USA: charyzmatyczny guru oskarżony o spowodowanie śmierci trzech osób

James Arthur Ray zaprosił do luksusowego ośrodka 50 swoich pacjentów. Mieli przejść rytuał "duchowego oczyszczenia". W trakcie jednego z ceremoniałów, pacjenci skarżyli się na duszności i zawroty głowy. Teraz kontrowersyjny "trener osobowości" odpowie za śmierć trzech osób.
Trudno w jednym zdaniu powiedzieć kim jest James Arthur Ray. Przystojny, niebieskooki brunet, na oko w średnim wieku jest osobą o wielu talentach. Ray zajmuje się przede wszystkim wszelkiego typu doradztwem. - Stwórz harmoniczne bogactwo we wszystkich obszarach twojego życia - głosi opatentowane hasło na jego oficjalnej stronie internetowej.

Jest prywatnym "coachem" - trenerem osobowości. Charyzmatycznym mówcą, który swoim bogatym klientom radzi, jak lepiej żyć.

Lampa Alladyna

- Spójrz na swoje życie, jak na lampę Alladyna - radził w popularnym dokumencie Rhondy Byrne z 2006 r. "Top Secret". Był to moment zwrotny w karierze "trenera". Dokument o niezwykłych rytuałach był przepustką Raya, dzięki której stał się sławny. Telewizyjne zaproszenia zaczęły się sypać, jak z rękawa.

"Trener" został m.in. zaproszony do talk-show Oprah Winfrey, czy Larry Kinga. Wypowiadał się na takie tematy, jak znalezienie "samego siebie" w czasach kryzysu, problemy małżeńskie, stres czy "wewnętrzny" spokój ducha. Radził według, jakich zasad należy żyć, żeby odnaleźć szczęście.



"Duch Wojownika"

Od tego czasu charyzmatyczny Amerykanin zebrał wokół siebie całą rzeszę fanów i stworzył prawdziwe imperium. Szacowany na kilka milionów dolarów majątek zdobył całkiem sam. Zapraszał internautów na darmowe pokazy, które służyły rekrutowaniu chętnych na kosztowne "prywatne prelekcje". Jak mówią amerykańscy publicyści: "James Arthur Ray był gwiazdą, która sama się wypromowała".

4 października do luksusowego ośrodka Angel Valley Retreat Center w Arizonie zaproszonych zostało 50 pacjentów Raya (każdy musiał zapłacić po 9 tys. dolarów). Mieli odbyć pięciodniowy rytuał oczyszczenia, połączony z medytacjami, postem i rytualnymi indiańskimi saunami. Miało to być dla nich "najintensywniejsze doświadczenie życia".

"Straszny wypadek"

Ostatniego dnia w trakcie jednego z rytuałów odbywającego się w "szałasie pary", pacjenci zaczęli się skarżyć na zawroty głowy, trudności z oddychaniem i nudności. Mimo to nadzorujący rytuał trener namawiał pacjentów do "doświadczenia swoich fizycznych ułomności" i ostro skrytykował te osoby, które chciały opuścić spotkanie.

Niedługo potem do ośrodka wezwano służby ratunkowe. W szałasie dwie osoby straciły przytomność. 18 osób zostało przewiezionych do szpitala. Większość była poważnie odwodniona. W ciągu tygodnia 3 uczestników kosztownej kuracji zmarło.

Dzisiaj sąd w Phoenix oskarżył Raya o spowodowanie śmierci 3 osób. Grozi mu od 3 do 12 lat więzienia. - To był straszny wypadek, ale wypadek, a nie akt kryminalny - oświadczył adwokat Raya.

Amerykanin zapewnił, że nie będzie utrudniał śledztwa i obiecał współpracę ze śledczymi prowadzącymi dochodzenie w jego sprawie.

Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM

Serwis informacyjny