Raport Millera w sprawie katastrofy smoleńskiej. Na co czekamy

Raport z badań katastrofy lotniczej z 10 kwietnia 2010 r. będzie egzaminem dla komisji Jerzego Millera, dla polskiego rządu i państwa - czytamy na czołówce dzisiejszego wydania ?Gazety Wyborczej?.
Gazeta wyjaśnia, z jak trudnym zadaniem musiała się zmierzyć komisja szefa MSWiA przygotowując raport końcowy o przyczynach katastrofy prezydenckiego tupolewa.

Sędzia we własne sprawie

Komisja musi przełożyć trudny, techniczny język pilotów, mechaników, nawigatorów na zrozumiały komunikat. W katastrofach lotniczych nie ma jednej przyczyny - to ciąg zdarzeń przypominający domino. Chcemy wszystkie te kostki domina zobaczyć i zrozumieć, które przewróciły cały szereg.

Komisja ma zadanie arcytrudne także dlatego, że poniekąd jest sędzią we własnej sprawie. W jej składzie są piloci i wojskowi odpowiedzialni za bezpieczeństwo lotów. Jak zachować obiektywizm?

Mamy gorący okres przedwyborczy. Od jakości raportu Millera zależy ocena rządzących. Po prezentacji komisji premier przedstawi wnioski. Personalne? Raport będzie również ważnym komunikatem rządu dla instytucji międzynarodowych. Podważy zapewne styczniowy - niepełny - raport rosyjski Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego (MAK). Czy będzie to przekonujące?

"By Polak był wreszcie mądry Polak po szkodzie"

Wreszcie: egzamin dla naszego państwa. -Państwo nie chce usłyszeć, że można było uniknąć tego nieszczęścia -mówił "Gazecie" minister Miller. Przyczyny katastrofy - tłumaczył - "ułożyły się wciąg karygodnych zaniedbań". Dlatego tak istotne są zalecenia wynikające z raportu. - By Polak był rzeczywiście mądry po szkodzie - mówił Miller.

Oczekujemy jasnego przekazu o okolicznościach i przyczynach śmierci prezydenta Lecha Kaczyńskiego, najwyższych dowódców wojska, polityków, urzędników, rodzin katyńskich, duchownych - 96 osób.

Komisja publikuje raport po 15 miesiącach. Wiele katastrof lotniczych wyjaśniano latami, a po raportach końcowych dalej toczono spory. Raport z pewnością nie przetnie polsko-polskiej wojny o tzw. prawdę o Smoleńsku.

Wielu go odrzuci, np. Antoni Macierewicz z PiS. By dalej tumanić i przestraszać teorią o "obezwładnieniu" tupolewa na wysokości 15 metrów. Impulsem elektromagnetycznym czy - jak wczoraj ogłosił - "podwójnym wstrząsem".

Raport Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego musi takie chore teorie przeciąć. By to uzyskać, musi być wolny od propagandy. Precyzyjny i zrozumiały. Zwłaszcza że polityka informacyjna prokuratury wojskowej równolegle badającej katastrofę tych cech nie miała. Miesiącami czekaliśmy na wykluczenie wersji zamachu. Ostatnio prokuratorzy - bez żadnych wyjaśnień - ogłosili, że 2 sekundy przed uderzeniem w ziemię padła instalacja elektryczna w samolocie. Tworzy to pożywkę dla spiskowych teorii, jak ta o sztucznej mgle.

Cały tekst w dzisiejszej "Gazecie Wyborczej".

Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM

Serwis informacyjny