Dewastacja w Jedwabnem. "Obrzydliwość". "Ruch im. Lecha Kaczyńskiego powinien zareagować"

- Lech Kaczyński miał wielkie zasługi w odbudowie stosunków polsko-żydowskich. Tym bardziej oczekiwałbym reakcji ruchu jego imienia na dewastację pomnika w Jedwabnem - powiedział Adam Szostkiewicz z "Polityki" w Poranku Radia TOK FM. Publicyści rozmawiali też o przedwyborczej porażce Marka Jurka i Korwin-Mikkego.


Nieznani sprawcy zniszczyli w Jedwabnem pomnik upamiętniający mord dokonany 70 lat temu na Żydach przez ich polskich sąsiadów. Zniszczenia są na pomniku oraz na ogrodzeniu z kamiennych bloczków, które stoi na obrysie dawnej stodoły, w której 10 lipca 1941 roku spalono miejscowych Żydów.

"Prezydent Kaczyński był tamą dla radykalnych środowisk"

- To obrzydliwe. Czy to klimat kampanii wyborczej, czy już typowo polski obrazek, że od czasu do czasu pomniki są dewastowane? - pytała gości Janina Paradowska.

- Wydaje mi się, że takich elementów antysemickich jest coraz więcej w ostatnim czasie - powiedział dziennikarz 'Gazety Wyborczej" Paweł Wroński. - Ależ jest ich zdecydowanie mniej niż 10-15 lat temu! - zaoponował Bogusław Chrabota z "Polsatu".

- 15 lat temu - tak. Ale mieliśmy potem taki moment uspokojenia. Dobrą rolę odegrał wtedy m.in. Lech Kaczyński. Prezydent był tamą dla części środowisk prawicowych. A teraz zaczyna to znowu odżywać na stadionach i w publicznych zachowaniach - mówił Wroński, który wydarzenia w Jedwabnem nazwał "wstrząsającymi".



Zgodził się z nim Adam Szostkiewicz - Trzeba oddać Lechowi Kaczyńskiemu, że ma poważne zasługi w odbudowie stosunków polsko-żydowskich i na linii Polska - Izrael. Tym bardziej na to, co się stało w Jedwabnem, oczekiwałbym reakcji ruchu im. Lecha Kaczyńskiego - powiedział.

Ruch im. Lecha Kaczyńskiego powstał po tragicznej śmierci prezydenta. Ma na celu propagowanie jego idei. Wraz z Klubem Gazety Polskiej i stowarzyszeniem Solidarni 2010 powołał on ostatnio społeczną inicjatywę "Uczciwe wybory", której celem jest kontrola przebiegu i wyników wyborów.

Rasistowskie wystąpienia elementem kampanii wyborczej?

Białostocka policja zajmuje się ostatnio nie tylko dewastacją pomnika jedwabieńskich Żydów, ale też wyjaśnianiem innych incydentów o charakterze rasistowskim, do których doszło ostatnimi czasy w województwie. Chodzi m.in. o zamalowanie litewskich nazw miejscowości na 28 tablicach w gminie Puńsk na Suwalszczyźnie licznie zamieszkiwanej przez mniejszość litewską, faszystowskie napisy na synagodze w Orli czy podpalenie Centrum Kultury Muzułmańskiej w Białymstoku.

- To może być podszyte elementem prowokacji politycznej - ocenił Adam Szostkiewicz. Bogusław Chrabota doradzał wstrzemięźliwość sądów: - Najpierw przyjrzyjmy się, czy takie zdarzenia będą się pojawiały częściej. Dopiero wtedy można to łączyć z kampanią wyborczą.

"Jurek i Korwin-Mikke przegrali na własne życzenie, nie stworzyli struktur"

Do ostatniej chwili o rejestrację list w całym kraju walczyła Nowa Prawica Janusza Korwin-Mikkego i Prawica RP Marka Jurka. Nie udało się. Ta pierwsza zarejestrowała listy w 19 okręgach, druga w 14 - podaje "Gazeta Wyborcza".

- Brak Marka Jurka i Janusza Korwin-Mikkego jest dla mnie zaskoczeniem. Widziałbym ich obu w parlamencie, mogli zagrać o te 5 proc. - powiedział Bogusław Chrabota. - Jeśli osoba tak popularna, jak Korwin-Mikke, który zyskał 4. wynik w kampanii wyborczej, nie może na czas zebrać podpisów, to znaczy, że nie stoją za nim żadne poważne struktury. Mamy dowód na to, że właśnie struktury partyjne to fundament dzisiejszej demokracji - dodał dziennikarz Polsatu.

- Ja nad tym nie ubolewam, że jest mniej komitetów ogólnopolskich. Zmniejsza się wyraźnie liczba drobnych partii politycznych o różnych odcieniach - powiedział Adam Szostkiewicz. - Jeśli brakuje listy Marka Jurka czy Korwin-Mikkego, to na ich własne życzenie. Nie zbudowali tych struktur, więc ich nie mają. To też lekcja demokracji - podsumował publicysta.

Młodzi nie zagłosują. "Wyżywają się w internecie i to im wystarczy"

Paweł Wroński podkreślił, że Korwin-Mikke cieszy się nadzwyczajną popularnością w środowisku najmłodszych wyborców, w wieku 18-24. - Fakt, ze nie udało u się zebrać podpisów, może świadczyć o tym, że ta grupa ludzi nie jest szczególnie chętna do udziału w życiu politycznym. Deklaruje swoje sympatie, ale do wyborów już nie pójdzie - mówił dziennikarz "GW". - Wyżywają się w internecie i to im wystarczy - dodał Szostkiewicz.

Aby zarejestrować listy w całym kraju, trzeba było zebrać 5 tys. podpisów poparcia w co najmniej połowie z 41 okręgów wyborczych. Obie partie mają więc niewielkie szanse na wejście do parlamentu, bo tylko komitety ogólnopolskie mają prawo do darmowego czasu antenowego w mediach publicznych.

Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM