Zatonięcie okrętu: zrozpaczone i wściekłe rodziny ofiar odwiedzają miejsce katastrofy

46 osób jest uznanych za zaginione po zatonięciu w piątek południowokoreańskiego okrętu Cheonan. Dziś płaczące i zdenerwowane rodziny marynarzy przepłynęły na statku w pobliżu miejsca, w którym zatonęła jednostka.
- Mój syn, mój syn! - płakała matka jednego z marynarzy. - Kłamcy! - krzyczeli inni za oddalającym się z portu kapitanem zatopionego statku.

Krewni ofiar oskarżają koreańską armię o zatajanie prawdziwych powodów zatonięcia. Rodziny twierdzą, że ocalali marynarze mówili, że Cheonan przecieka i powinien być naprawiony.

Okręt złamał się wpół

Jednostka poszła na dno w piątek rano po tajemniczym wybuchu na pokładzie. 24-letni marynarz Shin Eun-chong, który ocalał z katastrofy, mówił rodzinie, że podczas nocnego dyżuru usłyszał huk i widział, jak statek się rozpada. Shin mówił, że gdy jednostka zaczęła się przechylać, upadł na pokład i zgubił okulary.

- Straciliśmy zasilanie i wysiadła telekomunikacja - opowiadał kapitan Choi Won-il agencji Yonhap - Byłem uwięziony w kabinie, dopóki koledzy nie wybili okna i mnie nie wypuścili. Gdy dotarłem na pokład, rufa była już pod wodą - dodał.

Eksplozja rozdarła tył statku i uszkodziła jego silniki. Władze mówią, że Cheonan złamał się na dwie części. Jednostka zatonęła trzy godziny po eksplozji.

Wyłowiono tylko kamizelki ratunkowe i kaski ochronne

Jednostki ratunkowe, które przybyły na miejsce krótko po katastrofie, uratowały 58 ze 104 członków załogi (w tym kapitana). Od tego czasu ratownikom nie udało się znaleźć żywych rozbitków, ani wyłowić żadnych ciał. Powody katastrofy oficjalnie nie są jeszcze znane. Prezydent Korei Południowej Lee Myung-bak zarządził śledztwo w celu wyjaśnienia przyczyn katastrofy. Jeden z oficerów koreańskiej marynarki przyznał, że powody katastrofy uda się wyjaśnić, dopiero, gdy okręt zostanie wyciągnięty. Ze względu na rozmiary statku (waży 1200 ton) może to potrwać około miesiąca.

Działania służb ratunkowych utrudniał silny wiatr, prądy morskie, słaba widoczność i wysokie fale. Ratownicy przyznają, że sa małe szanse, żeby komukolwiek udało się przeżyć w lodowatej wodzie. W akcji biorą udział statki wojskowe i ratownicze, helikoptery i nurkowie. Dotychczas służbom udało się wyłowić 20 kamizelek ratunkowych i 15 kasków ochronnych w wodach 11 - 29 kilometrów od miejsca katastrofy.

Przypadkowy wybuch czy atak innego państwa?

Przed katastrofą Cheonan był na rutynowym patrolu razem z innymi południowokoreańskimi jednostkami. Okręty patrolowały wody w pobliżu granicy morskiej z Koreą Północną. Oba państwa są formalnie w stanie wojny od ponad pół wieku.

Według BBC są trzy możliwe przyczyny katastrofy: albo doszło do przypadkowego wybuchu przewożonego ładunku, albo jednostka wpłynęła na skały lub miny morskie, albo Cheonan został celowo zaatakowany przez obce wojska.

Błyskawicznie po wybuchu południowokoreańskie media spekulowały, że okręt ostrzelano z jednostki należącej do Korei Pn. Nie udało się jednak potwierdzić tych informacji. - Nie wykryliśmy żadnych większych przemieszczeń sił Korei Północnej, ale cały czas monitorujemy sytuację i jesteśmy przygotowani na każdą ewentualność - powiedział generał Walter Sharp, dowodzący grupą amerykańskich żołnierzy stacjonujących w Korei Pd.

Więcej o:

APLIKACJA TOK FM