Narodowcy na uniwersytecie? "To samowola. Studenci na dywanik"

- Studenci zachowali się arogancko i nielojalnie w stosunku do uczelni. To samowola - mówi w rozmowie z TOK FM prof. Jan Hartman. Ocenia w ten sposób działaczy Niezależnego Zrzeszenia Studentów, którzy chcą zorganizować na Uniwersytecie Warszawskim spotkanie z działaczami Obozu Narodowo-Radykalnego i Młodzieży Wszechpolskiej. - To wygląda na zaplanowaną akcję propagandową - przyznaje dr hab. Paweł Łuków.
Działacze NZS zamierzają zorganizować na UW spotkanie z Krzysztofem Bosakiem ze Stowarzyszenia Marsz Niepodległości, Marianem Kowalskim, rzecznikiem prasowym Obozu Narodowo-Radykalnego, i Robertem Winnickim, liderem Młodzieży Wszechpolskiej. Inicjatywa spotkała się z ostrym sprzeciwem m.in. młodzieżówki PO, Socjaldemokratów i "Zielonych", którzy zbierają podpisy pod petycją do rektora o wycofanie zgody na organizację spotkania. O sprawie pisze Gazeta Wyborcza. Co ciekawe, żadnej zgody jeszcze nie było, bo, jak czytamy na stronach UW, podanie o rezerwację sali wpłynęło dopiero w piątek i nie zostało jeszcze rozpatrzone.

Uniwersytet to nie miejsce na politykę

- Chodzi o przedstawienie studentom idei Ruchu Narodowego, który odradza się na naszych oczach. Uważamy, że uniwersytet jest dobrym miejscem do tego, aby dyskutować o podobnych sprawach - tłumaczy "Gazecie Wyborczej" Michał Woźniak, wiceprzewodniczący krajowego NZS. Nasi rozmówcy są innego zdania.

- Wygląda to na zaplanowaną akcję propagandową. Nie sądzę, żeby publiczny uniwersytet był właściwym miejscem do tego - podkreśla dr hab. Paweł Łuków, etyk z UW. - Mamy tu do czynienia nie tyle z teoretykami, co aktywistami. To powoduje, że impreza nie ma charakteru akademickiego, ale agitacji politycznej.

- Nie jest to konferencja naukowa i mowa jest o polityce. Czymś innym jest spotkanie, na którym krytykuje się rząd i mówi o bieżących sprawach politycznych, czym innym jest spotkanie akademickie, na którym wygłasza się referaty politologiczne - tłumaczy prof. Jan Hartman, etyk z UJ, przewodniczący Zespołu do Spraw Dobrych Praktyk Akademickich.

- Jeśli uniwersytet ma być miejscem wymiany idei bardzo różnych środowisk, to zwłaszcza jeśli mamy do czynienia z poglądami skrajnymi, wypadałoby zadbać o to, aby były też przedstawione argumenty drugiej strony - dodaje dr Łuków. Etyk przyznaje, że gdyby spotkanie było częścią cyklu przedstawiającego różne poglądy, sytuacja wyglądałaby inaczej. Prof. Hartman widzi też inny wyjątek: kampanię wyborczą. - Uniwersytet jest przestrzenią obywatelską i z okazji kampanii można to zamanifestować. Ale z dbałością, by różne strony miały głos.

Studenci "aroganccy i nielojalni"

- Sam byłem w NZS i cieszyliśmy się wielką swobodą działalności. Byliśmy jednak absolutnie lojalni wobec uczelni - podkreśla Hartman. - Chodziliśmy do rektora z pytaniem, czy dana forma działalności jest akceptowana. Nikomu w NZS nie przychodziło do głowy, żeby robić coś na terenie uczelni bez jej wiedzy.

Zdaniem etyka członkowie NZS powinni uszanować, że uniwersytet nie powinien być uwikłany w żadną działalność polityczną. Dlatego nie powinni organizować spotkania bez względu na to, czy jest ONR, czy partia o umiarkowanych poglądach. - Powinni zapytać rektora, czy to nie powoduje dyskomfortu dla uczelni. Jeżeli tego nie zrobili, to zachowali się arogancko i nielojalnie w stosunku do uczelni - wyjaśnia Hartman. - Dobra zasada jest taka, że uniwersytet nie wynajmuje sal na spotkania o charakterze ściśle politycznym, żeby uniknąć oskarżeń o stronniczość czy czerpanie korzyści materialnych z promowania idei politycznych - dodaje etyk. I podkreśla, że gdyby chodziło o spotkanie z młodzieżówką SLD czy Ruchu Palikota, powiedziałby dokładnie to samo.

Studenci na dywanik

Zdaniem Hartmana sprawa rozbija się o granice autonomii stowarzyszeń studenckich i zasady korzystania z przestrzeni wspólnej. Bo gdyby spotkanie nie odbywało się na uniwersytecie, obyłoby się bez takich kontrowersji. Dlatego rektor powinien wezwać organizatorów spotkania na dywanik i "wyjaśnić im, co to jest lojalność, wolność, jakie są obyczaje akademickie". - Tradycją jest, że dostęp do dużych sal jest kontrolowany i wymaga zgody. Analogicznie kontrolowany jest i wymaga zgody dostęp do sal ze strony pracowników. Z faktu, że profesorowie podlegają ograniczeniom, jeśli chodzi o korzystanie z dużych sal wynika, że również studenci powinni im podlegać - wyjaśnia Hartman. Dodaje, że autonomia akademicka, która uwzględnia prawo do wypowiadania dowolnych poglądów, nie obejmuje wykorzystywania pomieszczeń uczelni do dowolnych celów. - W żadnej instytucji pracownik nie może dowolnie dysponować przestrzenią wspólną - podkreśla etyk.

Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM

Serwis informacyjny

Komentarze (174)
Narodowcy na uniwersytecie? "To samowola. Studenci na dywanik"
Zaloguj się
  • ludpracujacy

    Oceniono 347 razy 189

    Ku przestrodze:
    "Kiedy przyszli po Żydów, nie protestowałem. Nie byłem przecież Żydem.
    Kiedy przyszli po komunistów, nie protestowałem. Nie byłem przecież komunistą.
    Kiedy przyszli po socjaldemokratów, nie protestowałem.
    Nie byłem przecież socjaldemokratą.
    Kiedy przyszli po związkowców, nie protestowałem. Nie byłem przecież związkowcem.
    Kiedy przyszli po mnie, nikt nie protestował. Nikogo już nie było"
    dr Martin Niemoeller

  • grandmaster.b

    Oceniono 302 razy 146

    Bezczelni studenci. Gotowi pomyśleć, że uniwersytety są dla nich!

  • westlondon

    Oceniono 291 razy 131

    Ciekawe jaka bylaby reakcja, gdyby to dotyczylo promowania ideologii "teczowych"

  • drummerin

    Oceniono 239 razy 113

    Dobrze by było, gdyby ktoś zrobił filmową kompilację zbrodni, jakie są udziałem skrajnych idei politycznych. Kilka minut holokaustu, rzezi Ormian, pogromów Romów, rewolucji kulturalnej i innych tematów, których z pewnością nie zabraknie.
    Młodzież nie zna tych materiałów, dlatego tak łatwo skłania się ku skrajnościom, które zawsze są złem. Trzeba im to częściej uświadamiać.

  • trombozuh

    Oceniono 302 razy 108

    Oczywiście, gdyby studenci chcieli się spotkać z którymś ze styropianowych bohaterów salonu, wtedy wszystko byłoby cacy. Ile razy ze studentami na uczelniach spotykały się typy takie jak Balcerowicz, Geremek, Michnik czy Mazowiecki? Kilkadziesiąt? Oczywiście wtedy to nie była żadna agitacja polityczna, tylko kaganek lewackie oświaty europejskiej.

  • turysta86

    Oceniono 263 razy 95

    To teraz uniwersytety zarezerwowane są tylko dla poglądów politycznie poprawnych? Nie rozumiem co jest złego w dyskusji z przedstawicielami tego ruchu narodowego skoro są to legalnie działające organizacje.

  • herr7

    Oceniono 127 razy 49

    Gdzie się nie obrócić tam Hartman wyłazi. Prawdziwy ci z niego człowiek renesansu - na wszystkim się zna, wszystko komentuje, wszystkich poucza. Skąd takiego "komisarza" od wszystkiego wytrzasnęli? Oj biedna była ta nasza Polska, dopóki Hartman się nam nie objawił. Drugi taki "geniusz" to filolog Boni, który też zna się na wszystkim.

  • staalkeer

    Oceniono 56 razy 26

    Uniwersytet jest dla studentów a nie dla rektora czy wykładowcy i to oni powinni decydowac o czym chcą dyskutowac i z kim sie tam spotykac po zajęciach. Pod pozorem walki z faszyzmem Hartman chce wprowadzac faszyzm tylko taki w którym to on bedzie decydował co wolno.

    lewica.pl/?id=27261&tytul=Piotr-Ciszewski:-Faszyzm-mo%C5%BCe-nadej%C5%9B%C4%87-z-innej-strony

  • ulebyk

    Oceniono 30 razy 10

    Podkomendni Blumsztajna z wpinkami Baader Meinhof nie mieliby problemów na uczelniach.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX