"Ten traktat miał być tak monumentalny, by doniosłością dojść do uszu samego Karola Wielkiego"

- To był czas, gdzie strona niemiecka nie mogła powiedzieć "tak" czy "nie" Francuzom. Jedynie: "amen" - mówi w rozmowie z Grzegorzem Chlastą prof. Arkadiusz Stempin. Właśnie minęło 50 lat od podpisania przez Francję i Niemcy Traktatu Przyjaźni.
Traktat Elizejski podpisali 50 lat temu generał Charles de Gaulle i kanclerz RFN Konrad Adenauer - 22 stycznia 1963 roku. To był milowy krok w relacjach tych krajów. Traktat wprowadzał stałe konsultacje w kwestiach polityki zagranicznej i obronnej, a także ścisłą współpracę gospodarczą oraz wymianę młodzieży. Dokument uważany jest za fundament powojennego pojednania i przyjaźni między Niemcami i Francuzami.

Grzegorz Chlasta, TOK FM: Traktat Elizejski na pół wieku nadał ton niemiecko-francuskiej osi w Europie. Wczoraj w Berlinie spotykały się parlamenty obydwu krajów. Ale okoliczności, w jakich doszło do podpisania wielkiego traktatu, nie były usłane różami, przypominały dzisiejsze kłótnie...

Prof. Arkadiusz Stempin, Wyższa Szkoła Europejska, Uniwersytet we Freiburgu: Tygodnie poprzedzające podpisanie traktatu można zobrazować anegdotką. Generał de Gaulle i jego minister spraw zagranicznych Maurice Couve de Murville rozmawiają krótko przed wizytą kanclerza Konrada Adenauera we Francji. Couve mówi: "Tak naprawdę to Adenauer nie ma praktycznie żadnych asów w rękawie. Oczywiście, stoi on na czele dużego i dobrze prosperującego kraju. Ale Niemcy są podzielone. Nie mają granic. Za to podzielony Berlin. Adenauer nie posiada nawet stolicy. Cóż mu pozostaje?". Na to de Gaulle: "Paryż!". I tak Adenauer zjawił się w Paryżu.

Pojednanie Niemiec i Francji miało po stuleciach kłótni i wojen zostać przypieczętowane traktatem. Jednocześnie stary kanclerz wiedział, że czeka go ciężka przeprawa. Podpisanie traktatu przypadło na okres, kiedy generał de Gaulle mocno potrząsał filarami, na których wspierała się polityka zagraniczna RFN - sojuszem z USA i zjednoczeniem Europy Zachodniej. Dlatego na swoim domowym podwórku, w RFN, Adenauer nie miał lekko. Przeciwko traktatowi na barykady wychodziła opozycja. SPD np. żądało od kanclerza, by bezwarunkowo odwołał swoją wizytę w Paryżu.

Stąd niesamowitą symbolikę uzyskało lądowanie samolotu kanclerza na paryskim lotnisku Orly...

- Adenauerowi od dawna przyświecało instytucjonalne pojednanie Niemców i Francuzów. Spięcie ich silną klamrą. W 1962 roku idea ta stała się wręcz jego obsesją. Po pierwsze, przez zewnętrzne okoliczności - po wybudowaniu muru berlińskiego Adenauer bał się, że Amerykanie zmiękną wobec Rosji, przynajmniej w kwestii podziału Berlina.

Dlaczego?

- Ani USA, ani Wielka Brytania nie zareagowały stanowczo przeciwko wzniesieniu muru berlińskiego przez Związek Radziecki. Dlatego pewne zbliżenie Niemiec z Francją dawało kanclerzowi gwarancję silniejszego nacisku na USA, Rosję i Wielką Brytanię. By wielkie mocarstwa zachodnie, sojusznicy RFN, nie zapomniały o ewentualnym zjednoczeniu Niemiec.

Także dla de Gaulle'a traktat miał dużo większe znaczenie. W rozumieniu generała traktat miał odciągnąć Niemcy od USA i wzmocnić Francję. Na wiosnę 1962 roku upadła w EWG propozycja generała zjednoczenia EWG unią polityczną. Kraje Beneluxu znalazły za dużo włosów w zupie. Dlatego de Gaulle postanowił, że to Francja i Niemcy utworzą sami nowe jądro EWG. Utworzą EWG jakby dwóch prędkości. Po czym reszta szóstki dołączy do tej dwójki.

Francję i Niemcy dzieliła wtedy przepaść w polityce zagranicznej.

- Właśnie wybuchł kryzys kubański. Prezydent USA Kennedy i brytyjski premier Harold Macmillan spotkali się na Bahamach i postanowili, że wobec zagrożenia ze strony ZSRR USA wyposażą Wielką Brytanię w rakiety Polaris, a nową atomową flotę brytyjską podporządkują NATO. Tę samą ofertę Kennedy skierował do Francji. De Gaulle odrzucił propozycję amerykańską, ponieważ nie chciał zintegrować narodowego potencjału atomowego Francji z NATO-wskim i podporządkować go USA.

Tymczasem Niemcy w obawie, że w ogóle nie zostaną dopuszczeni do rozmów o uzbrojeniu NATO w broń nuklearną, wykazali się od razu gorliwością neofity i zgodzili się na natychmiastowe przyjęcie propozycji amerykańskiej.

I de Gaulle dosłownie przed nosem zatrzasnął Wielkiej Brytanii drzwi do EWG...

- Tak, tydzień przed przylotem Adenauera do Paryża. To kanclerzowi odjęło mowę. De Gaulle ani jednym słowem nawet nie poinformował swojego cher ami, jak Francuz nazywał kanclerza, ba, nie skonsultował z nim swojego publicznego wystąpienia. A powiedział w nim, że Anglia to wyspa, skierowana ku morzu, ku commonwealthowi, ku dalekim krajom. Nie potrzeba Europie takiego członka. Tymczasem Niemcy od kilkunastu miesięcy bębnili o przyjęciu Wielkiej Brytanii do europejskiego klubu i popierali toczące się rokowania.

Bonn było zaszokowane, oburzone, wściekłe. Kanclerz w ogóle nie zareagował, przemilczał wystąpienie de Gaulle'a. Nie chciał narażać na szwank planowanej wizyty i podpisania traktatu. Nie połączył kwestii traktatu z buńczucznym wystąpieniem de Gaulle'a przeciwko włączeniu Wielkiej Brytanii do EWG. Ale cała klasa polityczna RFN zażądała od kanclerza na kilka dni przed wylotem do Paryża, by stanowczo uzależnił podpisanie traktatu od zgody prezydenta Francji na akces Wielkiej Brytanii.

Dlatego Adenauer, kiedy 20 stycznia wylądował w Paryżu, od razu poruszał się po cienkim lodzie. W domu opozycja ostrzegała przed odseparowanym związkiem niemiecko-francuskim, a własna partia Adenauera, CDU, nalegała na przyjęcie Wielkiej Brytanii do EWG.

Adenauer nie był wtedy już najmłodszy.

- Miał 87 lat. Wiedział więc, że w połowie swojej czwartej kadencji ze względu na wiek musi odejść i oddać ster rządów. Bał się też, że kiedy go zabraknie, pojednaniu niemiecko-francuskiemu może zabraknąć przewodnika, lidera. Może zabraknąć kontynuatora jego wielkiego dzieła. Dlatego forsował swój plan w przyspieszonym tempie. A klimat mu sprzyjał. W czerwcu 1962 roku kanclerz przybył do Francji. Cały świat obiegło zdjęcie, jak generał i kanclerz wsłuchują się w katedrze Reims w kościelny hymn "Te Deum". Wypełnił on katedrę, w której koronowano królów Francji, wypełnił aż po sklepienie krzyżowe. Adenauer postanowił wtedy, że nie zawrze jakiegoś tam porozumienia z Francją, tylko bardzo precyzyjnie sformułowany traktat, najwyższy rangą układ międzypaństwowy, tak donośny, by swoją monumentalnością doszedł do uszu Karola Wielkiego sprzed 12 wieków. Nawiązał do Europy karolińskiej, wtedy zjednoczonej osobą wielkiego cesarza, teraz pojednaniem dwóch największych narodów Europy.

Kanclerz nie chwalił się jednak, że podpisze dokument.

- Ze względu na krytykę postawy de Gaulle'a. W Niemczech sądzono, że w Paryżu zostanie wydane trywialne oświadczenie wraz z protokołem o współpracy niemiecko-francuskiej. By nie wywoływać burzy w szklance wody, Adenauer nie zabrał ze sobą do Paryża pergaminu i pieczęci z orłem, używanej w traktatach, oraz skóry na oprawę dokumentu.

Jeszcze w poniedziałek, kiedy Adenauer jechał na rozmowy z de Gaulle'em do Pałacu Elizejskiego, w którym kiedyś mieszkała Madame Pompadour i gdzie Napoleon po bitwie pod Waterloo podpisał abdykację, nim wsiadł do samochodu, Karl Carstens, późniejszy prezydent RFN, niemal na kolanach błagał, by jednak przemówić prezydentowi Francji do sumienia i wymógł na nim dalsze rozmowy z Wielką Brytanią w sprawie jej akcesji do EWG. Sytuacja stała się dramatyczna. Ale Adenauer, którego dzielił krok od przekazania władzy potomkom i jedno tchnienie od śmierci, nie ustąpił. Chciał podpisania traktatu za wszelką cenę. Uważał go za dzieło życia, które oprze się czasowi.

Podpisanie traktatu odbyło się wczesnym wieczorem 22 stycznia. De Gaulle i Adenauer podpisali dokument - każdy składał swój podpis cztery razy. De Gaulle był pierwszy i z zadowoleniem patrzył kanclerzowi przez ramię, jak ten składa swoje podpisy. Potem wstał i przemówił mocno poruszony: "Moje serce i umysł pełne są wdzięczności, gdy razem z kanclerzem Niemiec podpisałem traktat o współpracy między Niemcami a Francją. Po długiej historii krwawych wojen jej karty odwracają się, otwierając szeroko drzwi do przyszłości Niemiec, Francji, Europy i świata...".

Teraz przyszła kolej na Adenauera, by w chwili, gdy płodził dzieło życia, wzniósł mu łuk triumfalny w postaci kilku patetycznych słów. Ale Adenauer milczał. W Sali Murata zapanowało przenikliwe milczenie. Nagle kanclerz wypowiedział skąpe słowa: "Panie generale, tak dobrze pan to ujął, że nic dodać nie potrafię". Sytuację ratuje de Gaulle. Jak niedźwiedź rozkłada swoje wielkie ramiona, przyciąga kościstego Niemca ku sobie, do piersi, i całuje go w policzek. Najpierw w lewy, potem w bliższy mu, prawy. Sam Adenauer, niecierpiący kontaktu fizycznego, lekko zbliża głowę do de Gaulle'a, układa usta w dzióbek i całuje powietrze.

To nie trwało zbyt długo?

- Sam akt trwał 5 minut. A nim traktat zaczął przynosić realne owoce, musiało upłynąć jeszcze dużo wody w Renie i Sekwanie. Nie od razu powstało nowe centrum władzy w Europie, oś Paryż - Bonn. Dopóki de Gaulle był u władzy, dopóty strona niemiecka nie mogła powiedzieć "tak" czy "nie", tylko "amen". Bo de Gaulle albo chciał podporządkować sobie wszystko, co się dało, albo niszczył wspólnotę. Jego ambicje wiodły go do absolutnego przywództwa. I tak praktykował politykę pustego krzesła w Brukseli, świecąc nieobecnością na spotkaniach szefów państw, byleby tylko uzyskać koncesje dla potężnego francuskiego rolnictwa, wycofał się z NATO. W efekcie traktat pozostawał martwą literą...

Dziś prezydent Hollande chce, wzorem de Gaulle'a, objąć Angelę Merkel. A "Le Monde" pisze o "superbe bal des hypocrites", święcie hipokrytów.

- Hollande i Merkel są trzeźwymi politykami. Hollande tam, gdzie w gabinecie stała majestatyczna sofa, na której siedział jeszcze Mitterrand i Giscard, wstawił prozaiczne krzesła biurowe. Merkel i Hollande nie kochają się i dzieli ich jeden podstawowy problem. Nie ma dla niego prostego rozwiązania. Pani kanclerz chce, jak gospodyni ze Szwabii, oszczędzać, oszczędzać, oszczędzać: w Niemczech, w Grecji, w Hiszpanii. Ale dusi w ten sposób gospodarkę. Hollande chce inwestować, by mieć pieniądze na spłacenie długów. Jest tylko jedno rozwiązanie dla euro, jeśli Europa nie chce zostać lunaparkiem i burdelem dla turystów z Azji, co przewiduje Michale Houellebecq: Europa musi znaleźć polityczne instytucje dla wspólnego zarządzania walutą euro. W formie federalizmu.

Dostęp Premium TOK FM

Serwis informacyjny

Komentarze (1)
"Ten traktat miał być tak monumentalny, by doniosłością dojść do uszu samego Karola Wielkiego"
Zaloguj się
  • ciemnyludd

    Oceniono 3 razy 3

    W Polsce znowu KADZIDŁO bo zmarł nam arcybiskup Glemp...Lepiej więc podyskutować o stosunkach niemiecko-francuskich niż przy okazji tej śmierci o stosunkach POLSKO - POLSKICH spowodowanych ingerencją Kościoła w politykę... Ale to forum będzie dziś oczywiście zamknięte na kłódkę i prawdopodobnie nie tylko dzisiaj, jak to w wolnym niezależnym kraju (za wyjątkiem Watykanu)...

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX