Niemiecka prasa o Polsce: Czyżby Rosji zależało na śmierci L.Kaczyńskiego?

Dyskusja tocząca się wokół katastrofy smoleńskiej dzieli Polskę jak nigdy dotąd. Czyżby Rosji zależało na śmierci Lecha Kaczyńskiego? - pyta niemiecki "Die Welt".
"Po śmierci prezydenta Lecha Kaczyńskiego, dowództwa sił zbrojnych, duchownych i wysokich rangą polityków Polska zjednoczyła się w szoku. Dzisiaj jest oddalona od tej jedności bardziej niż kiedykolwiek", pisze "Die Welt" w artykule "Nie ma pokoju nad grobami".

Jedności tej nie ma zwłaszcza po "wybuchowym" artykule "Rzeczpospolitej", komentuje dziennik. Przedsiębiorca Grzegorz Hajdarowicz, od niedawna także wydawca, "przetrzebił" redakcję, zwalniając redaktora naczelnego, jego zastępcę i autora artykułu, choć według doniesień polskich mediów wiedział o planowanej publikacji i wydał na nią zgodę.

"Bardziej niż błędne posunięcia gazety, wielu Polaków zajmują błędne posunięcia państwa. Coraz więcej obywateli przypuszcza, że rządy w Warszawie i w Moskwie wspólnie bronią wersji katastrofy, której wiele aspektów staje się coraz bardziej problematyczne. Według sondaży także teraz mniejszość Polaków wierzy w zamach. 63 procent jednak, w tym wielu prominentnych polityków, domaga się międzynarodowego śledztwa. Jest to wyraźnym sygnałem: nie wierzą, że Polska poradzi sobie sama" - komentuje "Die Welt".

Sytuacja się zmieniła

Po raz pierwszy od chwili opublikowania artykułu Cezarego Gmyza w "Rzeczpospolitej" odzywa się także prokurator generalny Andrzej Seremet, jak pisze Die Welt: "ważna postać, bo po zakończeniu śledztwa musi wnieść akt oskarżenia - wobec zmarłego pilota, być może też wobec żyjących. To samo dotyczy, przynajmniej teoretycznie, prokuratury w Rosji. W wywiadzie udzielonym tygodnikowi >>Wprost<< Seremet przyznaje, że także jego irytuje śledztwo przedłużające się w obydwu krajach".

Die Welt publikuje cały tekst wywiadu, jaki dzisiaj ukazuje się na łamach "Wprost".

Nikt w Polsce nie pyta otwarcie

Niemiecka gazeta przytacza argumenty Jarosława Kaczyńskiego, który, jak pisze dziennik, jest przekonany, że katastrofa była morderstwem, tylko jedno pytanie pozostawia bez odpowiedzi: kto mógłby kryć się za zamachem. - Nie mówię, że zrobił to rząd, mogli to być agenci byłej bezpieki w Polsce - cytuje "Die Welt" J. Kaczyńskiego i dodaje, że na całym obszarze byłego imperium sowieckiego jest wielu, którym Lech Kaczyński był solą w oku.

"Zatem siły w Rosji? Tego pytania nikt nie zadaje w Polsce otwarcie" - stwierdza dziennik - "Faktem jest jednak, że Lech Kaczyński, w UE wówczas najostrzejszy krytyk polityki zagranicznej Putina, przekroczył z punktu widzenia Moskwy pewne granice. (...) Istniały zatem w Rosji siły, które planowały zamach lub - podając kontrolerom lotów w Smoleńsku ryzykowne polecenia - chciały spowodować turbulencje samolotu?".

Moskiewska dziennikarka Masza Gessen, autorka krytycznej biografii Putina, odpowiedziała niedawno na to pytanie w taki sposób: Putin jest na tyle cyniczny, że mógłby zabić Kaczyńskiego. Ale nie miał motywu. Dla Putina Polska właściwie nie istnieje. Dla niego to mały, irytujący kraj, który ciągle przypomina Katyń, zamiast o nim zapomnieć. (...) Na zadane w innym kontekście Putinowi pytanie, czy wydał już kiedyś rozkaz zlikwidowania wroga państwa, odpowiedział, że "rosyjskie służby wywiadowcze nie posługują się takimi środkami. Ale też nie sądzę, żeby takie rozkazy podpisywała głowa państwa. To sprawa służb wywiadu", kończy "Die Welt".

Artykuł pochodzi z serwisu ''Deutsche Welle''



Więcej o:

APLIKACJA TOK FM

Serwis informacyjny