- Badanie wykazało, że Atajew był pijany. W krwi innych członków załogi nie wykryto alkoholu - poinformowała osoba znająca śledztwo.
Serwis lifenews.ru zwraca uwagę, że nawigator był m.in. odpowiedzialny za obliczanie wysokości lotu i lądowanie. 50-letni Atajew był doświadczonym nawigatorem, miał wylatanych ponad 13 tys. godzin, głównie na maszynach typu TU-134.
Okazuje się także, że żaden z członków załogi nigdy wcześniej nie lądował na lotnisku w Pietrozawodsku. - Trudne warunki pogodowe, ciemności i nieznany teren mogły spowodować, że piloci nie byli w stanie zorientować się w trudnej sytuacji - uważają ich koledzy.
Tu-134 rozbił się w poniedziałek o godz. 23.40 czasu lokalnego (godz. 21.40 czasu polskiego). Runął na drogę w pobliżu miejscowości Biesowiec, w odległości ok. 700 metrów od lotniska w Pietrozawodsku. Po uderzeniu w drogę rozpadł się na wiele części i stanął w ogniu. Maszyna należała do rosyjskich linii lotniczych RusAir. Leciała z Moskwy.
Na pokładzie znajdowały się 52 osoby. 45 osób zginęło, siedmioro przeżyło. Część z nich dzięki
natychmiastowej reakcji znajdujących się w pobliżu ludzi.
Błąd pilota przyczyną tragedii? Przyczyny katastrofy nie są znane. Wiadomo jednak, że Tu-134 podchodził do lądowania w trudnych warunkach meteorologicznych, w deszczu i mgle. Kontroler lotu, który prowadził samolot z ziemi, utrzymuje, że nakazał załodze odejście na drugi krąg, jednak kapitan zdecydował, iż posadzi maszynę na własne ryzyko. O błędzie pilota jako najbardziej prawdopodobnej przyczynie wypadku mówił też wicepremier Rosji Siergiej Iwanow.
Katastrofa tupolewa w Rosji. Kilkadziesiąt ofiar. "Straszny widok"