"To nie kwestia bezrobocia, ale istnienia społeczeństwa" - o umowach śmieciowych w TOK FM

- Niestabilne warunki zatrudnienia powodują, że ludzie nie są w stanie funkcjonować. Ludzie nie mają mieszkań, nie zakładają rodzin. To już nie kwestia bezrobocia, ale istnienia społeczeństwa. My w ogóle nie zdajemy sobie sprawy, jak olbrzymim obciążeniem będzie ta powstająca luka demograficzna - powiedział Maciej Gdula z "Krytyki Politycznej". W Komentarzach radia TOK FM rozmawiał z dziennikarzem Łukaszem Guzą z "DGP" o "umowach śmieciowych".
- W 2002 r. bezrobocie w grupie osób od 15 do 24 roku życia było 43 proc., w grupie 25-34 - 21 proc. Teraz spadły wskaźniki do 21 i 10 proc. Poważnym zagrożeniem jednak jest to, że osoby pracujące na kontraktach terminowych są gorzej traktowane niż te zatrudnione na stałe. Mają problemy z kredytem i często podejmują później decyzję o usamodzielnieniu się - mówił Łukasz Guza, zastępca kierownika działu Praca Dziennika Gazety Prawnej. Podkreślił też, że nie można wrzucać do jednego worka umów na czas określony (dających większą ochronę pracownikowi) oraz umów prawno-cywilnych (o dzieło i umowy-zlecenia).

- Być może spadło u nas bezrobocie, ale w Hiszpanii która ma równie elastyczny kodeks pracy, sytuacja młodych nie jest różowa i tłumy na ulicach to efekt tych rozregulowań rynku pracy.

Potrzebne jest systemowe rozwiązanie, które wyprowadzi nas z tej patowej sytuacji - powiedział Gdula.

"Umowy śmieciowe" to ratunek dla młodych

Według Łukasza Guzy są dwa wyjścia. - Środki miękkie w postaci zachęt dla firm jak ulgi czy zwolnienia z oskładkowania w pierwszym roku stałej pracy na czas nieokreślony. Albo twarde, systemowe zmiany. Tu potrzebna jest debata związków zawodowych i organizacji pracodawców: czy chcemy mieć rynek pracy, w którym b. silną ochronę mają tylko osoby zatrudnione na czas nieokreślony, czy taki, gdzie każdego rodzaju umowę można dość łatwo rozwiązać, ale za to pracodawcy nie boją się ich podpisywać, nie szukają obejść przepisów ani nie schodzą do szarej strefy - powiedział Łukasz Guza.

Dziennikarz "DGP" podkreślił, że nie powinno się używać terminu "umowy śmieciowe", bo likwidują one największe zagrożenie dla młodych - bezrobocie. To dzięki nim młodzi mogą w ogóle wejść na rynek pracy. - Nie wylewajmy dziecka z kąpielą i nie likwidujmy umów na czas określony. Raczej zastanówmy się jak zachęcić pracodawców do przekształcania ich w umowy stałe - przekonywał Guza.

To nie kwestia wzrostu gospodarczego, ale istnienia

- To może nie warto ich krytykować, skoro alternatywą jest bezrobocie? - zwrócił się do Macieja Gduli prowadzący program.

- Gdyby ludzie, którzy zaczynają od śmieciowych umów, przechodzili łatwo po jakimś czasie na umowy stałe... Tak się niestety nie dzieje - odparł działacz "Krytyki Politycznej". - Niestabilne warunki zatrudnienia rozciągają się na kolejne lata i ci ludzie nie są w stanie funkcjonować. To nie jest kwestia bezrobocia lub jego braku, ale tego, czy będzie istnieć jakaś tkanka w obrębie której funkcjonuje gospodarka. My w ogóle nie zdajemy sobie sprawy, jak olbrzymim obciążeniem będzie ta luka demograficzna. Ludzie nie zakładają rodzin, nie mają mieszkań.

To nie jest kwestia tego, czy będziemy mieli 3 czy 5 proc. wzrostu gospodarczego, to kwestia istnienia. Te tłumy na ulicach zachodniej Europy to ludzie, którzy zdali sobie z tego sprawę. Oni mówią: "My już tak nie chcemy żyć. Obiecywaliście nam dobrobyt i stabilność."

Krytyka vs Orliński. Kto ma idee, a kto pieniądze

Pretekstem do rozmowy na antenie Radia TOK FM był felieton Wojciecha Orlińskiego w "Gazecie Wyborczej", w którym komentuje neoliberalny ton wypowiedzi nieformalnego rzecznika "KP". Chodzi o dyskusję, jaka się przetoczyła przez Facebooka o tym, czy "Krytyka Polityczna" może zatrudniać w swojej kawiarni osoby na umowy śmieciowe i jak w świetle takich działań wyglądają ferowane przez nią hasła.

- Wygląda na to, że Krytyka Polityczna jest już na prawo od Platformy Obywatelskiej, bo w kwestii umów śmieciowych potrafi tylko powtórzyć klasyczne hasło Margaret Thatcher: "nie ma żadnej alternatywy" - skomentował kąśliwie Orliński.

Maciej Gdula nie pozostał mu dłużnym. - Wojciech Orliński, który tak atakuje "Krytykę" jest cynglem establiszmentu. Kiedyś miał ideę, ale wybrał pieniądze. Ma teraz dysonans poznawczy i musi się wyżyć na tych, którzy jeszcze maja idee i siłę, żeby cos robić. To dosyć obrzydliwe - powiedział Gdula na antenie radia TOK FM.

Dostęp Premium TOK FM

Serwis informacyjny

Komentarze (2)
"To nie kwestia bezrobocia, ale istnienia społeczeństwa" - o umowach śmieciowych w TOK FM
Zaloguj się
  • kontra.punkt

    0

    Po pierwsze: statystyki są do niczego, gdyż polskie prawodawstwo zabrania zatrudniania 15- latków. Po drugie - zdecydowana większość nastolatków się uczy, a jeszcze niedawno męska część szła do wojska, więc nie mogła pracować. Co do Thatcherowej: swoją polityką postawiła n nogi brytyjską gospodarkę, w tym również górnictwo (od czasów jej rządów ciągle jest dochodowe) która wcześniej była targana strajkami związkowców. Największą wadą umów śmieciowych jest brak możliwości otrzymania najdrobniejszego kredytu - nie tylko hipotecznego na mieszkanie ale i gotówkowego na remont tegoż mieszkania. Ale to wina niespójnego prawa finansowego, a więc i samych wyborców. Dlaczego? Prawo jest tworzone przez parlament, a w parlamencie zasiadają ludzie z wyboru- więc ktoś ich musiał tam wybrać.

  • mercurossaurus

    0

    To często kwestia istnienia/nieistnienia małej firmy na początku swojej drogi. Zatrudnienie człowieka pociąga za sobą taką inercję zobowiązań, że bardzo często staje się barierą w jej rozwoju. Umowy śmieciowe są bardzo potrzebne a dobre warunki na rynku pracy zapewnić powinny inne rozwiązania. Jakie? Są ludzie, którzy biorą duże pieniądze za to, żeby rozwiązywać takie problemy. Zakaz nie rozwiązuje problemu tylko go przykrywa.".... mamy czyste sumienie, przecież zakazaliśmy....."

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX