"W Gazie jest duch oporu, solidarność. I jest nienawiść" [GŁOS PALESTYŃCZYKÓW Z GAZY]

"Przez 8 dni spałam 10 godzin. Bałam się, w nocy słychać było: strzały, strzały, strzały! Ale między ludźmi jest solidarność". "Ludzie cierpią, czują żal i gniew. Ale w Gazie jest duch oporu. Ataki Izraela zjednoczyły ludzi. Pod flagą Hamasu". Tak Palestyńczycy opisali dla portalu Gazeta.pl koszmar ludności cywilnej Strefy Gazy podczas ośmiodniowego konfliktu. Publikujemy ich relacje.
Mohammed Omer*: Widziałem przerażające obrazy. Ale ataki tylko zjednoczyły ludzi pod flagą Hamasu

- Przez ostatnie dni jeździłem po miastach, miasteczkach i wsiach Strefy Gazy. Widziałem ludzi straumatyzowanych do tego stopnia, że gdy wczoraj - dwa dni po zawieszeniu broni - spotkałem się z palestyńską rodziną w południowej części Strefy, ich dzieci dźwięk zatrzaśnięcia drzwi uznały za dźwięk wybuchu bomby.

Trudno będzie sprawić, by ci ludzie poczuli się znów bezpiecznie. W ciągu ostatnich dni widziałem przerażające obrazy. Zakrwawionych rannych przywożonych do szpitala z urwanymi kończynami, palcami. Mózg na asfalcie - a wokół sanitariuszy, niemogących odnaleźć części ciała czegoś, co jeszcze przed chwilą było człowiekiem. To właśnie działo się w Gazie przez ostatnie kilka dni.

W szpitalu w Gazie brakuje 191 typów lekarstw. Brakuje materacy, łóżek... Służby medyczne mają ogromne trudności. Przez zbombardowane podziemne tunele z Egiptu nie dochodzą do Strefy żadne zapasy. Aby pomoc zaczęła płynąć, konieczne jest zdjęcie blokady Strefy, założonej przez Izrael. A po dwóch dniach od zawieszenia broni trudno mówić, że obowiązuje - kilka godzin temu izraelska armia zabiła jednego Palestyńczyka, a 23 zostało rannych w Khan Younies.

"W Gazie jest duch oporu"

Oczywiście ludzie cierpią, są smutni, czują żal i gniew. Wszędzie są pogrzeby, a wielu zabitych nie zostało nawet opłakanych - nie było takiej fizycznej możliwości w sytuacji po bombardowaniach. Ale w Gazie jest duch oporu. Widzi pan, przed tymi atakami to było tak: byli ludzie popierający w 100 proc. Hamas i byli zwolennicy Fatahu, którzy Hamasu nie lubili, bo są lojalni wobec prezydenta Autonomii Palestyńskiej Mahmuda Abbasa. A teraz ci od Fatahu zaczęli popierać Hamas. Izraelskie ataki tylko zjednoczyły ludzi pod flagą Hamasu. I to dosłownie. Wczoraj po raz pierwszy flaga Fatahu powiewała tuż obok flagi Hamasu. A to naprawdę duża, duża zmiana.

Jaki będzie tego efekt? Po pierwsze: kiedy Mahmud Abbas pojedzie następnym razem do ONZ, będzie reprezentował nie część, ale całość społeczeństwa palestyńskiego. Po drugie: jeśli Hamas wejdzie do rządu po wyborach, to będzie częścią rządu całej Autonomii Palestyńskiej, a nie tylko frakcją rządzącą Strefą Gazy. Po trzecie - zniszczona tkanka społeczeństwa palestyńskiego ma szansę się na powrót zrosnąć.

*) Mohammed Omer - dziennikarz i bloger, współpracował m.in. z telewizją Al-Dżazira, The Nation, Dagens Nyheter, Aftonbladet, autor bloga Rafah Today, laureat nagrody dziennikarskiej im. Marthy Gellhorn i Nagrody Ossietzkyego.



Mona El Farra*: "Nie umiem tańczyć, ale próbowałam, by zająć uwagę dzieci czym innym"

- Chyba wszyscy w Gazie znają już historię rodziny, która zginęła pod gruzami domu zbombardowanego przez okupacyjną - podkreślam: okupacyjną - armię Izraela. Armię, która sześć godzin później przyznała, że się pomyliła. Taka nowoczesna armia - i się myli.

- Ale jest też inna historia. Właśnie jestem w trakcie wizyty u rodziny - rodzice i trzynaścioro dzieci - która straciła dom. Dwie rakiety uderzyły w ich sąsiedztwie. Matka jest silną kobietą, ale przeszła koszmar. A dzieci wciąż się boją. Ich dom nie został zupełnie zniszczony, ale nie nadaje się do życia. Mieli małą farmę - wszystkie owce zostały pogrzebane pod gruzami. To jedna z setek takich rodzin, zwykłych cywili. Stracili wszystko, ale rodzice i tak cieszą się - bo ich dzieci przeżyły. Ale widziałam te straumatyzowane, przestraszone dzieciaki, sama się trzęsłam i pytałam, dlaczego musiały przez to przejść. Nie wiem, jak długo zostanie z nimi ta trauma. Ich nienawiść pada na podatny grunt - palestyńskie dzieci mają wszelkie powody, by nienawidzić Izraela i jego armii.

"Podczas ostrzału w Gazie nie było bezpiecznego miejsca"

Izrael próbuje pokazać to jako wojnę dwóch równych stron. Tyle że z jednej strony jest regularna armia, a z drugiej bojownicy i cywile. Mamy prymitywną broń w porównaniu do armii Izraela. To są F-16 i bomby przeciw cywilom. I to widać w statystyce ofiar. Cała palestyńska społeczność była albo bezpośrednim, albo pośrednim celem ataku.

Kiedy zaczynały się naloty i ostrzał, nie mogłam spać. Przez 8 dni spałam 10 godzin. Bałam się, gdy w nocy słychać było: strzały, strzały, strzały, strzały - i bomby. W Gazie nie ma bezpiecznego miejsca. Żadnego. Boimy się, ja i moja rodzina też byliśmy w niebezpieczeństwie, na szczęście nikomu nic się nie stało. Nie umiem tańczyć, nie tańczyłam nigdy, ale próbowałam, żeby zająć uwagę dzieci w moim budynku czym innym. Ludzie pytają, czy opuszczę mój dom. Nie, nie opuszczę.

"Tu jest kryzys, tu jest naród, który cierpi pod okupacją"

W mieście panuje nastrój solidarności, ludzie trzymają się siebie nawzajem. Nie odnosili się wrogo do tych, którzy działają w ruchu oporu. Przeciwnie - uważają, że bojownicy ich bronią. Mają w sobie wiele nienawiści do Izraelczyków. Chcę podkreślić, że sympatyzuję z ludnością cywilną Izraela, jako człowiek, jako lekarz współczuję rannym, współczuję zabitych. Moja nienawiść kieruje się przeciw polityce izraelskiego rządu i wojska.

Ale nie ma porównania. Po palestyńskiej stronie jest 165 zabitych, w tym 45 dzieci. Do tego Strefa to nie kwitnący kraj - tu jest kryzys, naród cierpi z powodu okupacji i blokady.

Gaza pod bombardowaniem: "Wyludnione ulice, pełne szpitale"

Izraelskie ataki, choć nie wymierzone bezpośrednio, uszkodziły też szpitale i karetkę pogotowia Czerwonego Półksiężyca. Jestem lekarzem. Jeździłam do pracy pustymi, wyludnionymi ulicami. Nikogo na nich nie było. Za to szpitale były pełne rannych. A przecież cały czas mamy też zwykłych pacjentów - z atakami serca, astmą i innymi chorobami. W szpitalach nie było dla nich miejsca. Podczas ostrzału myślałam o ludziach, którzy np. dostali wtedy ataku serca. Jak dotrzeć do szpitala? Nie ma taksówek, nie ma transportu....

Jutro otwieramy nasze kliniki dla tych, którzy potrzebują pomocy psychologicznej. Ja sama piszę - na blogu i na Facebooku. Nie jestem dziennikarką, ale jestem istotą ludzką, i mam prawo, obowiązek i potrzebę pisać o tym, co tu się dzieje. Pisanie pomagało mi wytrzymać.



*) Mona El Farra - palestyńska lekarka, dyrektor projektu Sojusz Dzieci Bliskiego Wschodu [Middle East Children's Alliance Project - red.], dyrektor ds. zdrowia Czerwonego Półksiężyca dla Strefy Gazy, autorka bloga From Gaza with Love, ostatnie dni konfliktu w Gazie opisała na Facebooku.

Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM

Serwis informacyjny