Na debatę w sprawie umowy ACTA do kancelarii premiera zaproszono ekspertów, przedstawicieli społeczeństwa informacyjnego i twórców. Część przeciwników ACTA zbojkotowała spotkanie (m.in. Fundacja Panoptykon, Helsińska Fundacja Praw Człowieka czy Fundacja Nowoczesna
Polska), zarzucając rządowi, że dyskusję o ACTA powinno poprzedzić m.in. ujawnienie wszystkich dokumentów dotyczących negocjacji tej międzynarodowej umowy.
Debata? Kompletna pomyłka, rząd robi z nas idiotów [BLOG] Radca prawny Aleksander Zioło, który był zaangażowany w protesty przeciwko ACTA, uważa, że spotkanie jest początkiem drogi w debacie publicznej. Zwrócił jednak uwagę, że Donald Tusk nie rozumie internetu. Zioło podkreślił, że polska ustawa o prawach autorskich pochodzi z 1994 roku, czyli z czasów sprzed internetu. Teraz trzeba wypracować inne rozwiązania.
- Uczestników tej debaty można podzielić na trzy grupy: zwolenników ACTA, którzy twierdzą, że nie ma tu alternatywy; internautów, którzy nie przyjmują argumentów za wprowadzeniem tych regulacji; oraz tych, którzy widzą wady i zalety, zgadzając się co do tego, że nie ma zgody na piractwo w sieci - mówi prof. Kazimierz Krzysztofek, socjolog komunikacji i kultury ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej. - Krzywdzące jest nazywanie przeciwników ACTA złodziejami. To nieprawda, że oni jedynie biorą, oni również dają. Dziś ponad 50 procent zasobów internetu nie jest wytwarzana przez działalność koncernów, tylko indywidualnych twórców. Umieszczają oni w internecie swoje wytwory, jednocześnie korzystając z jego zasobów - dodaje prof. Krzysztofek.
Spotkanie nie przekonało nieprzekonanych Krzysztofek uważa, że tych, którzy nie przyjmują argumentów za wprowadzeniem ACTA debata nie przekonała, a ich protest zniknie w momencie definitywnego wycofania się rządu z tych regulacji. Pamiętajmy, że w tej kwestii sytuacja może rozwijać się dynamicznie. Mogą wycofać się inne kraje Unii Europejskiej (dziś zrobiły to
Czechy - red.), a kluczowe będzie stanowisko Parlamentu Europejskiego.
Co ważniejsze? Wolność czy własność? ACTA to spór o wartości; o to co ma być ważniejsze - wolność czy własność? W swych początkach internet był sferą wolności, ale sytuacja się skomplikowała, kiedy w tym wolnym świecie pojawił się biznes. W przeciwieństwie do poprzedniego ładu, gdzie najpierw była własność, a potem wolność, tu mamy sytuację odwrotną - najpierw była wolność, a późnej pojawiła się własność - przede wszystkim intelektualna. Spór o ACTA wyraźnie pokazuje również przepaść pokoleniową - mówi prof. Krzysztofek.
Debata jako zasłona dymna - To nie są żadne konsultacje, tylko debata poniewczasie. Rząd próbuje załagodzić (sytuację); jest to takie bicie się w piersi i przyznawanie się do błędu: spotkajmy się teraz i rozejdźmy w spokoju po uzgodnieniu stanowisk. Ale w sytuacji, kiedy podpisaliśmy tę umowę (...) trudno właściwie rozstrzygnąć, czego sam rząd oczekuje od takiej debaty - uważa prof. Henryk Domański, dyrektor Instytutu Filozofii i Socjologii PAN. Jego zdaniem rząd przyjął strategię pt. debata, jako sposób na poradzenie sobie z sytuacjami kryzysowymi. - Na ogół w takich przypadkach rząd, premier próbował rozwiązywać (konflikt) przy pomocy formuły debat, która jest pewnym schematem. Później się okazywało - przynajmniej do tej pory tak było - że rząd po takich debatach niczego nowego się nie uczył, w kolejnych przypadkach dochodziło do podejmowania kolejnych decyzji, które wywoływały spory, protesty uliczne i znowu dochodziło do debaty.
Prof. Domański uważa, że społeczeństwo nauczyło się już, że debaty nic nie dają, a rząd nie idzie na kompromis.- W tej debacie i w tych protestach chodziło raczej o wymuszenie na rządzie bardziej długotrwałego dialogu, ustanowienie pewnej formuły instytucjonalnej, której do tej pory w polskiej demokracji w ogóle nie było - dodał socjolog.
Dobrze, że się odbyła, ale nic z niej nie wynika Jakub Śpiewak z fundacji Kidprotect.pl cieszył się z tego, że udało się przeprowadzić debatę. Podkreślał jednak chaos panujący na tym spotkaniu. Śpiewak żałuje, że nie zjawili się na nim przedstawiciele środowisk, które wcześniej ostro krytykowały ACTA. Jego zdaniem, zabrakło merytorycznych uwag tych organizacji, które mogłyby skutecznie szachować propozycje strony rządowej.
Muzyk Zbigniew Hołdys uważa, że debata u premiera nie wniosła nic nowego do dyskusji. On sam nie usłyszał żadnego argumentu, który mógłby go przekonać do zmiany opinii na temat ACTA. Poseł Ruchu Palikota Artur Górczyński uważa, że zarówno premier jak i cała strona rządowa była nie przygotowana do dzisiejszej debaty. Dodał, że Donald Tusk odpowiadał tylko na niektóre pytania, kierując się względami medialnymi.
Tusk zapowiedział, że polski rząd nie wycofa swojego podpisu z żadnego dokumentu "dlatego, że jakaś grupa tego żąda". - Taki rząd powinien podać się do dymisji" - uznał. Jednocześnie dodał, że rząd chce rozmawiać, "bo domyślamy się - także z powodu zakresu niepokoju - że coś jest na rzeczy, czego my być może nie dostrzegamy, nie rozumiemy - podkreślił premier.