Zdjęcia zabójców z Dubaju przerobione, sprawcy nierozpoznani

Policja w Dubaju, która poszukuje 26 osób zamieszanych w śmierć Mahmuda al-Mabhuha, informowała że jedynie kilka z nich na nagraniu z monitoringu występuje bez przebrania. Mimo tego, zakładano że agenci są "spaleni" z powodu rozgłosu. "Haarec" pisze jednak, że zdjęcia zostały poddane obróbce i prawdziwi agenci pozostają nie do rozpoznania.
Według izraelskiej gazety policja w Emiratach Arabskich dalej nie ma pojęcia jak tak naprawdę wyglądali zabójcy terrorysty z Hamasu. Według "Haarec" na zdjęciach domniemanych zabójców, które opublikowały - za dubajską policją - światowe agencje, takie jak Reuters i Associated Press, przerobiono komputerowo takie szczegóły jak ich kolor oczu, czy linia warg. Mimo, że zmiany są drobne, powodują faktyczną niewykrywalność agentów na przejściach granicznych, czy lotniskach. Wszczęty przez Interpol alarm, który miał zabójcom utrudnić podróżowanie, okazuje się więc zupełnie nieefektywny.

Izrael w centrum zainteresowania śledczych

Tymczasem narasta międzynarodowa presja na Izrael, który - mimo niezajęcia oficjalnego stanowiska w sprawie zabójstwa - jest łączony ze sprawą. Policja w Emiratach od początku zakładała, że za zabójstwem stoi izraelski wywiad. Wersję tę uwiarygodnia fakt, że większość tożsamości, których posłużono się w użytych podrobionych paszportach, to osoby w mające związek z Izraelem - europejscy obywatele mieszkający tam, lub posiadacze podwójnych obywatelstw. Ministerstwa spraw zagranicznych państw, których paszporty zostały podrobione do przeprowadzenia zabójstwa Mabhuha, wzywają izraelskich ambasadorów na dywaniki i prowadzą własne śledztwa. Wielka Brytania, Irlandia, Francja, Niemcy i Australia kolejno zapewniały, że ich obywatele nie mieli nic wspólnego z morderstwem terrorysty a użyte dokumenty nie są prawdziwe. "The Australian" podał że były minister spraw zagranicznych Australii Alexander Downer ostrzegał przed laty Izrael, żeby nie podrabiał australijskich paszportów.

Nie dość ostrożny

Tymczasem media ujawniają kolejne szczegóły z wizyty Mabhuha w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Wiadomo od początku, że w kraju tym pojawił się na dzień przed swoją śmiercią. Zanim zginął, uduszony w swoim pokoju hotelowym, odbył co najmniej dwa spotkania: jedno z niezidentyfikowanym mężczyzną w restauracji, drugie w ambasadzie Iranu.

Mabhuh był znany z używania kamuflażu; przebrań i wielu fałszywych paszportów. Było to konieczne, bo jego praca polegała na organizowaniu kanałów przerzutowych dla broni z Iranu do Strefy Gazy. Agencja Reutera cytowała jego wspólnika, który mówił o "kilku arabskich paszportach" i operacjach plastycznych, którym poddał się al-Mabhuh.

Współpracownik ten ujawnił też, że Mabhuh był bardzo ostrożny - nigdy nie zdradzał planów podróży nikomu, nawet rodzinie. Sam rezerwował bilety przez internet i od kilku lat nie latał do Iranu - spotykał się z irańską bezpieką w innych krajach.

Ciężki czas dla Hamasu

Izraelskie i arabskie media szeroko opisują nastroje wewnątrz Hamasu po zabójstwie. Problem dla tej organizacji jest podwójny: nie tylko straciła jednego z ważniejszych działaczy, ale też jest niemal pewne, że w operacji jego zgładzenia uczestniczył inny Palestyńczyk, także członek ugrupowania. To nie jedyny cios dla tej organizacji w ostatnim czasie - przedwczoraj izraelski "Haarec" ujawnił, że syn jednego z założycieli tej organizacji szejka Hassana Jusefa, był przez ponad dekadę najważniejszym szpiegiem izraelskiego kontrwywiadu.

Według jordańskich gazet w Hamasie krytycznie mówi się teraz o logistykach organizacji, którzy nie zapewnili Mabhuhowi ochrony podczas podróży.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny