"Obecna ordynacja ogranicza reprezentatywność. Nikt jej nie rozumie"

Jerzy Stępień

Jerzy Stępień (Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta)

- Chyba dorośliśmy już do tego, żeby wprowadzić dla samorządu wybory w okręgach jednomandatowych. Zróbmy to w końcu, bo w samorządach nie siedzą partie, nie siedzą procenty takie czy inne, tylko siedzą ludzie - mówił w Radiu TOK FM Jerzy Stępień, prawnik, były prezes Trybunału Konstytucyjnego. Jego zdaniem obecne prawo wyborcze ogranicza reprezentatywność w jednostkach samorządowych.
Przewodnik: Jak głosować? | Wybory: Serwis specjalny

- Obecna ordynacja wyborcza dyskryminuje małe komitety - uważa Jerzy Stępień, były prezes Trybunału Konstytucyjnego. - Jeżeli jest się w partii, to ma się lepszy dostęp do mediów, ma się również szyld partyjne - rozpoznawalny znak w całym kraju. Ponadto jest cała masa innych udogodnień, takich jak pieniądze publiczne na działalność partii, co przekłada się na finansowanie kampanii. Kolejnym plusem startu z listy partyjnej jest to, że ma się ogólnopolskie listy wyborcze - wszędzie ten sam numer. Więc w mojej ocenie ordynacja wyborcza preferuje duże partie kosztem tych małych - dodał.

Zdaniem Stępnia zmiana ordynacji jest problemem, ponieważ zrobić to może tylko parlament, a w parlamencie są partie polityczne, które dbają o swoje interesy. - Może Trybunał Konstytucyjny mógłby coś pomóc, ale tylko gdyby znalazła się w TK skarga konstytucyjna bądź wniosek pokazujący, moim zdaniem, ewidentne nierówności.

Okręgi jednomandatowe? "Zróbmy to w końcu"

- Pięcioprocentowy próg wyborczy jest zupełnie nieuzasadniony w systemie samorządowym - twierdzi Stępień. - Ogranicza on reprezentatywność społeczności lokalnej. Chyba dorośliśmy już do tego, żeby wprowadzić dla samorządu wybory w okręgach jednomandatowych. Zróbmy to w końcu, bo w samorządach nie siedzą partie, nie siedzą procenty takie czy inne, tylko siedzą ludzie. Co więcej - ci, którzy głosują są przekonani, że głosują na ludzi, a tymczasem w gminach powyżej 20 tys. mieszkańców głosują na partie - podkreślił były prezes Trybunału Konstytucyjnego.

Stępień przyznał, że pomimo iż zgadzał się z obecnie obowiązującymi przepisami dot. wyborów samorządowych, to zmienił swój pogląd. - Początkowo byłem zwolennikiem ordynacji proporcjonalnej, bo wydawało mi się, że jest bardziej demokratyczna - mówił w TOK FM. - Potem doszedłem do wniosku, że jej po prostu nikt nie rozumie. Może za wyjątkiem nielicznej grupy publicystów, polityków, ekspertów. A skoro np. profesor matematyki jej nie rozumie, to kto ją rozumie? Skoro nie rozumiemy tego podstawowego mechanizmu kreowania władzy, to dlaczego się dziwimy, że tak dużo ludzi wstrzymuje się w ogóle od udziału w wyborach? Wybory samorządowe są na poziomie 40 proc., a ostatnio było jeszcze gorzej. To jest bardzo źle. A ten wynik jest spowodowany również tym, że ludzie nie rozumieją mechanizmu legitymizacji władzy - dodał.

Również zdaniem politologa Bartłomieja Biskupa nikła jest szansa na zmianę obowiązujących przepisów. - Partie polityczne na pewno się nie zgodzą na zmianę ordynacji. Ale przypominam, że trochę inną sytuację mamy w gminach do 20 tys. mieszkańców - tam mamy system większościowy i tam rzeczywiście dużo bardziej działa to, że ktoś jest znany lokalnie.

Politolog tłumaczył, dlaczego obecnie obowiązująca ordynacja nie do końca oddaje nastroje społeczne. - Bardzo często poparcie kandydatów na prezydenta odstaje od poparcia dla ich partii w danym mieście. Np. poparcie dla Wojciecha Olejniczaka w Warszawie odstawało od poparcia SLD, więc Olejniczak ciągnie ze sobą Sojusz - mówił. - Kolejną sprawą jest współpraca burmistrza czy prezydenta z radą miejską. Prezydent ma mocny mandat, ale musi współpracować z radą i to on ponosi wszelką odpowiedzialność. Poparcie partyjne daje więc pewną stabilizację właśnie w radach - podsumował Biskup.

Zobacz także
  • Paweł Poncyljusz, Elżbieta Jakubiak i Marek Migalski Migalski: Stworzymy partię, jeżeli Polacy uznają, że mają dość nawalanki między PO a PiS
  • Fragment strony internetowej kandydatki PiS Anny Lutek Kluzik-Rostkowska, Poncyljusz i Kaczyński na jednej ulotce kandydatki PiS

DOSTĘP PREMIUM