Udało się, dzięki działaniom Polski wspomaganej przez Komisję Europejską i Parlament Europejski, uniknąć najgorszego - silnego podziału Europy. Wynegocjowany pakt fiskalny minimalizuje więc szkody, który mogłaby wyrządzić jego pierwotna wersja. Jednak przyszłość samego paktu i Europy z paktem jest dzisiaj bardzo niejasna. Przede wszystkim w niektórych krajach mogą pojawić się problemy z jego ratyfikacją.
Pakt fiskalny może być nawet renegocjowany, jeżeli prezydenckie wybory we Francji wygra François Hollande, lewicowy kandydat na prezydenta.
Zakładając, że ratyfikacje przebiegną pomyślnie, nie wiemy jak w praktyce będzie wyglądała realizacja zapisów traktatu. Wiele z nich jest bowiem bardzo ogólnych i mogą być w bardzo różny sposób interpretowane. Ustalono, że różne decyzje i polityki będą podejmowane i uzgadniane w odrębnych gremiach. Jednak polityki te zachodzą na siebie i bardzo trudno oddzielić, które zostaną określone jako bezpośrednio związane z kryzysem, dyscypliną budżetową, a które ze wzrostem i zatrudnieniem. Będziemy też mieli cztery typy głównych ciał decyzyjnych - spotykać się będzie cała Rada Europejska, czyli wszystkie 27 głów państw; będą spotkania przedstawicieli eurozony; spotkania eurozony "plus", czyli krajów które podpisały pakt fiskalny i do tego
Wielka Brytania, która powoli przybiera status obserwatora, a nie członka Unii Europejskiej. Nie wiadomo czy nie dołączą do niej
Czechy.
Dzięki premierowi Donaldowi Tuskowi, jak podkreślały różne grupy polityczne w czasie dyskusji w Parlamencie Europejskim, udało się zapobiec podziałowi Europy. Jednak, choć podziały te są mniejsze niż pierwotnie proponowała
Francja, to i tak Europa jest bardziej podzielona niż przed kryzysem.
Nowe zapisy paktu mają być włączone do głównych traktatów unijnych za pięć lat, tak jak to było z traktatem z Schengen. Ale to praktyka przesądzi, jak naprawdę będzie wyglądała Europa po przyjęciu paktu fiskalnego.
Ważny jest też sygnał, który otrzymały społeczeństwa: niektóre kluczowe kraje Unii Europejskiej, np. Francja, wyraźnie opowiadają się za Unią podzieloną. Pierwszy raz tak głośno i wyraźnie się o tym mówiło. Teraz będziemy ratyfikować dokument, który wzmacniając dyscyplinę budżetową, ma niewiele wspólnego z wartościami takimi jak solidarność i otwartość. Sygnał ten niewątpliwie też będzie dobrze słyszany przez tych, którzy nie są zainteresowani wzmacnianiem europejskiej polityki energetycznej czy polityki spójności. Konsekwencje tego kryzysu mogą więc być negatywne i długofalowe.