Wujec o demokratyzacji Białoruś: Małe szanse. Tam zabójstwa to groźba stała

- Demokracja jest słabym narzędziem, żeby wpływać na inny kraj. Ci, którzy mogą wpływać na (władzę), to są sami obywatele, ale oni są sterroryzowani, liderzy siedzą w więzieniach, a ci, którzy się wychylili, też muszą liczyć się z represjami - mówił w Poranku TOK FM o szansach na demokratyzację Białorusi Henryk Wujec, doradca prezydenta ds. społecznych.
Zdaniem porannego gościa TOK FM wybory parlamentarne, które odbyły się wczoraj na Białorusi, absolutnie nie były demokratyczne, a sam kraj nieprędko doczeka się zmian. By zachować pozory wolnych wyborów, reżim Łukaszenki może jedynie poinformować społeczeństwo - co zresztą uczynił - o wpłynięciu skarg wyborczych, mówił Henryk Wujec.

Według Centralnej Komisji Wyborczej w niedzielnym głosowaniu wybrano 109 ze 110 deputowanych do niższej izby białoruskiego parlamentu, Izby Reprezentantów, a frekwencja wyniosła 74,3 proc.

Jedyny okręg, w jakim nie wyłoniono deputowanego, znajduje się na wschodzie kraju. Startował w nim tylko jeden kandydat, przedstawiciel Liberalno-Demokratycznej Partii Białorusi, który nie otrzymał większości głosów.

Wcześniej swoich kandydatów wycofały dwie największe partie opozycyjne: Partia Białoruski Front Narodowy i Zjednoczona Partia Obywatelska, uzasadniając to niewłączeniem ich przedstawicieli do komisji wyborczych oraz tym, że w kraju wciąż są więźniowie polityczni.

- To, co widzieliśmy na Białorusi, to nie wybory, to głosowanie. To tak jak kiedyś u nas - tłumaczył doradca prezydenta. - Obywatele są przymuszani do oddania głosu, a władza ma specjalne techniki, by podnieść frekwencję wyborczą. Jedną z takich metod jest "umożliwienie obywatelom wcześniejszego oddania głosu" [przed niedzielnymi wyborami odbyło się tzw. pięciodniowe głosowanie przedterminowe - red.]. Jedyne, co się liczyło kiedyś, to frekwencja. Dziś to frekwencja i czy ktoś z opozycji dostanie się do parlamentu. Większość partii się wycofała, bo nie mogła mieć swoich obserwatorów w komisjach wyborczych, a zostały tylko trzy opozycyjne. Zobaczymy, czy ktoś z nich wejdzie do parlamentu. To byłoby coś nowego, ale nawet jeśli ktoś przejdzie z opozycji, to reżim ma metody ograniczenia jego swobody wypowiedzi - pokreślił Henryk Wujec.

Czy jest szansa na demokratyzację Białorusi?

- W najbliższym czasie nie ma szans na demokratyzację. Demokracja jest słabym narzędziem, żeby wpływać na inny kraj. To zresztą jest jedna z podstaw demokracji. Ci, którzy mogą wpływać na (władzę), to są sami obywatele, ale oni są sterroryzowani, liderzy siedzą w więzieniach, a ci, którzy się wychylili, też muszą liczyć się z represjami, w komisjach wyborczych nie ma przedstawicieli opozycji, więc można robić, co się chce - mówił Wujec.

Mówiąc o działaniach sąsiadów, w tym Polski, prezydencki doradca przypomniał, że nasz kraj stosował już wszystkie metody. - Teraz uważamy, że nie można liberalizować stosunków z Łukaszenką, bo on wypuszczał więźniów politycznych tylko na chwilę i zaraz z powrotem ich wsadzał. Teraz i Unia będzie do tego podchodziła ostrzej, ale i tak może zastosować głównie sankcje personalne, bo gospodarcze głównie uderzą w ludzi - podkreślił.

- Do niedawna jedyna nadzieja była za prezydenta Miedwiediewa, że Rosja będzie jakoś wpływać na demokratyzację Białorusi. No ale nastał Putin, czyli też bardziej autorytarne rządy. Rosji jest to bardzo na rękę, taki bezwolny partner, który podlega dyktatowi Rosji. Można pokazywać: zobaczcie, tam jest jeszcze gorzej niż u nas - mówił Wujec.

"Zabójstwa to groźba stała"

- Właściwie to nigdy nie można przewidzieć tego, co się stanie. Tak było np. w Polsce w 1980 roku, bo też była beznadzieja. Były represje, jak to w systemie komunistycznym, ale były one mniejsze. A na Białorusi dochodzi nawet do zabójstw. U nas to też się zdarzało, jak np. z Pyjasem, ale można powiedzieć, że były to wypadki przy pracy. A na Białorusi zabójstwa to groźba stała - podkreślił Henryk Wujec. Dodał, że tamtejsza opozycja, choć dość silna, jest za to mocno podzielona, co skrzętnie wykorzystuje dyktator Łukaszenka.

Wujec przypomniał też, że była taka szansa na Białorusi, która nie została wykorzystana: to rewolucja dżinsowa przy okazji pomarańczowej rewolucji, którą spacyfikował Łukaszenka.

Co może zrobić Polska?

- Pokazywanie absolutnej izolacji kraju w świecie, dodatkowo wspierać samych Białorusinów - to to, co Polska może w tej chwili zrobić w sprawie Białorusi - powiedział doradca prezydenta. Jedną z takich metod wsparcia jest umożliwienie studiowania młodym Białorusinom w Polsce. - Wiadomo, że wyślą agentów, ale agent wykształcony to też lepiej - dodał Wujec.

Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM

Serwis informacyjny