Masakra trzech kobiet w Paryżu. Próba storpedowania dialogu z Kurdami?

Nadal nie wiadomo, kto kryje się za zabójstwem trzech kurdyjskich aktywistek w Paryżu. Najprawdopodobniej celem zbrodni było storpedowanie rozmów między niepodległościową Kurdyjską Partią Pracy (PKK) a rządem Turcji.
Osobą, która była właściwym celem zabójców, była 56-letnia Sakine Cansiz. Wraz z dwiema innymi działaczkami zginęła w ubiegłym tygodniu, w środę od kul w paryskim biurze PKK. Należała w 1978 roku do grona założycieli PKK, podobnie jak więziony w Turcji przewodniczący tej partii Abdullah Öcalan. Podjęcie rozmów między tureckim rządem a PKK jest wydarzeniem historycznym. Teraz tym staraniom grozi fiasko.

Sakine Cansiz należała do umiarkowanego skrzydła PKK. Jak podała turecka gazeta "Yeni Safak", Cansiz już w 2010 roku brała udział w tajnych rozmowach z przedstawicielami rządu w Ankarze. Także ostatnio odgrywała wiodącą rolę w dialogu. I tak w grudniu 2012 roku spotkać się miała w Kolonii z wysłannikiem tureckiego rządu. Cansiz w 1998 roku otrzymała azyl polityczny we Francji. Od tego czasu udzielała się politycznie zarówno nad Sekwaną, jak i w Niemczech. W 2007 roku została aresztowana w Hamburgu przez niemiecką policję z powodu działalności na rzecz PKK. Spędziła tam w areszcie 40 dni.

Sabotaż dialogu

Zübeyir Aydar, szef europejskiej PKK, powiedział tureckiej prasie, że przed dwoma laty - na początku poufnych rozmów z rządem w Ankarze - otrzymał ostrzeżenie przed możliwym zamachem. - W mojej opinii - i na to wskazuje nasze własne śledztwo - zamach w Paryżu był próbą sabotażu naszych rozmów pokojowych. Prawdopodobnie to czyn jakiegoś tajnego kręgu osób, które są przeciwko pokojowi i procesowi dialogu - powiedział Aydar.

Poufne rozmowy między tureckim rządem a PKK przed dwoma laty zakończyły się fiaskiem. Doprowadziło to do kolejnej spirali przemocy. W jej efekcie zginęło po stronie tureckiej kilkadziesiąt osób cywilnych i funkcjonariuszy sił bezpieczeństwa oraz kilkuset bojowników PKK. W grudniu 2012 roku premier Turcji Recip Tayip Erdogan zainicjował nowe rozmowy z przywódcą PKK Abdullahem Öcalanem. Skłoniły go do tego różne wewnętrzne i zewnętrzne okoliczności, m.in. kryzys syryjski.

Nowa próba

Tym razem rząd Erdogana obiecał jawność dialogu i opublikował swoje stanowisko w kwestii kilku najważniejszych punktów rozmów. Turecki rząd planuje m.in. zagwarantowanie obywatelom tureckim kurdyjskiego pochodzenia praw politycznych i dotyczących pielęgnowania własnej kultury oraz autonomię na płaszczyźnie samorządowej i amnestię dla bojowników PKK. W zamian za to Ankara domaga się od PKK złożenia broni i rezygnacji z dążenia do utworzenia niepodległego państwa kurdyjskiego.

Zarówno USA, Unia Europejska, jak i większość państw wspólnoty międzynarodowej uznały PKK za organizację terrorystyczną. Ciągnący się od dziesięcioleci konflikt między PKK a państwem tureckim pochłonął do dziś około 40 tys. ofiar. Zaproponowane przez rząd Erdogana wznowienie rozmów zostało ocenione przez tureckie media jako przełom w procesie pokojowym. Ich ostrożny początek został jednak przyćmiony przez masakrę w Paryżu.

Konflikt w łonie PKK?

- To wydarzenie może być wynikiem konfliktu w łonie PKK lub prowokacją. Powinniśmy odczekać, aż sprawa się wyjaśni - skomentował premier Erdogan doniesienia o zamachu w Paryżu. Jednak PKK zaprzeczyła, jakoby w łonie tej organizacji istniał konflikt. Ugrupowania zbliżone do PKK sugerują, że za zamachem kryje się turecka skrajna prawica.

- Jeśli przyjrzeć się historii PKK, to znaleźć można wiele poszlak wskazujących na zabójstwa w łonie tej organizacji - twierdzi znawca problematyki PKK, turecki ekspert Nihat Ali Özcan. - Pomimo to jest za wcześnie, by wyciągać wnioski z wydarzeń w Paryżu - ostrzega w rozmowie z DW.

Niezależnie od masakry w Paryżu obserwatorzy donoszą o napięciach i różnicach zdań w łonie PKK. Dotyczy to m.in. kwestii walki zbrojnej.

Nie ma jednej PKK

Nihat Ali Özcan napisał wiele książek na temat PKK. Podkreśla w nich różnice w łonie tej organizacji, np. między jej oddziałami w Europie i w Iraku. - Oczywiście warunki działania w Europie są inne. Członkowie, którzy długą żyją w Europie, odchodzą po jakimś czasie od radykalnych pozycji. Kontrola nad działaczami europejskimi, sprawowana przez centralę w Kandilu, nie zawsze jest skuteczna. Inaczej jest w przypadku członków, którzy prowadzą akcje zbroje w górach i w północnym Iraku - twierdzi Özcan. "Europejscy" Kurdowie uchodzą w oczach bojowników za miękkich i łatwo poddających się wpływom innych. Stąd kierownictwo organizacji często ingeruje w sprawy personalne i poddaje swoich członków w Europie kontrolom.

"Okrutne morderstwo"

Zarówno rząd Turcji, jak i aktywiści PKK są powściągliwi w komentarzach na temat masakry w Paryżu i unikają atakowania drugiej strony. Turecki wicepremier Bülent Arinc potępił w piątek (11.01.13) "okrutne morderstwo" w Paryżu i wyraził swoje głębokie ubolewanie. - Oczywiście, że wszyscy jesteśmy pogrążeni w żałobie z powodu tych, którzy zostali zamordowani. Musimy teraz działać cierpliwie i ze zrozumieniem - oświadczył turecki polityk.



Artykuł pochodzi z serwisu ''Deutsche Welle''

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny