Syberia cierpi - wywiad z pisarzem i podróżnikiem Colinem Thubronem

Pozostałości po obozach karnych, zapomniane miasta i zapadłe dziury. Miejsca pełne życiowych outsiderów, zniszczonych przez czas - i czasy. Milczące ofiary przemian w miejscu zawieszonym między Europą i Azją. O nich pisze Colin Thubron, autor książki ?Po Syberii?. O wspomnieniach sprzed lat, ostatnim Rasputinie, beznadziei i swoich literackich wyborach 72 letni angielski pisarz, komandor Orderu Imperium Brytyjskiego opowiada Łukaszowi Wojtusikowi.
Łukasz Wojtusik: - Zbierzmy fakty. Dlaczego za cel swojej podróży obrał Pan Syberię?

Colin Thubron: - Byłem zaskoczony, kiedy okazało się, że można już podróżować w ten rejon świata. Zawsze przypuszczałem, że Związek Radziecki w końcu padnie. I nagle po 1989 roku pojawiła się możliwość, żeby tam pojechać. Samemu. Tam, na Syberię. Nie mogłem się oprzeć, mam naturę podróżnika. Poza tym chciałem się przekonać, jak różna jest Syberia, co oddziela ją od zachodniej Rosji, gdzie w tym czasie sytuacja była trudna, zarówno ekonomicznie jak i duchowo. Chciałem zobaczyć, czy Syberia w jakiś sposób uciekła od tego, co się działo na Zachodzie.

To co Pan znalazł i opisał przynosi czytelnikowi bardzo smutny obraz Syberii...

- Wydawało mi się, że Syberia cierpi. Możliwe, że nawet bardziej niż Moskwa czy zachodnia Rosja. Życie tych ludzi legło w gruzach po tym, jak zlikwidowano państwowe gospodarstwa rolne. W miastach upadły kombinaty i przedsiębiorstwa a razem z nimi upadła przyszłość tych społeczności. I życie stało się gorsze. Ludzie opłakiwali porażkę systemu komunistycznego. Niektórzy, a szczególnie starsze pokolenie, pragnęli i pragną, żeby powrócił. Tych ludzi dopadło jakieś wielkie rozczarowanie.

To trudne doświadczenie dla podróżnika: pisać o ludziach pozbawionych nadziei. Większość Pana opowieści oscyluje wokół małych społeczeństw, niewielkich grup, które pozostawiono samym sobie.

- Tak, ale w historii każdej z tych osób było coś interesującego i wyjątkowego. Mogli być pozbawieni nadziei, ale zazwyczaj był w nich jakiś element, pewna żywotność i energia. Mieli jakieś marzenia, może wciąż je mają... Ich przeszłość była interesująca i na swój sposób optymistyczna. Każdy jest inny, więc pisanie o różnych rodzajach rozpaczy nie było tak do końca trudne.

A jak Pan dotarł do jednego z ostatnich potomków Rasputina?

- To była mała miejscowość, w której Rasputin się urodził. Wyobrażałem sobie, że są tam może jeszcze jacyś jego krewni, jakieś pamiątki, wspomnienia o nim. Wspomnień nie było, ale była za to osoba, która obwołała się potomkiem Rasputina. Rzeczywiście, wyglądał jak Rasputin. Zachowywał się jak on, tak jakby grał rolę Rasputina. Ale czy naprawdę był z nim spokrewniony? Tego nie wiem.

Uwierzył Pan w jego historię?

To było trudne [uśmiech], bo odnosiłem wrażenie, że trochę fantazjuje. Czułem też, że nie cieszy się zbyt dużym zaufaniem wśród swoich sąsiadów z wioski. Musiałem więc do końca być wobec niego podejrzliwy.

Dla ludzi, których spotykał Pan podróżując po Syberii, był Pan człowiekiem z obcego świata, obcej kultury. Co dla Pana było największym szokiem?

Myślę, że zetknięcie się z pozostałościami po Gułagu. Na Zachodzie obozy koncentracyjne są albo zdemolowane, albo wstydzimy się ich, albo przekuliśmy je na pokutnicze muzea. Na Syberii można w odległych dolinach znaleźć niezniszczone, nie zamieszkiwane od pięćdziesięciu lat obozy. Rosjanie je tam po prostu zostawili. Przypominają o historii. Zarządzający tymi obozami nie zostali oskarżeni tak jak naziści, zwolniono ich po prostu z wszelkimi honorami, medalami. Dostali też spore emerytury. Rosjanie mieli zupełnie inne od nas podejście do tego okresu historii. I to był dla mnie kulturowy szok. Wiedziałem to, oczywiście, już wcześniej, ale chodzenie po pozostałościach Gułagu z rozpadającymi się wieżami strażniczymi, z więzieniami było dużym przeżyciem. Wszystko popadło w ruinę, ale w niektórych miejscach można było zobaczyć rzeczy tak, jakby ktoś nie dawno je dopiero porzucił, zostawił i odszedł.

Przemierzając syberyjski bezmiar jechał Pan pociągiem, leciał samolotem, podróżował autobusem, łodzią, został Pan też autostopowiczem. Który środek transportu jako podróżnik ceni Pan sobie najwyżej?

Podróż koleją transsyberyjską była świetnym sposobem na zawieranie znajomości. Nie ma nic bardziej naturalnego niż zawarcie przyjaźni z ludźmi, z którymi dzielisz ten sam przedział. Tak poza wszystkim to był bardzo komfortowy sposób podróżowania. Ciekawym doświadczeniem jest na pewno podróż tzw. transportem rzecznym. Płynie się z nurtem wielkich rosyjskich rzek - Leną, Jenisejem. Płynąłem łodzią wzdłuż rzeki Jenisej na koło podbiegunowe. To było fascynujące! Poruszaliśmy się bardzo powoli, a razem z nami, równie wolno zmieniał się pejzaż Rosji . Płynąc na północ, pokonując kolejne kilometry, zmienialiśmy także pory roku. A przy okazji była to dobra okazja do poznania ludzi. Byli Rosjanie biznesmeni, Rosjanie mali przedsiębiorcy, był nawet ksiądz, który próbował nawrócić niewiernych.

Jeśli już jesteśmy przy wodnym tematach. Jakie wrażenie wywarł na Panu Bajkał?

Jezioro Bajkał jest nadzwyczajne. Jego zasoby wodne stanowią 1/5 słodkiej wody na całym świecie. Jest bardzo głębokie i niemal w ogóle niezagospodarowane. Tam przy nabrzeżu nie ma prawie żadnej infrastruktury. Nigdy nie zapomnę mojego pobytu u mężczyzny mieszkającego na brzegu jeziora, gdy nagle do jego domu wkroczyli dwaj urzędnicy, byli chyba z KGB. Oskarżyli go o udzielanie mi schronienia, pytali, co my tu razem robimy. Byłem w szoku, bo to był już chyba rok 1998. Ale - co ciekawe - ten mężczyzna nie bał się już tak, jak w przeszłości bali się Rosjanie. Ba, był na nich zły. Przyszedł jego syn i też widok funkcjonariuszy w domu mocno go rozzłościł. Wyrzucili ich z domu, kazali im spadać! To było fascynujące: zobaczyć złość zwykłych ludzi w stosunku do przedstawicieli władzy. To była szczęśliwa chwila [uśmiech].

A czy był taki moment, kiedy Pan się bał? Wiem, że nigdy nie zabiera Pan nikogo do towarzystwa, jest Pan podróżnikiem-samotnikiem.

Bałem się trochę na samym początku podróży. Podczas mojej poprzedniej wizyty w Rosji [przed 1989 rokiem - przyp. aut]. KGB ścigało mnie przez wiele tygodni. Był więc powód do niepokoju. Ale uspokoiłem się, gdy okazało się, że tym razem nikt mnie nie śledzi. Byłem, oczywiście, sam w tej ogromnej przestrzeni, w świecie, gdzie jednak jest sporo przestępców. Domyślają się, że jesteś z Zachodu nawet, jeśli starasz się ubierać biednie. Tak więc trochę się bałem, ale przede wszystkim byłem zafascynowany. Na tyle zafascynowany, by nie myśleć o strachu. Kiedy się pisze, a ja podróżowałem, by napisać książkę, twoje podejście się zmienia. To tak, jakby pojechały dwie osoby. Jedna z nich podróżuje, miewa trudne chwile, a druga o tym napisze, siedzi na ramieniu tej pierwszej i obserwuje. I jest zadowolona, gdy tamta ma jakieś kłopoty, bo wie, że stworzy z nich dobrą opowieść. Tak więc czujesz się tak, jakbyś patrzył na ten świat trochę z boku, patrzysz na samego siebie, tak jakbyś nie był człowiekiem. I to sprawia, że robisz rzeczy, których normalnie byś nie zrobił, gdybyś podróżował tylko dla przyjemności. Ponieważ będziesz o tym pisać, chcesz doświadczyć tej kultury, chcesz, żeby coś się działo. To przecież stanowi podstawę egzystencji każdego pisarza.

Czy chciałby Pan jeszcze raz przejechać się "Po Syberii", porównać wrażenia sprzed kilkunastu lat z rzeczywistością ?

Ludzie mówią mi, że prawie nic się nie zmieniło. Chciałbym tam wrócić, nie mogę uwierzyć w to, że rzeczy, które tam zostawiłem, pozostały zupełnie takie same. Szczególnie, jeśli idzie o duże miasta. Te przecież polegają na sile lokalnej władzy. A to może oznaczać zmiany. Dlatego też w niektórych z nich jest na pewno lepiej, w innych pewnie gorzej. O powrocie na Syberię mogę powiedzieć tak: jestem zainteresowany [ uśmiech].

W książce "Po Syberii" dla Pana jako pisarza bardzo ważny jest kontekst historyczny. Historia staje się tu czymś więcej niż tłem opowieści.

Myślę, że wszyscy jesteśmy zakorzenieni w historii. Smutek w życiu współczesnych Syberyjczyków jest tłumaczony przez imigracją. To zastanawiające, ale na Zachodzie, a szczególnie w Anglii, łatwiej jest zapomnieć o historii. Dzieje się tak, ponieważ nie wpływa ona tak bardzo na nasze życie. Na przykład, jeśli zmienia się rząd, to nie ma tak naprawdę wielkiego znaczenia. Na Syberii zmiany polityczne ostatnich lat odcisnęły ogromne piętno na życiu zwykłych ludzi. I to kolejny powód, by uważać historię, w szczególności tą najnowszą, za coś ważnego.

Nie ma Pan problemów z określeniem swojej tożsamości? Jest Pan pisarzem, podróżnikiem czy reporterem?

Przede wszystkim jestem pisarzem. Już jako dziecko pisałem wiersze. Później zafascynowało mnie podróżowanie. Moje dzieciństwo było rozdarte między Anglią a zagranicą. Mój ojciec pracował za granicą. Tak więc inne kraje były dla mnie zawsze bardziej ekscytujące. Anglia wydawała się nieciekawa. Bardzo szybko zacząłem czerpać przyjemność z samego podróżowania. Myślę więc o sobie najpierw jako o pisarzu, następnie jako o podróżniku, a o reporterze nic nie wiem. [uśmiech]

Teraz jest czas pisarza, pisze Pan powieść?

Tak, jako pisarz zawsze wyobrażałem sobie, że będę pisać wiersze i powieści. Poezja zniknęła, proza pozostała.

Co zatem pociąga Pana bardziej: literacka fikcja czy fakty, okraszone subiektywnym opisem jak w dzienniku podróży?

I to, i to jest urzekające. I jest częścią mnie. Dzienniki podróży są przepełnione zachwytem nad otaczającym nas światem, odległymi krainami. I to bezustannie mnie fascynuje, w szczególności Azja. A powieści są po prostu inne, opowiadają o moim wewnętrznym świecie, życiu osobistym. Nie wszystkie mają pierwiastek biograficzny, ale mają swoje źródło w moich doświadczeniach. Niektóre rzeczy łatwiej wyrazić przez fikcję. Tu chodzi o zupełnie inną motywację do pisania niż w przypadku podróży, gdzie motywuje mnie moja obsesja na punkcie odległych społeczeństw i kultur.

Ale dla higieny pióra, utrzymuje Pan pewien pisarski schemat: książka podróżnicza, potem powieść, następnie znów dziennik podróży...

Tak, wydaje mi się, że gdybym miał pisać jedną książkę podróżniczą za drugą, to szybko bym się zmęczył. Podobnie z powieściami, gdybym miał pisać jedną po drugiej, czułbym się bardzo wyczerpany. Ale tak, kiedy piszę książkę o podróży, część mnie związana z powieściami, ta bardziej osobista, zostaje na boku. Po ukończeniu książki podróżniczej, wracam do części siebie związanej z powieściami i odkrywam, że to właśnie ona czekała na mnie i że ma teraz w sobie rodzaj pewnej witalności. Po powieści, mam już dość samego siebie, dość tego wewnętrznego świata wyobraźni, i chcę wrócić, by zobaczyć ponownie jakąś część świata zewnętrznego.

Czy jest jeszcze jakieś miejsce, które chciałby Pan zobaczyć i opisać?

Nie wiem. Czekam na kolejny pretekst do podróży. Jestem w trakcie pisania powieści, co zajmuje zazwyczaj rok, półtora. I mam nadzieję, że w tym czasie pojawi się możliwość napisania nowej książki podróżniczej. Nie chcę, żeby te decyzje były zbyt racjonalne, wolę, jak opierają się na instynkcie, na pewnego rodzaju pragnieniu pojechania gdzieś. Mówimy tu przecież także o innych przyczynach, których do końca nie jestem pewien. Tak właśnie rodzą się moje książki podróżnicze. Nie znam jeszcze kolejnego miejsca o którym napiszę.

Jeśli dobrze policzyłem, w Polsce dowiemy się tego za jakieś cztery-pięć lat?

Tak, dobrze Pan policzył. Żeby napisać książkę podróżniczą potrzeba około trzech lat, trzeba zrobić badania, udać się w podróż i potem to spisać. Kolejny rok na wydanie i pewnie jeszcze następny, by ktoś ją przetłumaczył na polski.

COLIN THUBRON angielski pisarz i podróżnik. Komandor Orderu Imprerium Brytyjskiego. Autor kilkunastu książek opisujących podróże na Bliski Wschód, do Azji Środkowej i Rosji. Laureat wielu nagród, m.in. Nagrody im. Nicolasa Bouviera i Medalu Lawrence'a z Arabii. W Polsce do tej pory ukazały się dwie jego książki "Cień Jedwabnego Szlaku" (Świat Książki) i "Po Syberii" (Wydawnictwo Czarne).

Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM

Komentarze (2)
Syberia cierpi - wywiad z pisarzem i podróżnikiem Colinem Thubronem
Zaloguj się
  • najmadrzejszyzwaswszystkich

    Oceniono 2 razy 0

    Na szczęście zenon ty wszystko rozumiesz i dlatego właśnie masz blog o niczym ,czytany przez garstkę przypadkowych gości.

  • antyszwed

    Oceniono 1 raz -1

    do tego dodajmy krokodyla

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX