy Koreańczyków trafiło do obozów pracy z powodu przestępstw swoich przodków. Posiadanie krewnych, którzy współpracowali z Japończykami albo pomagali "kapitalistycznemu Południu", było wystarczającym powodem do zakwalifikowania kogoś jako "wroga narodu".

Drugi dziadek był zdrajcą

Japoński aktywista na rzecz praw człowieka Ken Kato dotarł do dokumentów, według których drugi dziadek Kim Dzong Una współpracował z Japończykami. Ko Gion Tek pracował w szwalni Hirota, zarządzanej przez japońskiego ministra wojny, która produkowała mundury dla wojska. Jego urodzona w Japonii piękna córka Ko Young-Hee była tancerką. Po powrocie do Korei Północnej wpadła w oko Kim Dzong Ilowi, synowi Kim Ir Sena, i została jego kochanką. Po śmierci pierwszej żony Kim Dzong Ila wzięła z nim ślub i urodziła mu troje dzieci, w tym obecnego dyktatora Kim Dzong Una.

- Chcę, żeby Kim Dzong Un uświadomił sobie, że nie jest członkiem elity Korei Północnej, ale jej najniższej klasy, klasy zdrajców - mówi Kato. - Powinien natychmiast zlikwidować obozy pracy i uwolnić swoich towarzyszy.

Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM

Serwis informacyjny