Nazistowski zbrodniarz skazany przez Niemców: 5 lat

Oskarżony o współudział w 28 060 mordach w czasie wojny John Demjaniuk usłyszał wyrok niemieckiego sądu - 5 lat więzienia. Sąd nakazał jednak jego zwolnienie ze względu na wiek. Pochodzący z Ukrainy 91-latek twierdzi, że jest niewinny. Raz już był skazany. Potem wyrok się zmienił. Bo w jego sprawie więcej było niewiadomych, niż pewników.
Niemiecka prokuratura zarzuciła Demjaniukowi, że w 1943 roku pracował jako strażnik w nazistowskim obozie koncentracyjnym w Sobiborze i brał udział w eksterminacji tysięcy Żydów. Sąd w Monachium skazał go dziś na 5 lat więzienia. Jest jednak niemal pewne, że prawie 30-letnia batalia prawna na tym się nie skończy. Obrona zapowiadała apelację. Dlaczego o los niskiego rangą funkcjonariusza nazistowskiego reżimu toczy się tak uparta walka?

"Iwan Groźny"?

W 1988 r. człowiek o nazwisku John Demjaniuk jest sądzony w Izraelu. 18 kwietnia sąd stwierdza, że oskarżony Demianiuk jest "Iwanem Groźnym", osławionym okrutnym katem Żydów z nazistowskich obozów, "winnym wszystkich zarzucanych mu zbrodni wojennych, zbrodni przeciw narodowi żydowskiemu oraz zbrodni przeciw ludzkości". Kara: śmierć przez powieszenie. Szubienica jest już gotowa. Ale przysłuchujący się procesowi widz, wściekły na adwokata Demjaniuka, oblewa go kwasem. Proces zostaje odroczony. W międzyczasie upada ZSRR, a obrońcy Demjaniuka na krótko uzyskują dostęp do radzieckich archiwów. I znajdują prawdziwą bombę - w tajnym procesie w ZSRR tuż po wojnie za "Iwana Groźnego" został uznany inny człowiek. Izraelski sąd najwyższy uchyla wyrok śmierci na Demjaniuka i stwierdza, że nie był on "Iwanem Groźnym". 73-letni wówczas mężczyzna natychmiast wylatuje do USA.

Kontrowersje wokół tożsamości Demjaniuka

Wokół tożsamości Demjaniuka przez lata narastały wątpliwości. O demonicznym strażniku "Iwanie Groźnym" polski historyk Jacek Wilczur, wieloletni pracownik śledczy Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce i autor książki "Ścigałem Iwana Groźnego", pisał m.in., że brał on czynny udział "we wszystkich etapach eksterminacji, poczynając od przyjmowania transportów, poprzez maltretowanie Żydów, kończąc na upychaniu ich w komorach gazowych i uruchamianiu silników spalinowych".

Czy jednak John Demjaniuk, obecnie bezpaństwowiec wydany w 2009 r. przez USA Niemcom, i "Iwan Groźny", wspominany przez nielicznych ocalałych więźniów Sobiboru bezwzględny kat i okrutnik, to jedna i ta sama osoba?

Wśród teorii dotyczących tożsamości "Iwana Groźnego" wyróżnia się ciekawy ślad odkryty przez dwóch dziennikarzy Gazety Wyborczej. W 2009 r. GW napisała, że prawdziwy "Iwan Groźny" - kimkolwiek był - miał syna z mieszkającą niedaleko Treblinki Polką, którą zmusił do współżycia i z którą następnie, kiedy dziewczyna była już w ciąży - zawarł parodię małżeństwa. Krewni rzekomego syna "Iwana" żyją do dziś. Gdyby przebadać ich DNA i porównać z DNA osoby, która usłyszała dziś wyrok niemieckiego sądu w Monachium, przynajmniej część zagadki "tożsamości Iwana Groźnego" mogłaby się wyjaśnić.

Niemiecki wyrok: współwinny śmierci 28 tys. ludzi

Wyrok na 91-letniego dziś, emerytowanego pracownika zakładów Forda, ustanowił precedens w niemieckim prawie. Po raz pierwszy niemiecki sąd wydał wyrok w sprawie o nazistowskie zbrodnie na człowieka, który nie jest Niemcem. Zarzuty? Oskarżenie opierało się na założeniu, że jeżeli Demjaniuk rzeczywiście pracował jako strażnik w obozie koncentracyjnym w Sobiborze, to współuczestniczył w zamordowaniu ponad 28 tys. Żydów. - Jeżeli zapadnie wyrok skazujący, może wywołać falę podobnych procesów - mówił wcześniej Cornelius Nestler, prawnik rodzin ofiar obozu w Sobiborze, które uczestniczyli w procesie jako oskarżyciele posiłkowi. I taki też wyrok zapadł. Demjaniuk został skazany za współudział w wymordowaniu Żydów jako strażnik obozu śmierci w Sobiborze.

Wojenne losy Demjaniuka

Niezależnie zatem od tego, czy Demjaniuk to rzeczywiście "Iwan Groźny", to historia jego życia wygląda w świetle dokumentów następująco:

W 1920 r. w wiosce Dubowi Macharynci na Ukrainie rodzi się Iwan Demjaniuk. Jest jednym z wielu dzieci ukraińskiego chłopa, również Iwana. Okres międzywojenny to trudny czas dla ukraińskiego chłopstwa. W 1929 r. Stalin rozpoczyna proces przymusowej kolektywizacji ZSRR. Na Ukrainie rozkręca się spirala sowieckiego terroru. Ofiarami wywołanego kolektywizacją Wielkiego Głodu padają miliony Ukraińców. Demjaniuk jakoś przeżywa. Ale potem przychodzi wojna. I znów trzeba jakoś przeżyć.

Ofiara nazistów czy współpracownik III Rzeszy?

W 1940 r. Iwan Demjaniuk zostaje wcielony do Armii Czerwonej. Rok później hitlerowski Wehrmacht wkracza do ZSRR. Demjaniuk zostaje ranny. Już prawie zdrowego, wraz z całym oddziałem, biorą do niewoli w 1942 r. Niemcy. I tu pojawia się pierwsza nieścisłość. Sam Demjaniuk twierdzi, że to on sam jest ofiarą nazistów. Utrzymuje, że walczył w Armii Czerwonej i został ranny, potem pojmany i przetrzymywany jako jeniec wojenny w strasznych warunkach (Przed wojną ówczesny rosyjski rząd nie podpisał konwencji genewskiej dot. traktowania jeńców wojennych, więc naziści nie czują się nią związani). Z desperacji - jak utrzymuje - Demjaniuk dołącza do tzw. Armii Własowa, złożonej z radzieckich jeńców wojennych, którzy byli przeciwnikami czerwonego reżimu w Moskwie. Armia Własowa walczy z sowietami wraz z Wehrmachtem w ostatnich miesiącach wojny.

Spokojne życie w USA i proces w Izraelu

Po wojnie, w 1952 r., Demjaniuk emigruje do USA. Cały czas - już jako John Demjaniuk - utrzymuje, że większość II wojny światowej spędził w niemieckim obozie dla jeńców wojennych. W 1958 r. otrzymuje amerykańskie obywatelstwo. W 1977 r. Departament Sprawiedliwości USA rozpoczyna procedurę odebrania obywatelstwa, oskarżając Demjaniuka o ukrywanie wojennej przeszłości: służby w nazistowskich obozach śmierci. W 1981 r. Demjaniuk traci obywatelstwo amerykańskie, a w 1986 r. w procedurze ekstradycji zostaje wydany Izraelowi. Tam staje przed sądem w związku z czynami, które miał popełnić jako strażnik obozu w Treblince. Dwa lata później słyszy wyrok: śmierć przez powieszenie. Pięć lat później jako wolny człowiek, oczyszczony z zarzutów o bycie "Iwanem Groźnym", wraca do USA. Trzy lata później ponownie otrzymuje amerykańskie obywatelstwo. Ale w 2002 znów je traci, a Departament Sprawiedliwości, choć już nie utożsama go z "Iwanem Groźnym", wciąż zarzuca mu służbę w obozach koncentracyjnych i obozach śmierci.

Niemcy nie odpuszczają strażnikowi Sobiboru

W marcu 2009 r. niemieccy prokuratorzy wystawiają nakaz aresztowania Demjaniuka i występują o jego ekstradycję z USA. Tego samego dnia świat obiegają zdjęcia schorowanego, 91-letniego starca, wywożonego z domu na szpitalnym łóżku i przewożonego do Niemiec. Dwa miesiące później Demjaniuk zostaje uznany za wystarczająco zdrowego, by stanąć przed sądem, jednak jego obecność na sali sądowej zostaje ograniczona do dwóch 90-minutowych sesji dziennie.

W procesie niemiecka prokuratura wskazuje na to, że Demjaniuk zgodził się na służbę w SS. I został wysłany do obozu w Sobiborze, gdzie współuczestniczył w mordowaniu Żydów. Miał służyć też jeszcze w dwóch nazistowskich obozach zagłady: Flossenburgu i Treblince, gdzie cały czas pracował jako wachman, czyli strażnik obozowy, podporządkowany niemieckim panom z SS.

Karta SS pogrążyła Demjaniuka?

Jednym z dowodów oskarżenia na prawdziwość tych tez była karta identyfikacyjna SS, która ma być kartą młodego Demjaniuka. Ma ona potwierdzać jego szkolenie w obozie SS w Trawnikach i transfer do Sobiboru. Obrona twierdziła, że kartę sfałszowało KGB. Według ekspertów sądowych karta jest autentyczna. I to m.in. na tej podstawie sędzia Ralph Alt, ogłaszając wyrok, stwierdził, że 91-letni Demjaniuk był częścią nazistowskiej "maszynerii śmierci". - Sąd jest przekonany, że oskarżony (...) służył jako strażnik w obozie w Sobiborze od 17 marca 1943 roku do połowy sierpnia 1943 r. - oświadczył sędzia. Siedzący na wózku inwalidzkim Demjaniuk nie zareagował na wyrok. Wcześniej odrzucił możliwość wygłoszenia ostatniego oświadczenia. Przez wszystkie 18 miesięcy procesu niemal się nie odzywał.

Centrum Wiesenthala: "Zwycięstwo sprawiedliwości"

Skazanie Demjaniuka skomentowało specjalizujące się w ściganiu nazistowskich zbrodniarzy Centrum Szymona Wiesenthala. Jak powiedział jego szef, Efraim Zuroff, skazanie Demjaniuka to "bardzo ważne zwycięstwo sprawiedliwości". - Wyrok to bardzo wyraźna informacja: nawet wiele lat po zbrodniach Holokaustu, sprawiedliwość dosięga przestępców - podkreślił Zuroff. - Liczymy, że ten wyrok otworzy drogę do kolejnych procesów w Niemczech - dodał.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny