Karin Stanek nie żyje

Karin Stanek na początku lat 60.

Karin Stanek na początku lat 60. (Fot. YouTube)

Nie żyje Karin Stanek. Piosenkarka zmarła we wtorek rano w niemieckim szpitalu, gdzie od trzech tygodni leczyła się na zapalenie płuc. Informację o śmierci artystki podało Polskie Radio.
Menedżerka i przyjaciółka piosenkarki Anna Kryszkiewicz powiedziała Informacyjnej Agencji Radiowej, że pogrzeb artystki odbędzie się w sobotę w Niemczech. Rodzina piosenkarki nie życzy sobie jednak, żeby ujawniać dokładne miejsce pochówku.

Karin Stanek debiutowała w 1962 roku. Zaśpiewała piosenkę "Jimmy Joe". Nazywano ją "Dziewczyną z Bytomia". Jej kucyki, dżinsy i śląskie zaciąganie budziły skrajne emocje, z przewagą entuzjazmu. W latach 1962-69 była wokalistka zespołu Czerwono-Czarni. Po odejściu z zespołu występowała solo oraz z zespołami The Samuels, Aryston, Inni oraz Schemat. Od 1976 roku mieszkała w Niemczech. Do jej największych przebojów należały takie utwory jak "Chłopiec z gitarą", "Jedziemy autostopem", "Malowana lala".

W rozmowie z "Gazetą Wyborczą" w połowie poprzedniej dekady mówiła, że śpiewaczka operowa, a prywatnie żona Jana Kiepury, Mártha Eggerth przepowiadała jej światową karierę. Jednak na drodze stanęły ograniczenia w wyjazdach zagranicznych, jakie mieli w latach 60. polscy obywatele.

- Karin Stanek była dynamitem polskiej estrady lat 60, miała ogromny wpływ na to jak brzmiała muzyka bigbitowa i co wówczas śpiewano - wspomina dziennikarz muzyczny Polskiego Radia Paweł Sztompke. Piosenkarka debiutowała na scenie w roku 1962, a więc okresie bardzo ważnym dla polskiej muzyki młodzieżowej, kiedy rodziło się nowe brzmienie - polski bigbit. - Jeśli można powiedzieć, że Katarzyna Sobczyk była gwiazdą to Karin, była autentyczną dziewczyną z gitarą - mówi Sztompke. Jak wspomina Maria Szabłowska, Karin Stanek była artystką szalenie spontaniczną, o niesamowitej choreografii estradowej. Była fontanną radości, piosenkarką tak pełną energii, że dosłownie ją rozsadzało. Stała się jednym z symboli bigbitu, właśnie dzięki temu, że była taka wyrazista. Karin nie wchodziła na estradę, ona na nią wskakiwał, muzyka ją niosła - mówi Szabłowska.

DOSTĘP PREMIUM