Arabia Saudyjska następna po Tunezji i Egipcie?

Rosnąca frustracja, wysokie ceny żywności i rozczarowanie polityką Zachodu... O przyczynach rosnącego niezadowolenia w krajach arabskich Jakub Janiszewski rozmawiał z Piotrem Balcerowiczem
Posłuchaj audycji w TOK FM



Jakub Janiszewski: Tunezja w tej chwili wydała międzynarodowy nakaz aresztowania prezydenta Ben Alego, który uciekł do Arabii Saudyjskiej. Losy rewolucji tunezyjskiej wciąż się toczą. Wydaje się, że podobny proces zaczyna się w tej chwili w Egipcie, rządzonym od 30 lat przez Hosniego Mubaraka. Czy w ogóle można porównywać te dwie sytuacje?

- Myślę, że można. Egipt był pierwszym krajem, który typowałem jako następny w kolejności po Tunezji. W 2008 roku ceny żywności wzrosły o 140 proc, potem nieco spadły, ale nigdy do poziomu sprzed podwyżki. To ważne, jeśli przeciętny Egipcjanin ma jednego dolara na codzienne wydatki i w całości wydaje go na żywność. Ten problem rzeczywiście dotyka mieszkańców krajów rozwijających się, w tym także Tunezyjczyków czy Jordańczyków. Kiedy prezydent Ben Ali opuszczał Tunezję w Jordanii dochodziło do zamieszek. Cały region zaczyna się niepokoić. Pierwszy impuls to wzrastające ceny żywności. Drugi - brak perspektyw na przyszłość.

Nie bez powodu to w Tunezji rozpoczął się ten proces. Tunezyjczycy są relatywnie dobrze wykształceni.

- Tunezja uchodzi za najbogatszy, pod pewnymi względami, kraj afrykański, przynajmniej jeśli chodzi o dochód na jednego mieszkańca. Poziom wykształcenia jest tam dość wysoki, co paradoksalnie wzmaga frustrację mieszkańców. Kształcili się, aby zdobyć pracę, której dla nich nie ma. Kompetencje zawodowe Tunezyjczyków są wyższe niż Egipcjan. U Egipcjan frustracja z powodu braku perspektyw też jest bardzo silna, ale nie wynika z rozdźwięku pomiędzy wykształceniem a perspektywami.

Co w takim razie uruchamia protesty w Egipcie?

- Myślę, że bezrobocie. Ono jest dość wysokie, waha się od 13 do 14 proc.. Ale w grupie, rozpoczynającej karierę zawodową odsetek osób bezrobotnych stanowi ok. 40 proc.. Na to nakłada się również poczucie frustracji politycznej. Pozornie tylko Tunezja i Egipt to podobne reżimy. W obu mieliśmy prezydentów rządzących od prawie dwóch dekad, obydwaj starali się rządzić dość brutalnie.

To bardzo łagodnie powiedziane. W Tunezji dopiero po miesiącu bardzo krwawych demonstracji, gdzie strzelano do tłumu, Ben Ali wydał oświadczenie zakazujące strzelania do demonstrantów. O ostrzałach w Egipcie też słyszymy.

- W Egipcie, do tej pory, wiadomo o czterech ofiarach. Myślę, że władza w tym kraju jest teraz ostrożniejsza, jeśli chodzi o radzenie sobie z tłumem. W Egipcie od 1989 roku obowiązuje zakaz zgromadzeń. Cały czas obowiązuje także prawo o stanie wyjątkowym. Nadzieje na wolność słowa, wolną prasę, organizowanie się w partiach politycznych są bardzo nikłe.

Mówiło się o tym, że Hosni Mubarak ma odejść i ma go zastąpić jego syn?

- Wszystko na to wskazuje, że Hosni Mubarak promuje syna. Sądził, że poprzez wyniesienie go na szczyt władzy w partii uczyni go później prezydentem. Sprawa zaczęła się komplikować w ubiegłym roku, kiedy Mohamed El Baradei powrócił do Egiptu. To teraz czołowy opozycjonista, wokół którego ogniskuje się cała opozycja. Jest jedynym liczącym się politykiem opozycyjnym, który otwarcie nawołuje do protestów.

Ma też mocną pozycję na arenie międzynarodowej jako były dyrektor generalny Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej.

- Tak, cieszy się powszechnym szacunkiem, także w świecie arabskim. Postrzegany jest jako osoba niezależna. Za czasów jego rządów Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej otrzymała Nagrodę Nobla. Władza najchętniej aresztowałaby go, ale jego pozycja jest zbyt silna. Wydarzenia w Egipcie są bez precedensu, może dojść do poważnych zmian. Ale nie oznacza to, że Egipt pójdzie tą samą drogą, co Tunezja.

Jak osłabienie Egiptu wpłynie na sytuację w świecie arabskim?

- Jeśli Hosni Mubarak straci władzę w konsekwencji trwających zamieszek, da to dodatkowy impuls podobnym ruchom w tym regionie. Na Algierię bym nie stawiał, choć pod pewnymi względami jest ona podobna do Tunezji. Algierczycy pamiętają jeszcze trwającą całe lata 90. wojnę domową. To trauma narodowa tego kraju, dlatego ludzie nie wyjdą tak masowo na ulicę. Krajem, w którym może dojść do protestów jest Arabia Saudyjska. Tam także rośnie frustracja społeczna.

To, co zaczyna się dziać na Bliskim Wschodzie jest konsekwencją wojny w Iraku i ostatnich 7 lat?

- Tak, świat muzułmański rozczarował się polityką Zachodu. Dają o sobie znać konsekwencje wprowadzania pokoju i demokracji siłą. Nie oznacza to odrzucenia idei demokracji. Chodzi o wpisanie w ten termin innych, niezachodnich wartości. Na Bliskim Wschodzie zaczyna się gotować i obawiam się, że to dopiero początek bardzo poważnych zmian.

Prof. Piotr Balcerowicz - filozof, orientalista i kulturoznawca, członek Komitetu Nauk Orientalistycznych Polskiej Akademii Nauk, wykładowca Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej

Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM

Serwis informacyjny

Komentarze (7)
Arabia Saudyjska następna po Tunezji i Egipcie?
Zaloguj się
  • jankowski1960

    Oceniono 1 raz 1

    celem jest wlasnie to sredniowieczne panstwo... demokratorzy:) juz pracuja, a moze i dobrze, bo jak zwalczac ruchy lewicowe i popierac sredniowwieczny rezym?

  • jasu-1974

    Oceniono 1 raz 1

    panie wybitniemadry za takie słowa powinien pan iść siedzieć PRECZ Z RASIZMEM

  • gtpress

    Oceniono 1 raz 1

    globalizaja - jak widac - ma rozne kolory i perspektywy, wczesniejsze "kolorowe jarmarki' i "kontrolowane opozycje" tez mialy swoje, jakze rozne kolory, choc cel jeden: tanio kupic, drogo opylic.......

  • brytnej

    Oceniono 1 raz 1

    @m.gawka: Turcja, w ktorej Unia Europejska domaga sie "demokratyzacji", tak samo jak kraje polnocnej Afryki, "demokratyzowane" z pomoca Europy, w koncu wybierze mniej lub bardziej radykalnych islamistow. Tak ze te niby krwiozercze rezimy, ktore mimo wszystko sa rezimami oswieconymi, byly w rzeczywistosci dla Europy jak i dla duzej czesci spoleczenstw (zwlaszcza wszelkiego rodzaju mniejszosci) przecietnie najbardziej korzystne.

  • m.gawka

    Oceniono 1 raz 1

    Musimy się pogodzić z tym, że przez jakiś czas Egipt i Tunezję będziemy oglądać w NG i na starych zdjęciach. Szkoda, że młodzi i wykształceni pchają ich kraje w objęcia fundamentalizmu islamskiego. Pomału zaczyna być budowany mur kulturowy między chrześcijańską północą a islamskim południem. A co na to Turcja?

  • fudalejw.1

    Oceniono 2 razy 0

    Następnym krajem po Egipcie gdzie powinny nastąpić rozruchy
    jest Polska, gdyż za chwile będzie miała podobna stopę bezrobocia.
    Zima wasza wiosna nasza panie Donaldzie.

  • bandierarossa

    Oceniono 2 razy 0

    Jak tak dalej pójdzie to naprzeciw Europy staną Zjednoczone Republiki Arabskie-potęzny twór państwowy rozciągający si od Atlantyku po Ocean Indyjski. Tak jak w ,,Ostatnim dniu stworzenia" Wolfganga Jeschke

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX