Chiński koncern pozywa rząd Obamy. "Dyskryminują nas"

Chiński koncern Ralls Corporation pozwał do sądu rząd USA i Baracka Obamę i oskarżył ich o dyskryminację. Prezes firmy odgraża się, że proces spowolni wszelkie inwestycje Azjatów w USA.
We wrześniu prezydent Obama interweniował, by zablokować plan budowy elektrowni wiatrowej przez Ralls Corp. Elektrownia miała znajdować się obok bazy US Navy i komitet ds. inwestycji zagranicznych uznał, że może zagrażać ona bezpieczeństwu państwa. To pierwszy przypadek, gdy amerykański prezydent interweniuje, by wstrzymać zagraniczną inwestycję, od 1990 roku - wówczas George H. W. Bush zablokował sprzedaż chińskiej agencji jednego z zakładów produkcyjnych.

Przedstawiciele koncernu złożyli pozew przeciw amerykańskiemu rządowi, argumentując, że ich firma jest dyskryminowana, bo jest chińska. Jako jednego z pozwanych wymienia się prezydenta Obamę.

"Zajęli naszą nieruchomość i aktywa. Bandytyzm"

Prezes Ralls Corp. Wu Jialiang oświadczył podczas konferencji prasowej w Pekinie, że jego firma "nigdy nie zrobiłaby nic, co mogłoby zagrozić bezpieczeństwu USA".

Ralls jest częścią grupy Sany - największego chińskiego producenta maszyn budowlanych. Przedstawiciele Sany twierdzą, że koncern kupił projekt elektrowni wiatrowej od greckiego przedsiębiorstwa w momencie, gdy był on już zaakceptowany i "miał w ręku wszystkie wymagane pozwolenia".

Dyrektor Sany Xiang Wenbo opowiadał, że firma zgodziła się na przeniesienie turbin wiatrowych po pojawieniu się zastrzeżeń ze strony władz, ale jej na to nie pozwolono. Twierdzi, że Amerykanie przejęli nieruchomość i znajdujące się na niej aktywa i porównał ich zachowanie do "bandytyzmu". Powiedział też, że zarówno Obama, jak i komitet ds. inwestycji zagranicznych złamali prawo i nie udowodnili w żaden sposób, że projekt faktycznie zagraża bezpieczeństwu USA. - Jesteśmy pewni, że wygramy ten proces - dodał.

Amerykańskie władze twierdzą, że pozew "jest bezpodstawny" i zapowiadają ostrą walkę w sądzie.

"Chiny mogą uderzyć w Apple"

Na konferencji w Pekinie głos zabrali także prawnicy, politycy i uczeni. - Nie wiem, jaki sygnał prezydent Obama i jego rząd chce dać światowym inwestorom. Być może chcą powiedzieć: "Chodźcie i inwestujcie u nas, zostaniecie bez grosza przy duszy" - stwierdził jeden z przedstawicieli chińskiego ministerstwa handlu.

Podczas konferencji sugerowano też, że Chiny mogą odpowiedzieć, blokując amerykańskie inwestycje w swoim kraju. - Jeśli chiński rząd podjąłby działania przeciwko takim firmom jak Apple czy Cisco, mogłoby to zagrozić reelekcji Obamy - powiedział politolog Zhang Guoqing. - Jeśli Stany Zjednoczone stracą chiński rynek, byłby to największy błąd w ich historii - dodał.

Obama "twardy wobec Chińczyków"

Pozew może dać Obamie okazję do tego, by pokazał się jako "ostry i stanowczy wobec Chin" polityk. Zarówno on, jak i jego konkurent - Mitt Romney - przedstawiają Państwo Środka jako zagrożenie dla amerykańskiej gospodarki. Podczas wczorajszej debaty prezydenckiej Romney stwierdził, że pierwszego dnia prezydentury obnażyłby "chińską manipulację walutami". Obama powiedział z kolei, że uratował tysiące miejsc pracy w USA, nakładając opłaty na tanie, importowane opony z Chin.

W ubiegłym tygodniu Stała Specjalna Komisja do spraw Wywiadu przy amerykańskim Kongresie uznała chińskie firmy Huawei i ZTE za zagrożenie dla bezpieczeństwa USA i zaleciła nałożenie na nie ograniczeń przy prowadzeniu interesów w Ameryce. Wywołało to konsternację w Chinach.

Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM

Serwis informacyjny