"FAZ" o "Strachu" Grossa: "Jego wyroki są apodyktyczne"

"Frankfurter Allgemeine Zeitung" zamieściło w swoim wydaniu recenzję niemieckiego wydania książki Jana Tomasza Grossa "Strach. Antysemityzm w Polsce tuż po wojnie".
"Na ponad 400 stronach Gross opowiada o przemocy, jaką musieli znosić w Polsce Żydzi po zakończeniu II wojny światowej. Polacy i Żydzi byli ofiarami narodowego socjalizmu. Teraz kontynuowali to, czego nie mogli dokończyć okupanci. Tak przynajmniej interpretuje wydarzenia Gross" - czytamy na łamach "FAZ". Jak pisze recenzent frankfurckiego dziennika: "Z przerażeniem czyta się o brutalności, bezlitosności i złośliwości. Polacy znęcali się nad Żydami i mordowali ich, chociaż także sami byli ofiarami narodowo-socjalistycznego terroru. A polscy komuniści milczeli. (...) Jak mogło być możliwe, że rok po odejściu niemieckich okupantów Żydzi znowu byli w Polsce napadani, obrabowywani i zabijani? Odpowiedź Grossa jest prosta i jasna: ponieważ istniało w Polsce ciche przyzwolenie na prowadzoną przez narodowych socjalistów strategię zagłady".

Tradycja antysemityzmu

Lata ekscesywnego terroru sprawiły, że brutalna przemoc szokowała już tylko nielicznych ludzi - pisze "FAZ". Mimo to, zdaniem Grossa, za bezgraniczną przemoc odpowiedzialna była tradycja antysemityzmu. Dalej czytamy: "Zarzucano Żydom, że zabijali chrześcijańskie dzieci, by pić ich krew, a Kościół katolicki w niewystarczający sposób zdystansował się od takich zabobonów".

Swoje zrobiła też rozpętana przez Stalina antysemicka kampania, która, jak tłumaczy dziennik, "była dla polskich towarzyszy sygnałem, że przemoc wobec Żydów jest nie tylko możliwa, ale i usprawiedliwiona". "Polscy komuniści milczeli też dlatego, że chcieli uniknąć zarzutu, że są adwokatami żydowskich interesów. Większość Polaków była bowiem przekonana, że Żydzi to komuniści. Gross sprowadza to do prostej formuły: "komuniści tolerowali antysemityzm, by zjednać sobie społeczeństwo i zyskać jego przyzwolenie na uzurpowaną przez siebie władzę. Przemoc bazowała na niewypowiedzianej społecznej umowie" - czytamy.

"Szarych odcieni czytelnik nie znajdzie"

Jak pisze "FAZ", Gross nie chce jednak tylko opowiadać o antysemityzmie w powojennej Polsce. Chce też oskarżać. "Od dawna już prowadzi wojnę z każdym, kogo podejrzewa o zaprzeczanie polskiemu udziałowi w zagładzie wschodnioeuropejskich Żydów. Jego wyroki są apodyktyczne, jego obrazy jaskrawe. Szarych odcieni czytelnik nie znajdzie" - uważa gazeta.

I podkreśla: "Większość Żydów nie była komunistami" - pisze Gross. Na uzasadnienie tego trwoni ponad pięćdziesiąt stron. Ale kto, poza nielicznymi prawicowymi ekstremistami, kiedykolwiek tak uważał? Kto twierdzi tak jeszcze dzisiaj? Historycy nie są ani sędziami, ani adwokatami. Nie mają wydawać wyroku na zmarłych. Zamiast tego powinni zadać sobie trud zrozumienia tego, co się stało, by ludzie byli w stanie zrozumieć teraźniejszość, zrozumieć, dlaczego żyją dziś inaczej niż zmarli, o których opowiada historyk. Do tego należy jednak przyjęcie perspektywy, która nie zakłada, że ludzie zawsze mieliby reagować tak jak my dzisiaj. Nie wszyscy Polacy byli antysemitami, tysiące poświęciło swoje życie lub narażało się, ukrywając Żydów przed nazistowskimi siepaczami. Nie każdy wróg Żydów był antysemitą. Niektórzy nie chcieli nic poza własnością tych, których można było bezkarnie prześladować. Inni byli otępieni, zdziczali, stali się obojętni na cierpienie innych, bo już w drugim roku wojny ludzkie życie nie było nic warte".

"Stan traumy"

"Tysiące Polaków zostało po wojnie deportowanych na zachód z zajętych przez Sowietów dawnych ziem Polski. Kraj był spustoszony, miasta i wsie zniszczone, ludzie, którzy przeżyli, byli w stanie traumy" - pisze "FAZ". Były to okoliczności, tłumaczy dalej, w których tak naprawdę nikt nie mógł oczekiwać solidarności i człowieczeństwa. "Gross opowiada o strasznych zbrodniach, o braku człowieczeństwa i obojętności. Nie opowiada o okolicznościach, w których było to możliwe i ignoruje fakt, że moralność w jego rozumieniu dla wielu nie była żadną opcją. Zamiast tego daje ludziom w dzisiejszej Polsce radę: mają nadać swoim wojennym i powojennym wspomnieniom strukturę, w której mogłyby odnaleźć się także ofiary. Radzie też sprzeciwiliby się przypuszczalnie także w Polsce tylko niektórzy, gdyby nie fakt, że równałoby się to przyznaniu do kolektywnej winy, którą do tej pory mieli sobie do zarzucenia tylko Niemcy. Gdyby recenzent miał udzielać rady, kierowałby ją nie do społeczeństwa, tylko do historyka: nie bądź bezkrytyczny, nie wydawaj wyroku na innych i pisz zawsze tak, by w twoich opowieściach mogli się odnaleźć także i historycy" - kończy obszerną recenzję "FAZ".

Tekst pochodzi z serwisu Deutsche Welle.



Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM