Kacper Merk: Plan minimum na pierwszą rundę chyba wykonaliście ? Bogdan Wenta: Założenia były trochę inne, ale wszystko zagmatwał nam pierwszy mecz z Serbią. I nie chodzi tu nawet o porażkę, ale o styl jaki zaprezentowaliśmy. Dwa kolejne spotkania były już dużo lepsze, bo zespół walczył o każdy centymetr parkietu; owszem, nie zawsze przynosiło to zamierzone efekty, ale w pojedynkach ze Słowacją i Danią ambicji nie można nam odmówić. I może dlatego "Bóg piłki ręcznej" wynagrodził nam to zaangażowanie w końcówce meczu z Danią.
Przed nami teraz inna skandynawska drużyna, Szwecja. - To najspokojniejszy z przeciwników w drugiej rundzie; mają bardzo ułożony zespół, który charakteryzuje się wysoką kulturą
gry. Dzięki temu wiemy, jak zagrają, czego nie da się powiedzieć na przykład o Macedonii.
Szwecja to drużyna słabsza od Danii ? Moim zdaniem nie. Co prawda na mistrzostwach nie ma Jonasa Kallmana, który nie dość, że zawsze narzucał sporo bramek, to jeszcze przy swoich warunkach fizycznych i zasięgu ramion był bardzo nieprzyjemnym obrońcą, ale Szwedzi mają go kim zastąpić. W obronie grają podobnie do nas, strefą sześć-zero, popartą bardzo dobrą postawą bramkarzy. Kluczem do zwycięstwa będzie więc nasza skuteczność, bo z gry w defensywie jestem na razie zadowolony, wszak tracimy średnio 22-24 bramki na spotkanie. Okazało się też, że potrafimy grać z jednym wysuniętym obrońcą, ale czy to będzie też plan na Szwecję - tego jeszcze nie wiemy.
Wszystkie mecze w drugiej fazie gramy o 16:15. To ma jakieś znaczenie? Dla nas ogromne i niestety, nie jest to dobra godzina, bo musimy teraz przeorganizować cały plan dnia - na przykład
obiad będzie podawany dwie godziny wcześniej. Lepiej było grać wieczorem, bo wtedy mieliśmy więcej czasu na regenerację i dłuższe przerwy między posiłkami, ale przecież nie ma wyjścia i trzeba grać wtedy, kiedy jest nam to wyznaczone.
Wraz z awansem do drugiej rundy zmieniamy też halę. Z ośmiotysięcznej przenosimy się do mogącej pomieścić dwadzieścia trzy tysiące fanów Belgrad Areny. Grał Pan już kiedyś w tak dużym obiekcie ? Tak, w Kairze, gdzie wedle organizatorów bywało trzydzieści tysięcy widzów. Ale ani na mnie, ani na zawodnikach nie ma to prawa robić wrażenia. Gdy graliśmy na mistrzostwach świata w Niemczech hale też wydawały się olbrzymie. Specjalnie mierzyliśmy wtedy boiska i okazywało się, że są takie same jak w Legnicy czy Głogowie. Jedyna zmiana jest więc taka, że za końcową linią siedzi nie trzysta osób, a kilkanaście tysięcy. Jeżeli jednak będziemy potrafili ułożyć to w głowach, to będzie dla nas jeszcze większa motywacja.