Z dyktatorskiego pałacu na powstańcze barykady. Kolaborant czy zbawca Libii?

Na następcę Muammara Kaddafiego, szefa pierwszego od lat demokratycznego rządu w Libii, wyrasta Mahmud Dżibril. "Dżibril" to po arabsku "Gabriel". Czy 60-letni politolog niczym archanioł spadł Libijczykom z nieba?
W sobotnich wyborach do libijskiej Konstytuanty nieoczekiwanie zwyciężyły partie centrowe i stojący na czele Sojuszu Sił Narodowych Mahmud Dżibril. Choć wyniki wciąż nie są oficjalnie potwierdzone, wiele wskazuje na to, że Libii nie wezmą we władanie islamscy fundamentaliści. Lider zwycięskiej partii nie zapowiadał ubiegania się o fotel szefa rządu, jednak komentatorzy uważają go za naturalnego kandydata na to stanowisko.

Dżibril to międzynarodowa wizytówka libijskiej rewolucji, uboższa wersja Mohameda ElBaradei, który wspierał przewrót w Egipcie. I choć Dżibrilowi daleko do osiągnięć egipskiego polityka, jego zasługi dla nowej Libii są niepodważalne. Choć kilkanaście lat temu prawie nikt w ojczyźnie o nim nie słyszał.

Idealista w służbie potwora

W połowie lat 70. Dżibril opuścił Libię, by studiować nauki polityczne w USA. Na uniwersytecie w Pittsburghu obronił doktorat z planowania strategicznego. Potem przez wiele lat doradzał rządom państw arabskich i organizował w nich szkolenia dla kadry zarządzającej, a powrót do ojczyzny był jedną z ostatnich rzeczy, o jakich myślał.

Nieoczekiwanie w 2007 roku skontaktował się z nim Saif al-Islam, ukochany syn Muammara Kaddafiego. "Skontaktował" to niezręczne słowo - po prostu wysłał po niego prywatny samolot. Saif chciał, by Dżibril został dyrektorem Narodowego Urzędu na rzecz Rozwoju Gospodarczego i wsparł jego wysiłki w restrukturyzacji libijskiej gospodarki. Politolog odparł, że potrzebuje kilku miesięcy do namysłu. Kilka dni później z rządowej telewizji libijskiej dowiedział się, że zgodził się przyjąć to stanowisko. I tak się faktycznie stało.

Będąc szefem Urzędu Rozwoju Gospodarczego, ze swojego gabinetu Dżibril roztaczał wizje Libii rządzonej przez demokratyczny rząd, który przeistoczy kraj z zacofanej dyktatury w nowoczesne państwo. Na wizjach się jednak skończyło. Szybko uświadomił sobie, że pomysły Saifa są skazane na porażkę, dopóki przy władzy utrzymuje się jego ojciec. Kaddafi długo nie chciał jednak przyjąć jego dymisji. Uczynił to dopiero w 2011 roku. A Dżibril stanął po stronie tlącej się w Bengazi rewolucji.

"Zdradził w decydującym momencie"

Politolog szybko zaczął wykorzystywać swoje międzynarodowe kontakty. U liderów zachodnich państw zabiegał o wsparcie rewolucjonistów. Podczas spotkania w Pałacu Elizejskim w marcu 2011 udało mu się doprowadzić do formalnego uznania powstańczego rządu przez Francję. Wtedy też zapowiedziano naloty sił NATO na pozycje wojsk Kaddafiego.

Tymczasem w Trypolisie Saif wściekał się, że jego najbliżsi współpracownicy, z Dżibrilem na czele, zdradzili go w "decydującym momencie".

Po dyplomatycznych sukcesach Dżibril stał się jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci Narodowej Rady Tymczasowej, która kierowała rewolucją. Przetrwał polityczną burzę po zabójstwie głównodowodzącego siłami powstańczymi i w końcu marca 2011 roku został szefem tymczasowego libijskiego rządu. W październiku, po śmierci Kaddafiego i oficjalnym zakończeniu walk, zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami podał się do dymisji. Nie skończył jednak z polityką i znów może stanąć na czele rządu.

Twarz rewolucji

Choć wielu przeciwników zarzuca Dżibrilowi kolaborację z reżimem, na Zachodzie ma on dobre notowania. W jednej z ujawnionych przez Wikileaks depesz amerykański ambasador w Libii określił go mianem "poważnego rozmówcy, który podziela amerykańską perspektywę". Dżibril nie jest jedynym, który wszedł na powstańcze barykady prosto z pałacu Kaddafiego. Przewodniczący Narodowej Rady Tymczasowej Mustafa Abdul Dżalil był wcześniej reżimowym ministrem sprawiedliwości, a zamordowany przywódca sił rewolucyjnych Abd al-Fatah Junis to były szef MSW.

- Dżibril walnie przyczynił się do międzynarodowego wsparcia rewolucji, ma przez to duży kredyt zaufania - mówi "Time" Sami Zaptia z libijskiego portalu "Libya Herald". Dziennikarka wierzy, że nikt inny nie zdoła skutecznie przeciągnąć na stronę rewolucjonistów ludzi Kaddafiego. Dżibril pochodzi z najliczniejszego w Libii plemienia Warfalla, które do końca popierało dyktatora. - Niewielu podważa jego przymioty planisty i wizjonera - dodaje Zaptia. Zwłaszcza że polityk ma asa w rękawie. Wciąż dysponuje planami kierowanego przez siebie biura rozwoju, opracowanymi we współpracy z zachodnimi specjalistami.

Sobotnie wyniki niczego jednak nie przesądzają. Wybrano w nich tylko 80 delegatów partii do 200-osobowej Konstytuanty, która wybierze nowy rząd tymczasowy i przygotuje projekt konstytucji. Pozostaje 120 miejsc dla kandydatów indywidualnych, których poglądy są często zagadką. Może więc dojść do tego, że Konstytuantę zdominuje Bractwo Muzułmańskie. Media zdążyły już jednak namaścić Dżibrila na szefa nowego rządu. On sam mówi, że gotów jest pomagać rządowi jako zwykły konsultant.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny