"Jako współorganizatorzy Euro 2012 wygraliśmy, chociaż nie do zera"

"Po stronie minusów Euro 2012, czyli bramek straconych, są piłkarze, którzy nie potrafili wyjść z grupy, goście, frekwencja mniejsza niż oczekiwano, wreszcie finanse, gdyż niektóre elementy przygotowań, takie jak odcinki autostrady budowane na chwilę przed terminem, kosztowały więcej niż zakładano. To trzeba obliczyć i rozliczyć" - pisze na blogu Daniel Passent.
Passent na swoim blogu na stronie internetowej "Polityki" bierze się za rozliczenia po mistrzostwach Europy w piłce nożnej. Podkreśla, że mówienie, "jak to czyni prezes Kaczyński", o "klapie" i o "klęsce" mało ma wspólnego z rzeczywistością. "Euro się nadspodziewanie udało, i to jest zasługą milionów Polaków. Trzymałem kciuki, żeby nie nawalił żaden autokar wiozący drużynę na mecz, żeby nie było żadnego zbiorowego zatrucia, żeby na trybunach nie znalazł się żaden szaleniec" - pisze publicysta.

"Naród pełen kompleksów"

Zdaniem dziennikarza Polacy są narodem pełnym kompleksów, zwłaszcza - niższości i wyższości. "Euro pokazało, że Polska potrafi. Z wyjątkiem grupy bandytów, którzy rwali się do bójki na moście Poniatowskiego i we Wrocławiu, Polacy pokazali, że chcą i potrafią się bawić. Podziwiali Irlandczyków, którzy nie tracili ducha. Polacy nie chcą stale zamartwiać się upadkiem ojczyzny, kryzysem, serwilizmem wobec państw sąsiednich, deficytem, 'wojną z Kościołem', katastrofą, nie chcą stale być we łzach" - wymienia publicysta.

Według niego Euro 2012 było kolejnym krokiem "budowania krok po kroku kraju bardziej zasobnego, normalnego, europejskiego, a nie skansenu pełnego tylko pochodni i zniczy". Same zaś inwestycje przeprowadzone przez cztery lata przygotowań do Euro są wg Passenta oznaką tego, że "Trzecia RP skraca dystans do Europy". Wciąż jednak ten dystans pozostaje duży.

"Każdy medal ma dwie strony"

"Spotyka się głosy, że miliardy przeznaczone na Euro można było wydać na przedszkola, żłobki, pomoc ludziom biednym. To prawda, ale nie cała. Każdy medal ma dwie strony. Nie ma dylematu 'myć ręce czy nogi?'" - pyta dziennikarz. I sam odpowiada, że żeby kraj się rozwijał harmonijnie, pieniądze muszą iść i na jedno, i na drugie, "na hospicja i na muzea, na obiady szkolne i na koncerty".

"Samo Euro nie stanowi przełomu, koleje nadal pozostaną powolne, wagony przedpotopowe i brudne, ludzie bezzębni i brzuchaci, ale - jak w anegdocie - 'wszystko płynie, jak mówił Panta Rhei' i to płynie we właściwym kierunku" - podsumowuje Passent.

Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM

Serwis informacyjny