Obama i "polskie obozy śmierci". To się nie miało prawa zdarzyć [KOMENTARZ]

To się nie miało prawa zdarzyć. W takiej sytuacji, z ust tego polityka, w laudacji na temat tego człowieka. Czy można wyobrazić sobie większą polityczną niezręczność niż to, co zrobił Barack Obama?
Wczorajszy incydent dowiódł, że problem sformułowania "polskie obozy koncentracyjne" używanego na Zachodzie istniał i wciąż istnieje. Na nic piętnowanie "New York Times'a" i agencji Associated Press. Na nic protesty Polonii i polskich władz. Oto przywódca kraju, w którym najważniejsze gazety i agencje informacyjne regularnie używają tego wygodnego skrótu myślowego, zrobił - zapewne nieświadomie - to samo.

Biały Dom - na razie ustami niższego urzędnika waszyngtońskiej administracji - przeprasza za "przejęzyczenie" i "żałuje nieścisłości". To nie wystarczy. To, czego oczekuje teraz Warszawa, to nie wyjaśnienia o "nieścisłości", tylko przeprosiny samego Obamy za "polskie obozy śmierci".

Paradoksalnie właśnie słowa prezydenta USA mogą okazać się dla walki z problemem "polskich obozów" przełomem wyczekiwanym od lat. Większego rozgłosu niż ten, którego jesteśmy świadkami, już w tej sprawie zapewne nie będzie. Trzeba go tylko wykorzystać, wpadkę rozdmuchać, skrytykować lub obśmiać. W epoce internetu nie powinno to być trudne.

Im większy rozgłos zostanie nadany niezręcznym słowom Obamy, tym większa szansa na to, że przy następnej okazji inni politycy czy dziennikarze zastanowią się dwa razy, zanim napiszą "polish death camps".

Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM