Cezary Michalski: Śmierć i Bóg nie powinny obsługiwać partyjnej polityki

- Śmierć i Bóg nie powinny obsługiwać partyjnej polityki. Jednak w najbliższych dni i miesięcy będą ją obsługiwać z wyjątkową intensywnością. Czeka nas wojna, nasza mała apokalipsa. Polityka śmierci kontra polityka życia. Jeśli jest jakikolwiek moment, by nie ulec szantażowi naszych rodziców, więcej, naszych przodków, ten moment właśnie nadszedł - pisze Cezary Michalski w Krytyce Politycznej.
Cezary Michalski, którą swoją analizę "Witajcie w niebezpiecznych czasach" umieścił na stronie internetowej Krytyki Politycznej już we wtorek (dziś strona przez kilka godzin nie działa), nie pozostawia złudzeń: - Czeka nas wojna. Polityka śmierci kontra polityka życia. Polityka życia, jak to zwykle w Polsce, niezbyt ładna, przeciętna, mała, hazardowa. Polityka śmierci, patetyczna, Wawelska.

I zauważa, że to, co miało być zrywem narodowego zjednoczenia już teraz nosi znamiona ostrego konfliktu. - Czy się zjednoczyliśmy? Nie sądzę. Pod hasłem wydarzenia, które ponoć przekracza wszelką politykę, będzie uprawiana polityka bezwzględna. Rozegra się walka o władzę. Brutalna - pisze. Jego zdaniem pierwszą ofiarą w tej wojnie mogą być stosunki polsko-rosyjskie. - Jeśli subtelna gra, jaka toczy się w stosunkach Rosji i Polski zostanie użyta w naszym wewnętrznym politycznym konflikcie, w kampanii prezydenckiej, każdego niemieckiego, francuskiego, angielskiego i amerykańskiego komentatora i polityka łatwo będzie przekonać, że od czasów Konfederacji Barskiej nie staliśmy się krajem zdrowszym ani normalniejszym.

"Kaczyński - jeśli emocjonalnie wytrzyma - wróci jako mściciel"

Michalski przewiduje też, jak mogą wyglądać nadchodzące wybory prezydenckie. "Jarosław Kaczyński, który nie zasługiwał na większość epitetów, jakie były formułowane pod jego adresem w latach 2005-2007, który jest jednym z najciekawszych i najmocniejszych polskich polityków, jeśli wytrzyma psychicznie sobotnią tragedię, nic go nie powstrzyma przed startem w wyborach. Wystąpi jako mściciel, obrońca spuścizny, jedyny legalny kontynuator. Znowu stanie się politykiem skutecznym" - pisze.

- Praktycznie jedynym interesującym pytaniem w polskiej polityce jest teraz pytanie o to, czy Kaczyński wytrzyma. Moim zdaniem tak. "Umarł" już przecież parę razy: kiedy będąc "żoliborskim konserwatystą" został wepchnięty, dał się wepchnąć, a w końcu zaczął z tego wepchnięcia czerpać siłę i zawziętość, do jednego narożnika z Rydzykiem, Giertychem, "antyinteligenckim ciemnogrodem".

Jeśli Jarosław Kaczyński zdecyduje się wrócić do polityki, Bronisław Komorowski nie będzie, dla niego żadnym przeciwnikiem, bo już teraz zachowuje się niezgrabnie: - Ogłaszając pierwsze nominacje w Kancelarii Prezydenta, zapowiadając kolejne, popełnia błąd, który zostanie przeciwko niemu wykorzystany w kampanii wyborczej przez Jarosława Kaczyńskiego. Chcąc nie chcąc, Komorowski zamienia fatum w partyjny pucz. Powtarzam, łatwo mógłby się z tego wywinąć, wciągając PiS, SLD, PSL do współpracy i współodpowiedzialności - zauważa Michalski. - W najgorszym dla PiS wypadku Kaczyński jako kandydat na prezydenta otrzyma więcej głosów niż sondaże dawały tej formacji przed sobotnią tragedią. W najlepszym, z punktu widzenia PiS, wygra wybory prezydenckie i wybory parlamentarne. Przyłożą się do tego także "liberalne media", które dzisiejszym patosem - obiektywnie pracującym politycznie dla PiS - pokrywają własne złe sumienie wynikające z ich wcześniejszej anty-PiS-owskiej stronniczości - pisze.

Co zatem robić? Jak zatrzymać nadciągający polityczny konflikt? Michalski przyznaje, że nie widzi sposobu.

- Jeśli Jarosław Kaczyński zostanie powstrzymany, też będzie to zrobione w sposób brutalny. Młodzieżowa manifestacja przeciwko złożeniu prezydenckiej pary na Wawelu to tylko przedsmak, pierwszy łagodny podmuch nadchodzącej burzy. Po tej manifestacji muszą przecież przyjść kontrmanifestacje, takie czy inne - zauważa.

"Potrzebna koalicja normalności"

Drażnić, czy też wyciszać emocje, których nie da się spacyfikować? - zastanawia się Michalski.

- Przestrzeganie obecnej żałoby tak, jak została ona zdefiniowana, jest nakręcaniem polityki śmierci. Łamanie jej, jest mobilizowaniem drugiej strony. Nie wiem, czy politycznie rozsądniej zachowuje się Monika Olejnik nie potrafiąca ukryć swojego wzruszenia, czy autorzy KP, łącznie ze mną, którzy swoje wzruszenie potrafimy ukryć - pisze.

Według niego remedium na narastające nastroje mogłaby być koalicja środowisk, instytucji, głosów, tekstów, które zachowają potrzebny dystans. - Które będą umiały oddać hołd Lechowi Kaczyńskiemu, jednocześnie będąc w stanie powiedzieć, że nie był to przywódca miary Wawelskiej, nawet jeśli na Wawelu będzie spoczywał. Które nie wierząc w wyzwiska pod adresem Jarosława Kaczyńskiego - które powrócą i znowu będą nietrafione, tak jak były nietrafione w 2006 czy 2007 roku - jednocześnie nie dadzą się zaszantażować atmosferą żałoby i nie oddadzą władzy w jego ręce.

- Do kolejnej fazy politycznego konfliktu w Polsce muszą się przygotować wszyscy. Witajcie w niebezpiecznych czasach - kończy Michalski.



Pełna treść artykułu dostępna na www.krytykapolityczna.pl

Dostęp Premium TOK FM