Joe Biden kontra Paul Ryan. Wiceprezydencki pojedynek w Kentucky kluczowy dla obu stron

Dziś w Kentucky spotkają się politycy, których dzieli przepaść pod względem generacyjnym. Czy jutro przeczytamy, że Joe Biden zatamował krwawienie i powstrzymał panikę wśród Demokratów? A może media ogłoszą, że Paul Ryan dał sobie radę z doświadczonym przeciwnikiem?
W chwili, gdy Ryan po raz pierwszy zaczął głosować, Biden był już senatorem trzecią kadencję i miał za sobą między innymi nieudany start w wyborach prezydenckich. Dzieli ich prawie 30 lat - jak na amerykańską politykę to bardzo dużo.

Media czekają na ciekawe zdarzenia, na coś nowego do opisania - może to banał, ale tak rozgrywana jest kampania wyborcza. Zeszłotygodniowa debata prezydencka, podczas której prezydent Barack Obama wypadł zaskakująco słabo, zakończyła się nietypowym dla tej kampanii wyrokiem: Mitt Romney wygrał, i zrobił to w przekonującym stylu. Słaba postawa Obamy postawiła przed wiceprezydentem Joe Bidenem ważne zadanie - nie może zawieść.

Czy kandydaci na wiceprezydenta w ogóle się liczą?

Debaty wiceprezydentów zwykle wywołują mniejsze zainteresowanie niż te prezydenckie. Liczy się przecież przede wszystkim nazwisko tej najważniejszej osoby na karcie do głosowania - nazwisko prezydenta.

- Nie ma właściwie żadnego dowodu, że wybór wiceprezydenta ma jakiś wyraźny wpływ na wynik wyborów prezydenckich, czasem mogą pomóc w osiągnięciu lepszego wyniku w rodzinnym stanie - mówi nam politolog Joshua A. Tucker

Ale w tym roku znów starcie kandydatów na wiceprezydenta staje się ważnym wydarzeniem w kampanii.

Enigma vs chodzący chaos

Niewiele wiadomo o tym, jak debatuje Paul Ryan. Uważany za inteligentnego i znającego się na rzeczy, przedstawiany jest jako jeden z polityków stanowiących zaplecze intelektualne Partii Republikańskiej. Żongluje danymi i liczbami, zna odpowiedzi na pytania. Jest zdyscyplinowany, pilnuje tego, co mówi, nie ma na koncie głupich wpadek (może poza przechwałką na temat rewelacyjnego czasu, w jakim miał ukończyć maraton, która okazała się nie mieć pokrycia w rzeczywistości).

Na jego tle Biden to chodzący chaos, któremu brakuje opanowania. Ale to do pewnego stopnia tylko zasłona dymna.

W ostatnich miesiącach wiceprezydent zamienił się w karykaturę samego siebie, dziennikarze i republikańscy politycy z upodobaniem nagłaśniali każdą gafę i każde niefortunne sformułowanie. Joe Biden stał się ulubionym bohaterem dowcipów prowadzących nocne talk-show, ale tak naprawdę to człowiek, który jest poważnym politykiem, z doświadczeniem - od prawie 40 lat pracuje w Waszyngtonie. Debatować potrafi, zna się na polityce wewnętrznej i zagranicznej. Ale od maja tego roku nie miał ani jednego wywiadu telewizyjnego. Ryan jako kandydat na wiceprezydenta odbył ich bardzo wiele.

Demokraci chcą zepchnąć Ryana na prawo

- Moim zdaniem ważne jest to, że Paul Ryan wyraża wiele opinii, które są popularne wśród konserwatystów, ale nie są lubiane przez większość Amerykanów. Ale co powie dziś wieczorem? Do tej pory unikał szczegółów - zauważa Joshua A. Tucker

O czym będą debatować? Demokraci marzą o tym, by republikański kandydat na wiceprezydenta powiedział coś, co pomoże im zdefiniować go jako radykalnego konserwatystę.

W ten sposób udałoby się im zatrzymać skręt Romneya ku centrum, który rozpoczął się tydzień temu w Denver. Wtedy to kandydat GOP zaprezentował się jako rozsądna, centrowa alternatywa dla prezydenta. Jak donosi dziś "New York Times", sztabowcy kandydata Republikanów uważają, że ten skręt ku centrum może przynieść im zwycięstwo.

Dlatego tak kluczowa jest dziś rola Bidena. Media w USA czekają na wydarzenie, które pozwoli albo zadeklarować, że zaczął się "comeback", czyli powrót Obamy na pozycję lidera w wyścigu, albo że debata tylko pogłębiła kryzys jego kampanii.

Zarówno przed Ryanem, jak i przed Bidenem trudne zadanie. Oczekiwania wobec obu z nich są wysokie, ale większość - co pokazują sondaże, spodziewa się, że wygra jednak intelektualista, ekspert budżetowy Ryan. Ewentualna porażka może mieć dla niego bolesne konsekwencje także w scenariuszu, w którym w 2016 roku po porażce Romneya i po drugiej kadencji Obamy będzie chciał wystartować jako kandydat Republikanów. Również Biden, o którego ambicjach prezydenckich mówi się w Waszyngtonie od dawna, ma wiele do stracenia dziś.

To będzie fascynujący pojedynek, który rozpocznie się o 3.00 w nocy czasu polskiego.

Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM

Serwis informacyjny