TokFm >  Kultura

160 tysięcy po raz pierwszy... Ktoś da więcej?

Anna Legierska
23.01.2012 , aktualizacja: 29.01.2012 22:54
A A A Drukuj
Agata Kleczkowska, Bez tytułu, obraz sprzedany za 160 tys. zł Źródło: Abbeyhouse.pl Agata Kleczkowska, Bez tytułu, obraz sprzedany za 160 tys. zł
Obraz Agaty Kleczkowskiej, nikomu nieznanej studentki ASP, został sprzedany za 160 tys. zł. Takich cen nie osiągają nawet prace jej profesora, wybitnego artysty Leona Tarasewicza. Czy Kleczkowska to objawienie sztuki współczesnej? Zdaniem krytyków sztuki - nie. Ale to jedna ze stypendystek Domu Aukcyjnego Abbey House, który sprzedaje - jako pewną inwestycję - prace młodych twórców. Po niebotycznych cenach na tajemniczych aukcjach.
Stanisław Młodożeniec, Martwa Natura, obraz sprzedany za 40 tys. zł
Źródło: Abbeyhouse.pl
Stanisław Młodożeniec, Martwa Natura, obraz sprzedany za 40 tys. zł
Stanisław Młodożeniec, Hip-Hop, obraz sprzedany za 43,5 tys. zł
Źródło: Abbeyhouse.pl
Stanisław Młodożeniec, Hip-Hop, obraz sprzedany za 43,5 tys. zł
Aukcja z lipca 2011, na której obraz Agaty Kleczkowskiej osiągnął cenę 160 tys. zł. Łączna wartość  sprzedanych dzieł na tej to 293 tys. zł
Źródło: Abbeyhouse.pl
Aukcja z lipca 2011, na której obraz Agaty Kleczkowskiej osiągnął cenę 160 tys. zł. Łączna wartość sprzedanych dzieł na tej to 293 tys. zł
Anna Szprynger, bez tytułu
Źródło: Abbeyhouse.pl
Anna Szprynger, bez tytułu
Andrzej Cisowski, bez tytułu
Źródło: Abbeyhouse.pl
Andrzej Cisowski, bez tytułu
- To ceny z kosmosu - mówi Edward Dwurnik, wybitny polski malarz, którego prace zdobią zachodnie kolekcje, gabinety prezesów, a nawet ściany Pałacu Prezydenckiego.

- Rzetelne domy aukcyjne współczesną sztukę młodych artystów sprzedają za 500-1000 złotych. Są takie aukcje, gdzie cena wywoławcza to 100 złotych. Takie są realne stawki. Dlaczego kilku biznesmenów próbuje wmówić ludziom, że to, co sprzedają, to jest ta sztuka ze znakiem jakości Q? - irytuje się Monika Małkowska, krytyk i historyk sztuki. - To lansowanie nieprawdziwych wartości, robienie sieczki z mózgu.

- To nie my doprowadziliśmy do zapaści rynku sztuki, to nie my zamykamy galerie i to nie nasza wina, że artyści nie mają z czego żyć - odpiera Paweł Makowski, współzałożyciel Abbey House. - Trzymamy kciuki za cały rynek, nie interesuje nas, że w kuluarach jeden dom aukcyjny mówi źle o drugim. Powinniśmy stworzyć agencję ratingową dla sztuki, wtedy wszystko byłoby jasne.

Artysta biznesu pracuje na akord

Dom Aukcyjny Abbey House (DAAH) latem zadebiutował na giełdzie, na rynku New Connect. Ma łączyć najlepszych z najlepszymi - młode talenty z wizjonerami biznesu. Sprzedaje prace artystów, których wcześniej wypromuje. Ci artyści to zwykle młodzi ludzie, świeżo upieczeni absolwenci uczelni artystycznych, których wyłuskują polscy i zagraniczni marszandzi sztuki (m.in. Bogusław Deptuła, Marek Niemirski i - od niedawna - Wojciech Fibak).

DAAH kupiła też "Art&Business", jedyny w Polsce magazyn poświęcony rynkowi sztuki, który teraz służy firmie za trampolinę promocyjną dla swoich malarzy.

Abbey House płaci artystom (obecnie jest ich jedenastu) stałą pensję ok. 4 tys. zł za dostarczanie pracodawcom określonej puli prac, które potem sprzedawane są za wielokrotnie wyższe ceny: od kilkunastu do nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych.

- Model działania firmy Abbey House jest przejrzysty - zapewnia Paweł Makowski, jej główny założyciel i pomysłodawca. - Współpracujemy z wybranym artystą na wyłączność, wspieramy go finansowo, zapewniamy mu promocję i sprzedajemy jego prace - do każdego obrazu dołączamy certyfikat z podpisem artysty i numerem seryjnym gwarantującym jego autentyczność.

Krytycy sztuki i właściciele galerii mają jednak sporo zastrzeżeń do praktyk domu aukcyjnego.

Dwurnik: Ja klientowi nie wciskam gówna. Szprynger? Cisowski? Kto to jest?!

- Świetnie! - ocenia inicjatywę Abbey House Marek Lengiewicz, prezes największego domu aukcyjnego Rempex. - Pięcioletnie stypendia artystyczne fundowane przez firmę bardzo ułatwiają młodym start. Do tego intensywna promocja, pokazy, wystawy. Stabilność finansowa stwarza im komfortowe warunki, mogą spokojnie tworzyć i w tym czasie przekonać się, ile są warci na rynku. Oczywiście można dyskutować, czy to akurat dobry wybór. Ale kto wie, może za parę lat któryś z nich okaże się drugim Sasnalem?

- Nie ma niczego złego w tym, że artysta pracuje na zamówienie. Dobry obraz można namalować nawet w ciągu jednego popołudnia - przyznaje Edward Dwurnik i nie boli go, że ci młodzi artyści zarabiają więcej od niego. - Ale ceny tych obrazów nie przekładają się na ich wartość. Ja dbam o odbiorcę i szanuję klienta, nie wciskam mu gówna. Anna Szprynger? Andrzej Cisowski? Nie wiem, kto to jest! - oburza się Dwurnik.

Ceny obrazów Anny Szprynger z tzw. stajni Abbey House dochodzą nawet do 40 tys. zł. Za taką samą kwotę można w galerii kupić np. prace 90-letniego Stanisława Fijałkowskiego, który ma na koncie wiele ważnych wystaw.

- Anna Szprynger jest osobą bardzo młodą, wiele dobrego i złego może się jeszcze w jej twórczości przydarzyć - mówi Zuzanna Sokalska z warszawskiej galerii Art NEW Media, którą również dziwią tak wysokie ceny za prace malarki. - Dla kogoś, kto traktuje sztukę jak inwestycję, powinno być ważne, żeby kariera twórcy się rozwijała. Inaczej nikt o nim nie usłyszy i nikt w przyszłości nie będzie chciał kupować jego prac. W ten sposób dzieło sztuki zamieni się w zwykłą zdobiącą ścianę dekorację bez większej rynkowej wartości.

- Ja bym nie zaryzykował - komentuje zakup obrazu Szprynger prezes Rempexu. - Ale jeśli ktoś jest gotów zapłacić tyle za jej obrazy, nie widzę w tym nic złego.

- Na taką cenę trzeba zapracować - kontruje Sokalska. - Nie da się od razu debiutować z tak wysoką ceną. Czy chcemy w ten sposób manipulować kolekcjonerami i wmawiać im, że przez to, że obraz jest drogi, to jest dobry? Przecież nie zawsze tak jest!

Obraz nieznanego autora za 160 tys. zł? Po prostu żart

Agata Kleczkowska, studentka malarstwa ASP w pracowni Leona Tarasewicza. To właśnie jej obraz w lipcu ubiegłego roku został sprzedany za 160 tys. złotych, czyli drożej niż obrazy jej profesora.

- To najlepszy dowód, że mechanizm utyka na jedną nogę - przyznaje Monika Małkowska, historyk sztuki. - Tarasewicz to artysta wybitny, uprawia sztukę na najwyższym światowym poziomie, jego obrazy znajdują się w najważniejszych kolekcjach prywatnych i muzealnych w Polsce i na świecie. Wysoko cenią go krytycy i kolekcjonerzy. Nie może być tak, że student uzyskuje ceny, które przysługują mistrzowi. A obraz Kleczkowskiej ocenia: - Koszmar. Ja nie widzę w tym żadnej artystycznej koncepcji.

- A jak było z Romanem Opałką, dziś najdroższym polskim artystą - pyta Makowski? - W Polsce był zaszczuty przez krytyków, kolegów - przez całe środowisko sztuki. Świat docenił go dopiero, gdy wyjechał za granicę. Inny przykład? Matejko! W Londynie nikt o nim nie słyszał, bo miał kiepską promocję. Jednym się podoba Tarasewicz, drugim Kleczkowska, a jeszcze innym prace anonimowego malarza na rynku w Kazimierzu. Wszystko można zdyskredytować, tylko po co?

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    25 głosów

Komentarze (171)

  • ziarnoo

    Oceniono 35 razy 19

    oto najwazniejsze zdanie tego tekstu - To wszystko byłoby nawet śmieszne, gdyby nie psuło i tak małego już rynku - dodaje Paweł Jarodzki. - A psucie rynku to nie tylko pozbawianie dużej rzeszy artystów środków do życia, ale też pozbawianie kultury narodowej wielu ważnych dzieł. To się skończy jakimś spektakularnym upadkiem i wielu ludzi uzna, że sztuka to bardzo niedobra inwestycja. jak zawsze chodzi o kase, a dokladnie o to ze nie zarabiaja SWOJAKI. proponuje pani Makowskiej zalozyc Instytut Jjedynie Slusznej Wyceny.

    • noone13

      Oceniono 2 razy 0

      @nabijaniewbutelke
      a tam, zaraz obnaża. Art&Business z tego co mi się jakoś kołacze po głowie to jakiś biznes żony Urbana, czy coś takiego. Więc i tak wszystko w rodzinie.

  • szarlej-1

    Oceniono 33 razy 25

    Nic nowego.Kreowanie popytu poprzez walenie po rogach snobów , co zresztą trafnie ilustruje powyższe " dzieło".Jedyną , prawdziwą Sztuką w naszych czasach jest SZTUKA PRZETRWANIA ....i jak zwykle są tu artyści przetrwania ,rzemieślnicy i partacze ....

    • ciesiol

      Oceniono 1 raz 1

      @szarlej-1
      a salon mowil podobnie o pijanym Utrillu... czy syfilytycznym Touluse - Lautrec, u...........

    • szarlej-1

      Oceniono 2 razy 2

      @ciesiol
      Salon , nie salon .....Ludzie zawsze mówio i mówić będo...Niestety ..nieliczni z sensem. A Sztuka nie da się ująć w słowa.Więcej..to co dziś nie jest sztuką , jutro nią będzie gdyż nobilituje ją nasza wrażliwość i kontekst. ...Dzikus w skórze malował żyjątka na skałach jaskiń nie koniecznie myśląc o aukcjach i krytykach ...kto dziś podważy jego artyzm ? Dziś mamy przewagę magistrów sztuki nad artystami...stąd też się bierze wiele zamętu i bublomanii.

  • klara551

    Oceniono 31 razy 5

    Ktoś chciał tyle zapłacić to zapłacił . Nie ważne kto jest autorem dzieła,nie ważne co przedstawia. Ważne,że ktoś za nie zapłacił. Młodzi podpisują cyrograf za stałą pensję i mogą /chyba /pozostałe dzieła sami sprzedawać o ile ktoś je kupi.

    Pokaż starsze odpowiedzi (1)

    • arichi

      Oceniono 14 razy 12

      @karolisia777
      Jesteś naiwna myśląc, że to artystka zarobiła tyle pieniędzy :D Za tyle obraz został sprzedany przez Abbey House. Obraz mogli kupić za grosze.

    • dociekliwy70

      Oceniono 7 razy 7

      @klara551
      "Ktoś chciał tyle zapłacić to zapłacił ."

      Tak, jeśli zapłacił to rzeczywisty, końcowy nabywca. Inaczej to tylko próba sztucznego "windowania" ceny.
      Można to prosto zweryfikować wystawiając pracę do sprzedaży na wolnym rynku, poza systemem Abbey House.

    • noone13

      Oceniono 8 razy 2

      @dociekliwy70
      Poza systemem Abbey House jest tylko inny system, którego interesy reprezentuje m.in. GW. Kto broni temu systemowi stanąć do gry obok Abbey House? Niech wywalają kasę na promocję, a nie tylko korzystają z układów towarzysko biznesowych. Skoro Nieznalska może być świetną wojującą o NAJWYŻSZE wartości artystką, czy Kozyra, czy jakiś tam inny Sasnal, to może być nią również jakaś Kleczkowska. Konia z rzędem zresztą temu kto wymieni 10 różnic formalnych między boskim Dwurnikiem, a n.p. jakimś tam Cisowskim.

  • nabijaniewbutelke

    Oceniono 40 razy 30

    Nie macie co tu się gorączkować. Spece od PR Abbeyhouse zapiszą tego bloga pokrętnie pozytywnymi opiniami, znam to już. Gdzie się nie pojawi o nich krytyka - wypisują "kupowałam tam obrazy, są świetni, obsługa, ach..., inwestycja, oj...oj, wspaniała". Właśnie takimi działaniami robią z nas idiotów. Marketing, PR i można sprzedać każde g... za dowolną kwotę. Ale rynek sztuki to lata konsekwencji, przejrzystości, zaufania.... Ludzie, tacy jak Maciek Samcik, samcik.blox.pl/2012/01/Inwestowanie-w-obrazy-z-Abbey-House-wielka-okazja.html , przeanalizowali model dokładnie, polecam artykuł tym prawdziwym obrońcom AbbeyHouse, PR i tak go czytali, ale nie dali rady zagłuszyć krytyki....

    • granko333

      Oceniono 23 razy 19

      Zgadzam się z Tobą i z Samcikiem.... ten model biznesowy to oszustwo, to doradztwo finansowe nastawione na tani, wirtualny produkt (3 do 5 płócien pomalowanych przez Mr Nobody za 4000 zł - tak oni to kupują), podkręcony marketing osnuty mgłą luksusu i tajemniczości i BUUM, mają frajera za 160 000 zł za sztukę, który awansem wierzy w świetlaną karierę tej Pani X. A co do samej sztuki, nie umiem nic na ten temat powiedzieć, ale to drugoplanowe w tym skoku na frajerów z aspiracjami kolekcjonerskimi. Ludzie, otwórzcie oczy !!!!!!!!

    • my_kroolik

      Oceniono 9 razy 7

      @granko333
      Przy założeniu, że w ogóle mają frajera, a nie sprzedają te obrazy sobie nawzajem. NC to jest jedna wielka szulernia. Nie takie rzeczy tam były, żeby wspomnieć tylko Infinity niejakiego Tymochowicza Piotra. Nie zdziwię się, jeśli za jakiś czas panowie przeprowadzą mega emisję akcji na podniesienie kapitało obrotowego potrzebnego na zakup kolejnych "dzieł", a potem...

    • ranchor

      Oceniono 5 razy 3

      @nabijaniewbutelke
      ale jelen ten kto to kupił !!!!!!!!

  • nintom

    Oceniono 7 razy 7

    to bardzo ciekawe - to pokazuje kryzys rynku sztuki spowodowany spekulacją na rynku sztuki współczesnej i manipulowaniem odbiorcami sztuki. I winny jest nie tyle Abbey House ale kuratorzy wystaw, muzealnicy, krytycy nawet tacy jak między innymi Monika Małkowska w Polsce i na całym świecie. TO ONI WMAWIAJĄ W LUDZI, ŻE SZTUKA WSPÓŁCZESNA JEST NAJWAŻNIEJSZA. Nigdy tak nie było w historii, sztuka wymaga czasu. Kariera Sasnala i Damiana Hirsta to nie dowód wartości ich sztuki tylko wynik skutecznego marketingu i robienia wody z mózgu ludziom przez krytyków sztuki.
    Abbey House ma pieniądze, żeby coś sprzedać trzeba mieć pieniądze. A OBOWIĄZKIEM KRYTYKÓW, MUZEALNIKÓW I KONESERÓW jest by ludzi ostrzec i kierować ich uwagę najpierw na sztukę dawną. Dlaczego jest coraz mniej wystaw sztuki dawnej - i cały czas trąbi się tylko o sztuce współczesnej ? A co jest takiego wielkiego w Sasnalu pani Moniko ?

  • mirror_6

    Oceniono 13 razy 7

    Sztuka to także towar. Jest tyle warty ile ktoś jest w stanie zapłacić.

  • numer37

    Oceniono 11 razy 9

    "Młodożeniec to malarz wtórny, naśladuje artystów, których znamy, jego obrazy to wariacje na temat Paula Klee." mówi Małkowska. Oczywiście wobec waszego autorytetu: "Edward Dwurnik, wybitny polski malarz, którego prace zdobią zachodnie kolekcje, gabinety prezesów, a nawet ściany Pałacu Prezydenckiego." Który to właśnie Edward Dwurnik pół życia malował jak Nikifor a jak zaczął się gorzej sprzedawać zaczął malować jak Jackson Pollock :) Faktycznie wybitny i wyjątkowo ORYGINALNY malarz. Więc jaka jest między nimi różnica i dlaczego jeden może zarabiać dużo na wtórności a drugiemu zabraniacie????
    A dlaczego nie potraktować tego co robi Abbey House jako zabawy i performance - i w gruncie rzeczy czym różni się wystawienie "10.000 zł" Oskara Dawickiego od wystawienia Agaty Kleczkowskiej za 160 tys.?
    Przyznam że mnie to bawi :))))

  • numer37

    Oceniono 11 razy 9

    ...i zapomniałem dodać że obraz Agaty Kleczkowskiej bardzo mi się podoba - jest cudnie ironiczny - i wolałbym go mieć na ścianie niż jakikolwiek obraz Dwurnika

  • ippix

    Oceniono 11 razy 9

    Jak ktoś chce za jelenia zapłacić setki tysięcy - proszę bardzo, droga wolna, jego wybór. Nie rozumiem tej burzy. Znaczy, trochę rozumiem... klika krytycy + "uznani artyści" czuje, że im ktoś kasę spod nosa podbiera. Ja natomiast nie rozumiem (w dobie obierania ziemniaków w Zachęcie), dlaczego jakaś jedna z drugą panią ma mi mówić co sztuką jest, a co nie jest. Od zawsze istniały mecenaty i od zawsze artyści byli od tego, żeby swoim mecenasom malować ładne obrazki na sciany. Po wielu latach państwo krytycy robią mądre miny i mówią, ze to doskonałe dzieła, a powstały jako "lanszafcik" nad kominek. Powtórzę: jeżeli ktoś uznaje, ze chce kupić obraz (jakikolwiek) za dowolnie wysoką cenę, ma do tego prawo i teksty w stylu: "takk nie może być" to jak wygrażanie ięścią, ze w dzień jest jasno, a w nocy ciemno.

  • kkkooolll3

    Oceniono 5 razy 1

    Wiem co teraz będzie Artyści założą stowarzyszenie i będą decydować co za ile i kto może sprzedawać i to wszystko w imię ochrony konsumenta. Tak jak w innych zawodach np. Adwokaci, Notariusze itp. Towar jest wart tyle ile ktoś za niego zapłaci i koniec kropka. Nie zmam się na malarstwie ale zadałem sobie troszkę trudu i porównałem parę malowideł znanych i nie znanych artystów. I szczerze mówiąc to wszystko wielka ściema. Mam wrażenie że taki współczesny obraz to sam mogę sonie nagryzmolić. Wystarczy troszkę wyobraźni, a umiejętności no cóż popatrzcie sami. artyzm.com/obraz.php?id=12698

Skomentuj:

Musisz się zalogować, by dodać komentarz. Jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX