Rok po zbrodni Breivika. "To nie on zdecyduje, jakie będziemy mieli prawo. Dlatego w sądzie podają mu rękę" [WYWIAD]

- Nie trzeba zaostrzać przepisów, i tak żaden sąd go nie wypuści. Były głosy za karą śmierci czy dożywocia, ale to nie Breivik powinien decydować, jakie będziemy mieli prawo. Dlatego prawnicy podają mu rękę. Ale rasizm u nas istnieje - mówi portalowi Gazeta.pl prof. Ragnhild Sollund, kryminolog z Oslo. Rok temu Breivik zabił 77 osób.
22 lipca 2011 r. 32-letni wówczas Norweg Anders Breivik, prawicowiec o rasistowskich poglądach, zdetonował bombę w pobliżu rządowego budynku w Oslo, zabijając 8 osób, a następnie wymordował 69 osób na wyspie Utoya, gdzie odbywał się zjazd młodzieżówki rządzącej w Norwegii Partii Pracy. Tłumaczył swoje działania obawą przed wielokulturowością oraz islamizacją Europy. W piątek w Oslo sąd wysłuchał mów końcowych oskarżenia i obrony. Wyrok ogłoszony będzie 24 sierpnia. Grozi mu maksymalnie 21 lat więzienia i prewencyjne odosobnienie w zakładzie zamkniętym.

Michał Gostkiewicz, Gazeta.pl: Gdyby Breivik został uznany za niepoczytalnego, społeczeństwo by odetchnęło, bo to by oznaczało niewinność samego społeczeństwa. Jeśli jednak jest zdrowy psychicznie, to może sygnalizować, że w społeczeństwie jest coś nie tak...

Prof. Ragnhild Sollund, kryminolog z Uniwersytetu w Oslo*: To kluczowe pytanie w jego sprawie. Ekspert od prawicowego terroryzmu, prof. Tore Bjorgo, powiedział w sądzie, że ideologia Breivika nie była symptomem szaleństwa, ale raczej czymś dość typowym dla niektórych skrajnie prawicowych grup. I oczywiście, tak jak pan mówi, w naszym społeczeństwie coś może być nie tak.

Internetowy manifest Breivika był skierowany przeciw imigrantom, "innym". Jak zmieniło się nastawienie norweskiego społeczeństwa do imigrantów po jego szaleńczym ataku w Oslo i na wyspie Utoya?

- Osobiście nie badałam klimatu wobec imigrantów po ataku, ale odpowiedź widać w oficjalnych statystykach. Ludzie stali się bardziej tolerancyjni, ale tylko na początku. W ostatnich tygodniach mieliśmy w kraju ostrą debatę o Romach, którzy przybywają z Rumunii do Norwegii żebrać. Podczas tej debaty w mediach pojawiło się niestety wiele przykładów rasizmu i ksenofobii.

Trudno nie postrzegać tego w perspektywie nienawiści wyrażanej w Norwegii wobec Żydów przed II wojną światową. Jan Simonsen, polityk Partii Postępu, dawniej na prawym skrzydle, zgodził się z niektórymi elementami poglądów Breivika.

W konsekwencji solidarność, która pojawiła się tuż po wydarzeniach sprzed roku, mogła się zmniejszyć i to, co widzimy teraz, może być bardziej prawdziwym obrazem postaw Norwegów - przynajmniej wobec niektórych mniejszości. W pierwszych godzinach po ataku Norwegowie kilkakrotnie atakowali imigrantów, więc gdyby okazało się, że za zamachami stała Al-Kaida, ich stosunek do mniejszości mógłby być zupełnie inny.

Jakie skutki tragedia w Oslo i na Utoi miały dla norweskiego prawa? Czy przepisy zostały np. zaostrzone, by surowiej karać za podobne zbrodnie?

- Prawo imigracyjne nie zostało zaostrzone. To, nad czym obecnie toczy się debata, to rola psychiatrów sądowych w sądach.

Czyli ogólny paradygmat prawny - że wyrok nie jest wyłącznie karą, ale kluczem do resocjalizacji - nie zmienił się? Zmiany prawne nie poszły w stronę zaostrzenia prawa karnego?

- Ogólny klimat był inny: Breivik nie powinien zmienić zapatrywań naszego społeczeństwa na korzyść ostrzejszych kar. A po drugie, prawo nie działa przecież wstecz - nie zmieniłyby się więc przepisy, na podstawie których by go skazano. Konsekwentnie powinien być skazany i traktowany tak, jak wszyscy inni przestępcy, zgodnie z literą prawa.

Czy pojawiły się argumenty o potrzebie wprowadzenia np. kary dożywocia czy kary śmierci [nie ma ich w norweskim prawie - M.G.]? Nawet, jeśli Breivik dostanie najwyższy możliwy wyrok - czy zostanie on uznany za wystarczający?

- Zaraz po ataku pojawiły się głosy za wprowadzeniem kary dożywocia i kary śmierci, ale, jak wspomniałam, klimat był inny. Sądzę, że wyrok zostanie zaakceptowany. Breivik raczej nie wyjdzie na wolność, bo najprawdopodobniej dostanie nie tylko wyrok więzienia, ale też tzw. Forvaring - prewencyjne odosobnienie, które może być przedłużane tak długo, jak będzie uznawany za niebezpiecznego. Jeśli będzie bronił swoich zbrodni tak, jak do tej pory, wątpię, by jakikolwiek sąd kiedykolwiek go wypuścił.

Czy proces Breivika i opinie, które na nim wygłaszał, miały duży odzew w norweskim społeczeństwie? Po tym, jak Breivik przed sądem stwierdził, że nienawidzi piosenki ''My Rainbow Face'', bo uważa ją za metodę marksistowskiej indoktrynacji, ludzie w spontanicznej akcji odśpiewali ją na placu w Oslo, by ją ''odzyskać''.

- Sądzę, że przez cały czas bardzo wiele osób - co jest oczywiste - po prostu go nienawidziło i nienawidzi. Ale piosenka zaśpiewana przed sądem, po pierwsze, była właśnie rezultatem spontanicznej akcji, a po drugie - nie była wyrazem nienawiści, ale raczej przypomniała Marsz Róż (w hołdzie ofiarom - M.G.) z ubiegłego roku.

Czy nie jest trochę tak, że - przynajmniej we własnym mniemaniu - Breivik w pewnym sensie wygrał? Na warunki w więzieniu narzekać raczej nie będzie mógł, będzie żył na koszt państwa, a teraz od miesięcy o jego poglądach piszą media. A on bardzo przecież chciał, żeby jego idee były szeroko rozpowszechnione?

- Nie siedzę w jego głowie. Ale w pewnym sensie tak, oczywiście, zdobył popularność na świecie. Dostaje zresztą co tydzień do więzienia listy z poparciem.

W Polsce zdjęcia norweskich prawników i sędziów witających się z oskarżonym uściskiem dłoni podczas procesu wywołały zdziwienie i komentarze: czy jest w porządku ściskać dłoń masowego mordercy, którego wina jest bezsporna?

- To był cel norweskiego społeczeństwa, prokuratorów i sądu: zachować godność i człowieczeństwo, które reprezentuje norweski system sądowniczy. W Norwegii członkowie sądu ściskają dłonie oskarżonym. To nie był wyjątek.

A jednak w innych krajach wzbudziło to co najmniej zdziwienie i niesmak. Wszyscy wiedzą, że on jest winny. 77-krotnie winny. Czy to ''cywilizowane podejście'' do mordercy nie było krytykowane?

- Wręcz przeciwnie, raczej chwalone i docenione, choć norweskie media zauważyły oczywiście reakcję kolegów po fachu z zagranicy. Profesor prawa Hans Petter Graver w kilku debatach podkreślił fakt, że norweski sąd nie może wydawać wyroków na podstawie zdania opinii publicznej.



* Prof. Ragnhild Sollund jest kryminologiem, wykłada na Uniwersytecie w Oslo. Zajmuje się kwestiami migracji, imigracji i związanej z nimi przestępczości, a także relacji mniejszości z wymiarem sprawiedliwości.

Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM

Serwis informacyjny

Komentarze (2)
Rok po zbrodni Breivika. "To nie on zdecyduje, jakie będziemy mieli prawo. Dlatego w sądzie podają mu rękę" [WYWIAD]
Zaloguj się
  • neostrada72

    Oceniono 1 raz 1

    Niezrozumiałe jest norweskie prawo i społeczeństwo.Stwarzanie takich warunków w więzieniu można tylko pozazdrościć.Toż to wczasy.Czy oni z dobrobytu poszaleli?Teraz w jego ślady mogą iść jego naśladowcy,bo wiedzą,co może ich spotkać.Naszym polskim neofaszystom takie prawo by odpowiadało.Nasza skrajna prawica nie jest lepsza od Breivika,tylko hamuje ją nasze prawo.Powinien zgnić w więzieniu,i nigdy nie zaznać wolności,ale w Norwegii nie można być tego pewnym.

  • ta_facetka

    0

    Breivik jest idiota. Jesli chcial powstrzymac islamizacje Europy, to mogl to robic przy pomocy normalnych, akceptowalnych metod, np zakladajac partie podobna do szwedzkich Sverigedemokraterna. A tak, mordujac swoich rodakow, przy tym dzieci, zwrocil przeciw swoim ideom czesc wczesniej obojetnej opinii publicznej. Partie sprzyjajace imigracji nadal notuja zwiekszony i wczesniej nienotowany naplyw czlonkow do mlodziezowek.
    Co do podawania reki: mozna podawac i podawac. Jesli ktos wita sie ze zbirem z usmiechem, z lekkim uklonem to tak, jakby obwieszczal innym "solidaryzuje sie z tym czlowiekiem i jego metodami dzialania".

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX