Sabina, lat 30. Waga: 250 kg plus

Joanna Mąkosa, Kraków, map
07.10.2011 , aktualizacja: 08.10.2011 15:02
A A A Drukuj
Marek i Basia. od kwietnia pomagają matce Sabiny i jej samej, choć mają własne dzieci wymagające opieki Marek i Basia. od kwietnia pomagają matce Sabiny i jej samej, choć mają własne dzieci wymagające opieki
Najpierw złamało się pod nią łóżko. Przez wiele miesięcy leżała na podłodze, na cienkiej gąbce. Od czterech lat nie była na spacerze. Nie jest w stanie dojść do toalety, załatwia się do reklamówki. Lekarz rodzinny tam nie chodził, bo się brzydził. MOPS nie dostrzegł "wielkiej tragedii". Strach pomyśleć, co by się stało, gdyby przed Wielkanocą Marek nie spotkał w sklepie matki Sabiny...
Podczas trzytygodniowego pobytu Sabiny  w szpitalu, Marek z Basią zrobili w jej mieszkaniu remont
Podczas trzytygodniowego pobytu Sabiny w szpitalu, Marek z Basią zrobili w jej mieszkaniu remont
Kraków. Malutkie mieszkanie, pokój z kuchnią. Już od progu uderza okropny zaduch. Okno jest szczelnie zamknięte, w kącie włączona farelka, bo pani Wandzie ciągle zimno. Przy ścianie, na specjalnie wzmocnionej wersalce leży jej córka, 30-letnia Sabina. Ma na sobie tylko koszulkę, dużo za małą, poplamioną. - Basiu, prześcieradło trochę pobrudziłam, bo jadłam wczoraj zupę, zmienimy? - pyta sąsiadkę, z która przyszłyśmy w odwiedziny. Uśmiecha się i przełącza kanały w tv. Od niedawna ma kablówkę, to dobrze, jest więcej kanałów. Leży na brzuchu, w innej pozycji ma problem z oddychaniem. Przy łóżku trzy butelki coli, batony, czekolada i chipsy schowane w metalowej skrzyneczce. Przykryte gazetami, żeby Basia się nie złościła. Ile waży Sabina? Dokładnie nie wiadomo, skala szpitalnej wagi skończyła się na 250 kg. Doktor w karcie wpisał 250 plus.

Przed świętami zepsuł się telewizor. Wtedy Marek zobaczył Sabinę...

- Mamę Sabiny spotkałem w osiedlowym sklepie, jakoś zaraz przed Wielkanocą - opowiada Marek, który mieszka dwa bloki dalej. - Wyglądała bardzo źle, zaniedbana, rozkojarzona, zmęczona. Mówiła, że zepsuł się jej telewizor, że ma chore dziecko, a przed świętami serwis nie może przyjechać.

Marek zaoferował pomoc. Kiedy wszedł do mieszkania pani Wandy zaniemówił. - To co tam zobaczyłem, przechodziło ludzkie pojęcie - mówi. - Na ziemi, na kilkucentymetrowej gąbce leżała Sabina. Wokoło smród, brud, wszy, bałagan. Warunki takie, że zwierzęta nieraz lepiej żyją.

Jeszcze tego samego dnia razem z żoną Basią przywieźli Sabinie materac z działki. Od tego czasu przychodzili do niej prawie codziennie.

- Dreszcz mnie przechodzi, jak sobie to przypomnę - wspomina Basia. - Paznokcie nie obcinane od wielu miesięcy, odleżyny takie, że w ranę można było włożyć dłoń. Nic dziwnego, skoro prawie cztery lata spędziła w jednej pozycji.

Pani Wanda smaży racuchy, ze śmietaną. Donosi Sabinie do łóżka. - Ona jest całkowicie bezradna - Basia patrzy ze współczuciem na panią Wandę. - Sabina, jak nie dostanie tego, co chce, robi jej karczemne awantury. Krzyczy, terroryzuje ją, a matka nie ma znikąd pomocy. Rodzina jej nie odwiedza, sama ma problemy ze zdrowiem i po prostu sobie nie radzi - ocenia Basia. - Kocha Sabinę, ale nie ma siły się nią opiekować. Chce dla niej dobrze, ale niestety nie wie, co jest dla niej dobre.

Pracownicy MOPS też byli u Sabiny. Nic nie zauważyli

Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej przy ul. Jerzmanowskiego. Rozsypujący się stary barak obity blachą. Tu jest dokumentacja przypadku Sabiny i Wandy. Panie z MOPS-u świetnie znają tę sprawę. - Tam nie był nigdy robiony wywiad środowiskowy - przyznaje młoda dziewczyna w okularach. - Ale niektóre opinie o pani Sabinie są mocno przesadzone, powiem pani. Ja byłam u nich z koleżanką i nie stwierdziłyśmy, że się tam jakaś wielka tragedia dzieje. Poza tym one nie chciały naszej pomocy - rozkłada ręce.

W dokumentach jest jasno napisane. Po raz pierwszy pracownik socjalny zapukał do drzwi Sabiny i jej matki w 2009 r. Sabina leżała już wtedy od dwóch lat.

- Nie stwierdził istotnego zagrożenia, w związku z tym zaprzestał działań w tym środowisku - twierdzi dyrektorka krakowskiego MOPS Józefa Grodecka.

Ale zagrożenie było. - Człowiek jest zaprojektowany na kilkadziesiąt kilogramów, jeśli waży cztery czy nawet pięć razy więcej, to jego serce musi przepompować krew przez taką masę - wyjaśnia doktor Igor Bień, diabetolog z krakowskiego szpitala uniwersyteckiego. - I w takim przypadku zagrożenie jest nie tylko serce i naczynia, ale kręgosłup, stawy, do tego dochodzi choćby cukrzyca i czynnik ryzyka zgonu u takiego chorego dramatycznie rośnie.

Poziom cukru Sabina ma bardzo wysoki. Grozi jej utrata wzroku i amputacja nogi.

Lekarka: nie pójdę, bo tam jest brud i wszy

Od kwietnia Basia z siostrą Agatą i mężem Markiem przychodzili do Sabiny na zmianę. Myli ją, kupowali lekarstwa, wymieniali pościel, kupili łóżko, odmalowali ściany. - Ten materac, na którym leżała, był całkiem zasikany, do niczego się nie nadawał. Ona nie jest w stanie wstać do toalety, załatwia się do reklamówki - opowiada Agata. - Musieliśmy coś zrobić, nie mogliśmy na to patrzeć.

O interwencję prosili lekarza pierwszego kontaktu z przychodni, do której należy Sabina - Od pani doktor usłyszeliśmy, że ona tam już była i więcej nie pójdzie, bo tam jest brud i wszy, a poza tym Sabina do szpitala iść nie chce - mówi Basia. - Za drugim razem przyszliśmy do przychodni z panią z MOPS-u, to nie miała wyjścia, musiała pójść do Sabiny. Wtedy dopiero wypisała skierowanie do szpitala. To było w kwietniu tego roku.

Pani doktor K. nie chce komentować sprawy: - Wydaje mi się, że zrobiłam wszystko co mogłam, ale ta rodzina w ogóle nie stosowała się do zaleceń - ucina rozmowę przez telefon.

Sabina: Chciałabym jeszcze kiedyś pójść do dyskoteki

Sabina zawsze była duża. Z wiekiem tyła i tyła. Jadła same słodycze. Dopóki chodziła, kupowała je sama. - Na początku matka próbowała ją powstrzymywać, ale wtedy Sabina potrafiła uderzyć panią Wandę nawet w sklepie, przy ludziach - opowiada Basia. - A biła mocno, dlatego matka szybko się poddała. Cztery lata temu, kiedy przyszła zima, a temperatury spadły do minus 20 stopni, Sabina osiągnęła taką wagę, że nie miała co na siebie włożyć. Wszystkie ciepłe ubrania były na nią za małe. I więcej z domu nie wyszła. Przez zimę przytyła tak, że nogi odmówiły jej posłuszeństwa. Stawy nie wytrzymały ciężaru. Pewnego dnia przewróciła się w przedpokoju. Od tej pory już tylko leży.

Jeśli nie je i nie ogląda telewizji strasznie się nudzi. Często przegląda stare zdjęcia, z czasów, kiedy jeszcze chodziła. - O, tutaj jestem na dyskotece pod Jaszczurami - pokazuje nieostrą fotografię. - Miałam czerwone włosy, zafarbowane, piłam nawet piwo, fajnie wtedy było - uśmiecha się Sabina. Chciałaby jeszcze pójść do dyskoteki. Lubi towarzystwo. Cieszy się z każdych odwiedzin. Na telefon od Basi czeka czasem cały dzień. - Pomagam jej, jak tylko potrafię, ale też mam rodzinę, dwie córy, pracuję, nie mogę cały czas przy niej być - tłumaczy Basia.

Podziel się

  • 50
  • 18
  • 12
  • 19
  • 262
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    94 głosy

Skomentuj:

Musisz się zalogować, by dodać komentarz. Jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.

Komentarze (5)

  • avatar

    bm-10zradomska

    0

    Oto za co biorą w Polsce pieniądze ludzie opłacani z publicznych pieniędzy. Ktoś powinien odpowiedzieć za te zaniechania . A w ogóle pracownicy opieki społecznej w Polsce to temat na pracę doktorską

  • avatar

    miki0011a

    Oceniono 3 razy 1

    artykuł nie zgodny z prawda, cytaty wyjęte z kontekstu jak to zawsze bywa :) gratuluje autorowi wyobraźni :)

  • avatar

    hittheroadjack

    Oceniono 2 razy 2

    Są ludzie, którzy potrafią bezinteresownie pomóc !!! Podziwiam

  • avatar

    liquid_force

    Oceniono 3 razy -3

    tak na oko to zespół pradera-williego...

    • avatar

      a.zie.g

      Oceniono 6 razy 6

      tak na oko to zespół rozpieszczonego dziecka i uległej matki, który przerodził się w jakąś masakrę...

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Wiadomości dnia

Infografika