Skomentuj:
Komentarze (87)
-
Jan Maciej Ratyński, student filozofii, zastępca redaktora naczelnego filozoficznego czasopisma Disputationes: - Myślę, że jeżeli ktoś nie ma żadnych przemyśleń o śmierci, to trzeba mu współczuć. Taki człowiek jest ograniczony i to jest przykre. Można się tego tematu bać, ale dlaczego o tym nie rozmawiać?
Kom.
Co to znaczy: „przemyślenia o śmierci”?
Przemyślane rojenia?
Bo doświadczenia takie mają za sobą tylko nieliczni, którzy się jakoś wywinęli po tzw. śmierci klinicznej. Podczas tego szczególnego przeżycia również doświadcza się samych urojeń i koszmarów. W końcu się umiera, a to nie są przelewki. Człowiek po prostu kona. Czyli się męczy maksymalnie, do utraty przytomności. Temu właśnie towarzyszą wspomniane koszmary.
I co tu przemyśliwać? Opowieści z pogranicza legend? Koloryzowane przez pokolenia? Obrazy malowane przez artystów, którzy tego doświadczyli lub o tym się nasłuchali?
I po co?
Na to już łatwiej sobie odpowiedzieć. Bo należy się bać. Zastrachanego łatwiej wykorzystać. Wmówić mu, że za takie a takie świadczenie – w groszu lub w naturze – będzie mu lżej cierpieć, jak przyjdzie co do czego, czyli pora śmierci. Można też go przekonać, z korzyścią dla siebie, że ma szansę uniknąć mąk nawet dużo dłużej jakoby trwających niż cierpienie związane zwykle z konaniem, mianowicie mąk wiecznych. Np. jeżeli zapisze swój majątek organizacji religijnej przez nas kierowanej i zarządzanej. -
Jestem człowiekiem już po 70-ątce i nasuwa mi się jeden sposób myślenia? Przed urodzeniem było dobrze i po śmierci nie będzie inaczej.Obecne moje życie jest kierowane wykazaną tą myślą.
-
.
Kamień, którego Bóg nie umie podnieść…[ Autor tekstu: Aneta Piasek ]
Według wszystkich chrześcijan Bóg jest Miłością. Etymologicznie jest On także miłosierny, więc każde swoje dziecko kocha bezgranicznie niezależnie od wszystkiego i potrafi mu wszystko wybaczyć. Przekładając to na konkrety — Bóg największemu nawet grzesznikowi wybaczy wszystko, jeśli nawróci się (?), okaże skruchę i zadośćuczyni [Katechizm Kościoła Katolickiego, Poznań 1993, art. 1423]. Wyznawcy potrafią to pogodzić jakoś z tym, że Bóg jest sprawiedliwy, czyli że za każde zło wymierzone przeciwko drugiemu człowiekowi (swojemu bratu, czy siostrze) wymierza grzesznikowi karę odpowiednio do rangi. Pytanie tylko, czy w życiu na ziemi, czy po śmierci.
Podobno piekło istnieje. Jeśli istnieje, to muszą je co jakiś czas zasilać dusze chociażby po to, żeby podsycać węglem i siarką kotły ze smołą, prawda?
Teoria jest taka, że jeśli człowiek niesamowicie dobry, lecz nie wierzący w Chrystusa umrze to, niestety, nie dostąpi zbawienia, bo tylko „w Chrystusie ma zbawienie" [Dominus Iesus].
Natomiast ostatni łotr, jak można by było delikatnie powiedzieć, ale katolik (najlepiej!), protestant, czy inny prawosławny zejdzie z tego świata i w ostatniej już chwili nawróci się i przynajmniej okaże skruchę — miejsce w rajskim nieba przybytku ma zapewnione. Jak to jest?
„Bóg tak umiłował świat, że samego siebie wydał, żeby każdy miał życie wieczne".
Przeciętny zjadacz chleba nieszczególnie ma czas i ochotę, żeby zajmować swój udręczony doczesnymi sprawami umysł tym, co go czeka w pozaziemskiej przyszłości. I słusznie.
Bo chyba by zgłupiał.
Wróćmy jednak do Bożej miłości i skruchy. Co się stanie, jeśli człowiek nawet w chwili śmierci nie nawróci się, i co gorsza nie będzie żałował swych niegodnych czynów? Wtedy, co ciekawe, BÓG NIC NIE MOŻE ZROBIĆ i wyśle takiego delikwenta do piekła. Okazuje się, że Bóg taki bardzo mądry to chyba nie jest, jeśli wierzymy oczywiście w tezy chrześcijańskie, bo dając człowiekowi wolną wolę w każdej sytuacji — ukręcił na siebie bicz i w każdym jednym przypadku takiego człowieka strzelił sobie „samobója do własnej do bramki". Bo oto okazuje się, że jeśli człowiek nie chce się zbawić (nawrócić i tak dalej) to się nie da i już. Nie wiadomo jednak, czy jak posiedzi trochę w tym śmierdzącym piekle, to mu się nie odmieni, bo wtedy to on ma właśnie wolę pójść na przykład do czyśćca czy do nieba. I co?
Bóg chrześcijan nie jest chyba zbyt rozsądnym Bogiem. „Wszystko, co stworzył było dobre" a jednak nie wszystko. Wydawać by się mogło, że z samym dobrem, to do końca świata będzie sielanka, więc prawdopodobnie dlatego Bóg stworzył też zło — Archanioła Lucyfera.
Niezbyt precyzyjnie określone zostało zło — na początku ów Archanioł był przecież ulubieńcem Stworzyciela, najwyższym rangą aniołem. To właśnie wolna wola dana przez Boga sprawiła, że Lucyfer się sprzeciwił rozkazom. W takim razie, czy Bóg wcześniej nie wiedział, że łaska wolnej woli dana sługom spowoduje rewolucję? I czy nie zdążył się nauczyć na poprzednim błędzie, że w wypadku ludzi będzie tak samo? Dziwne.. może gdyby nie dał ludziom wolnej woli to Ewa by nie pomyślała, Adam by nie „pomałpował", nie wygnanoby ich z Edenu i wszyscy ludzie byliby szczęśliwi. Mężczyźni nie musieliby pracować, a kobiety „rodzić w bólach". Dlaczego więc Bóg (jak wynika z przemyśleń) dla własnej rozrywki popełnił dwa razy ten sam błąd?
Konkludując — istnieje pytanie zabijające wszystkim rozważającym je ćwieka: czy Bóg może stworzyć kamień, którego nie potrafi unieść?
Według filozofii chrześcijańskiej — może.
Tym kamieniem jest ludzka wolna wola wobec której Bóg, jak przedstawiono wyżej, jest zupełnie bezradny..
Miłego dnia
. -
Podobno zycie to smiertelna choroba....i nic nie pomoze.Jak wszystko w przyrodzie rodzimy sie,dojrzewamy i umieramy.Przezylem smierc kliniczna i pozbylem sie calkowicie strachu przed smiercia.Nie bede opisywal co jest -tam-bo dla jednych beda to bajki a dla innych bede -nienormalny-.Kazdy ma jakies swoje wyobrazenie smierci .Straszenie pieklem,czyscem czy sad ostateczny to totalna bzdura.Powtorze tu za J:P-nie bojcie sie....
-
nie ma żadnego "po śmierci" i nie ma się nad czym zastanawiać. w pewnym momencie tracisz świadomość i już jej nie odzyskujesz. być może nauka znajdzie kiedyś w mózgu "wyłącznik świadomości" i nauczy się naprawiać lub kopiować mózg. być może dało by się przebudować mózg jednego człowieka w mózg innego? na razie ciężko to pojąc ale kto wie.
-
Śmierć dla mnie to przyjaciółka bo już byłem w jej objęciach. W tej fazie początkowej to czas szybko leci czy też brak poczucia czasu. W tej fazie jakiej byłem to okres czucia swojego istnienia, braku pragnień wszelakich oczekiwanie bez strachu. Mnie z tej drogi zawrócono i kazano mi wrócić przez nakaz położenia się na łóżku. Przed tą fazą to był bul bardzo krótki w zasadzie go nie pamiętam tylko uczucie istnienia i braku pragnień tak miłę, że do dnia dzisiejszego pragnę tego co tam było. Dla mnie śmierć to miłe uczucie i oczekuję mojego kresu na tym padole ziemskim pełnym nienawiści, gnojenia, braku leczenia, traktowania obywateli jako niewolników. Od tego czasu mówię o społeczeństwie które wybiera swój los powierzając marnym władzcom w imię mniejszego zła. Zła mniejszego nie ma, zło jest złem. Ponadto prosiłem długo tamtą stornę dlaczego mnie odesłano i co mam jeszcze do spełnienia otrzymałem odpowiedż podczas snu, że to ja mam podjąć ostateczną decyzję o likwidacji życia nie w skali mikro tylko makro kosmosu. Nie podjąłem takiej decyzji ale i tak świat zniknął przez kolaps a ja za to zostałem sam. Na ty sen mi się skończył.
-
Mi tam powiewa co bedzie po smierci, za to zygam obecna forma zycia na tej planecie.
Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX












