Dzieci proszą: Ratujcie naszą rodzinę!

Dzieci w domu państwa Berlińskich

Dzieci w domu państwa Berlińskich (Fot. Tokfm.pl)

Władze Pruszkowa w trybie pilnym rozwiązują rodzinny dom dziecka prowadzony przez Jerzego i Marię Berlińskich. Sześcioro dzieci zostanie odebrane opiekunom i rozesłane do dwóch państwowych domów dziecka. Same dzieci są przerażone, nie rozumieją co się dzieje. ?Pomóżcie nam. Chcielibyśmy być dalej rodziną? - apelują do mediów.
Monika ma 14 lat, u Berlińskich jest od 9. Adam przyszedł w 2006 r. jako sześciolatek. Ewa jest krótko, pół roku. 13-letnia Zosia mówi: - Oni są..., jakby to było moje prawdziwe rodzeństwo. A ciocia i wujek - jak mama i tata. Jesteśmy rodziną.

Dzieci w sumie jest sześcioro. O tym, że rodzinny dom dziecka, w którym się wychowują ma być zlikwidowany dowiedziały się przypadkiem: starostwo w pośpiechu zwołało konferencję prasową, by poinformować o likwidacji placówki, zanim jeszcze Berlińscy - zaskoczeni decyzją - zdążyli się od niej odwołać.

"Jesteśmy z Rodzinnego Domu Dziecka w Piastowie. Urzędy chcą zlikwidować nasz dom pod pretekstem wielu kłamstw. Pomóżcie nam, od cioci i wujka dostajemy miłość, której rodzice nie potrafili nam okazać. Od was zależy, czy nie roześlą nas do domów dziecka po całej Polsce. Chcielibyśmy być dalej rodziną" - takiego maila wysłały do mediów dzieci z rodzinnego domu dziecka Jerzego i Marii Berlińskich.

Co raport Rzecznika Praw Dziecka zarzuca Berlińskim

Pretekstem do rozwiązania rodzinnego domu dziecka jest raport wykonany przez pracownice biura Rzecznika Praw Dziecka. 11 października pojawiły się u Berlińskich na kontroli. W raporcie czytamy, że Berlińscy niewłaściwie żywią dzieci: odgrzewają kaszę z dnia poprzedniego, a obiad podają tylko jednodaniowy. Ponadto zamykają spiżarnię na klucz. Nie zapewniają dzieciom właściwego miejsca do nauki - brakuje lampek nocnych, a meble " sprawiają wrażenie przypadkowych". Dziewczynkom brakuje wkładek higienicznych. Jednego z chłopców w ramach kary umieścili w budynku gospodarczym. Wychowankom dają za małe kieszonkowe i niewłaściwie prowadzą dokumentację dotycząca postępów wychowawczych.

Raport zaleca poprawienie sytuacji w ciągu 30 dni. Zanim jednak minie ten termin (upływa w piątek 23 grudnia), starosta zwołuje 16 grudnia konferencje prasową, na której informuje o zamknięciu placówki.

Występuje też do sądu o przeniesienie dzieci do innych, państwowych placówek. Dzieci stracą kontakt z rodzeństwem, rodzinami biologicznymi mieszkającymi w pobliżu, stracą przyjaciół, będą musiały zmienić szkołę.

Czym Berlińscy narazili się starostwu

Berlińscy są legendą polskiego rodzicielstwa zastępczego, należą do Mazowieckiej Fundacji Rodzin Zastępczych. Maria Berlińska, z wykształcenia teolog, przed otwarciem rodzinnej placówki była koordynatorem dla miasta stołecznego Warszawy ds. przeciwdziałania przemocy w rodzinie. Jerzy był nauczycielem. Wychowali pięcioro własnych dzieci, od 9 lat są rodziną zastępczą. Od kilku lat mają konflikt z powiatem, który sabotował ich plany przekształcenia rodziny zastępczej w rodzinny dom dziecka, co pozwalało wziąć pod opiekę więcej dzieci.

Dlatego tuż przed wyborami w 2006 r., Berliński jeździł po Piastowie samochodem z plakatem uderzającym wprost w starostę: "Smolińska - NIE! 60 dzieci w domach dziecka". Na radę powiatu przychodził z transparentami, rozdawał ulotki o tym, że starosta Elżbieta Smolińska od 2002 r. negatywnie opiniuje jego wnioski o utworzenie rodzinnego domu dziecka, a osierocone dzieci wysyła do państwowych placówek. Maria Berlińska: - Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie (PCPR) powiedziało mi, że rodzinna placówka "nie jest w planach".

W 2008 r. Berlińscy poprosili o wsparcie mediów - przyjechała telewizja, gazety. Starostwo się ugięło. - PCPR był jednak bardzo niezadowolony. Powiedzieli nam, że wymusiliśmy zgodę - mówi Berlińska.

Nastolatka kłamie, PCPR zawiadamia prokuraturę

Pierwsze doniesienie do prokuratury na Berlińskich PCPR wysyła pół roku później, w grudniu 2008 r. Berlińska miała uderzyć Karolinę, jedną z podopiecznych. Nastolatka szybko przyznaje się do kłamstwa, ale śledztwo trwa wiele miesięcy. Opiekunowie zostają oczyszczeni z zarzutów.

- To był dopiero początek - mówi Berlińska. - Od tamtej pory nie wychodzimy z prokuratury. W naszym domu co chwila jest jakaś kontrola: policji, sanepidu, wojewody. PCPR gromadzi na nas dokumenty: ze szkoły, że Zosia miała brudne włosy, że Adam nie ma śniadania. Wszystko ma świadczyć o tym, że "w sposób rażący" zaniedbujemy dzieci.

Marek: Ja bym sprawy nie zakładał, ale mnie w PCPR przekupili

Kolejne zawiadomienie wpływa w 2010 r. Dotyczy znęcania się nad wychowankami oraz przywłaszczenia ich mienia. 18-letnia Dorota twierdzi, że Berliński zabrał jej pieniądze, a niespełna 18-letni Marek zeznaje, że złamano mu rękę oraz zamykano go za karę w czymś w rodzaju "lochu". Miało to mieć miejsce w wakacje.

Maria Berlińska: - Marek miał wtedy 17,5 roku. Kiedy wrócił do domu pijany i po raz kolejny nas okradł, zaproponowaliśmy mu zamieszkanie w domku w ogrodzie, aż do usamodzielnienia. W domku były meble, radio, telewizorek, było ciepło.

Prokuratorskie śledztwo trwa kilka miesięcy. Prokurator sprawdza stan domku, przesłuchuje psychologów, opiekunów, nauczycieli i rodziców dzieci. I sprawę umarza w maju 2011 roku.

Prokurator z Prokuratury Rejonowej w Pruszkowie Piotr Romaniuk: - Nikt, nawet najbliższa rodzina M. nie potwierdziła złamania ręki. Co do "zamknięcia" - podopieczny na czas wakacji w ramach działań dyscyplinujących został przeniesiony do pomieszczenia w ogrodzie, bo okradał współmieszkańców. Miał tam zapewnione jak najbardziej godne warunki bytowania. Prokurator dodaje też: - Zyskaliśmy pełen obraz sytuacji. Ta młodzież, to osoby po przejściach. Potrafią odebrać zmuszanie ich do samodzielnego przygotowywania jedzenia lub mycia jako działania opresyjne. Powoływanie się przy rozwiązaniu placówki na ustalenia prokuratury jest delikatnie rzecz ujmując nie na miejscu.

Sam Marek mówi nam dziś, że mieszkał w domku z własnej woli. I tłumaczy, dlaczego w prokuraturze zeznał inaczej: - Zadzwoniła pani z PCPR-u i zaprosiła na rozmowę. Powiedzieli, że załatwią mi mieszkanie, żebym zeznał jak mi tam źle było. Ja bym sprawy nie zakładał, ale mnie przekupili. Dodaje, ze mieszkania do dziś nie dostał.

Berlińscy zapraszają Rzecznika Praw Dziecka na kontrolę. PCPR też

W październiku do Berlińskich przyjeżdża kontrola z Biura Rzecznika Praw Dziecka. Berlińscy zaprosili kontrolę do siebie jeszcze wiosną, bo donosy PCPR-u do prokuratury fatalnie wpływały na funkcjonowanie całego domu i na dzieci. Pracowniczki biura najpierw odwiedzają dom. W domu są tylko opiekunowie i usamodzielniana wychowanka. Dzieci w szkołach. Później jadą do PCPR na spotkanie z Markiem, który już od roku nie mieszkał z opiekunami. - Rozmawiałem z jedną panią. Dwie siedziały u pani dyrektor - mówi Marek. Na spotkaniu w PCPR powtarza część oskarżeń wobec byłych opiekunów. Potem kontrola wraca do Berlińskich. Dzieci ją pamiętają - specjalnie spieszyły się ze szkoły sądząc, że ktoś z nimi będzie chciał rozmawiać. - Ale panie od rzecznika powiedziały nam tylko "dzień dobry" - mówi Monika.

Z sześciorga wychowanków Berlińskich "kontrola" rozmawiała tylko z dwojgiem. - Z 12-letnim chłopcem i 13-letnią dziewczynką, która jest przed okresem dojrzewania - dodaje Maria Berlińska i nie pojmuje, jak na tej podstawie panie wyciągnęły wniosek, że dziewczynom brakuje wkładek higienicznych.

Co jest w raporcie i czego nie ma

Raport jest dla Berlińskich niekorzystny. Nie ma nagród, są kary, za karę można trafić do komórki, trzeba sprzątać cały dom. Dzieci są brudne, zaniedbane, dziewczynki nie dostają podpasek, brakuje mebli w pokojach. Ponadto "mają miejsce przypadki, kiedy wychowankowi nie pozwolono rozwijać swoich zainteresowań z powodu dodatkowych kosztów zajęć". - Jedyne zajęcia, jakich opłacenia odmówiliśmy, to kurs sztuki walki ulicznej krav maga - wyjaśnia Berlińska.

Większość informacji i najcięższe zarzuty pochodzą od Marka i Doroty (Dorota przyjechała do Warszawy, do biura Rzecznika Praw Dziecka). To ci sami wychowankowie, którzy wcześniej obciążali Berlińskich - jak się okazało bezpodstawnie - przed prokuraturą.

Trzy dziewczynki od Berlińskich chodzą do jednej z najlepszych szkół w Warszawie, gdzie uczestniczą w zajęciach dodatkowych: społecznego gimnazjum przy ul. Raszyńskiej. Krystyna Starczewska, dyrektor szkoły: - Jestem oburzona tą decyzją, po raz pierwszy stykam z działaniem, które jest wyraźnie działaniem na szkodę dziecka. Dziewczynki są śmiałe, otwarte, bez lęku i z wyraźną pomocą ze strony domu w nauce. Państwo Berlińscy byli wzorowymi rodzicami.

Na korzyść Berlińskich świadczą też kuratorzy sądowi, znający rodzinę i dzieci od 10 lat. Prezes sądu w Pruszkowie, sędzia Ada Sędrowska: - Do tej placówki kierowane są dzieci bardzo skrzywdzone, trudne. Gdyby działa im się tam krzywda, kuratorzy by to stwierdzili.

Raport kończy się zaleceniami pokontrolnymi, Jerzy Berliński ma 30 dni na ustosunkowanie się do treści raportu. Nie ma śladu sugestii, by zabierać dzieci i likwidować placówkę, ale dla starostwa raport jest pretekstem do wypowiedzenia umowy Berlińskiemu i rozwiązania placówki.

Starostwo na święta chce zdążyć z likwidacją domu

Berliński dostaje 8 grudnia wypowiedzenie rozpoczynające likwidację domu. Wojewoda mazowiecki podpisuje wniosek starosty pruszkowskiego o natychmiastową likwidację placówki. 16 grudnia starosta Elżbieta Smolińska zwołuje konferencję prasową, by ogłosić likwidację rodzinnego domu dziecka.

- Braliście pod uwagę ustalenia prokuratury? - pytam. - Nie, bo jest raport Rzecznika. To, że prokurator umorzył sprawę, nie ma znaczenia, bo starostwo nie stawia Berlińskiemu zarzutów popełnienia przestępstwa, a jedynie " uporczywego naruszania praw dziecka" a potwierdza to wiarygodna instytucja państwowa jaką jest Rzecznik Praw Dziecka - wyjaśnia i dodaje, że państwowe placówki, które przyjmą dzieci są już przygotowane, dzieci co prawda zostaną rozdzielone, ale nie dotyczy to rodzeństwa. Dobro dziecka będzie chronione.

Rzecznik w szoku

Sam Rzecznik Praw Dziecka, Marek Michalak jest oburzony rozwojem sytuacji i zaskoczony tempem działania starostwa. Przyznaje, że wysłał swój raport do Berlińskich i do wiadomości Starostwa oraz sądu, ale nie po to, by zamykać placówkę. - Nie było intencją Biura likwidowanie tej placówki i przenoszenie dzieci! I z raportu to nie wynika! Gdybym tego chciał napisałbym to czarno na białym! - podkreśla Michalak. Zapewnia, że wysłał już do starostwa pismo w tej sprawie i rozmawiał z wojewodą, który opierając się na raporcie BRD , przychylił się do wniosku o likwidację placówki i odebranie Berlińskim dzieci. - Celem raportu była poprawa sytuacji w placówce i pomoc zarówno dla dzieci jak i wychowawców, a nie jej likwidacja.

Berliński: - Nie wierzymy, że to w ogóle może się zdarzyć. Dzieci, które są z nami od 10 lat miałyby po raz kolejny przeżyć stratę domu? Zrobimy wszystko, żeby miały dobre Święta.

Dzieci z domu Berlińskich chcą być wysłuchane. Chcą powiedzieć, że Berlińscy stworzyli im prawdziwy dom, a inne dzieci to dla nich rodzeństwo. Wysyłają informacje do mediów (do nas trafiła na Alert24), zakładają na Facebooku grupę>>

19 grudnia faks w biurze Berlińskiego wypluwa kartkę: " Najpiękniejszych Świąt Bożego Narodzenia, niech spełniają się wszystkie wasze marzenia". Życzy PCPR.

Dyrektorka PCPR-u została niedawno zwolniona z pracy. Jak twierdzi starostwo - bez związku ze sprawą Berlińskich. We wtorek próbowałam porozmawiać z Mariolą Stecko, p.o. dyrektora PCPR w Pruszkowie. Odesłała mnie do rzecznika Agnieszki Kuruliszwili. Usłyszałam, że mam przesłać pytania mailem.

Dodzwoniłam się do Hanny Kuran, członka zarządu powiatu pruszkowskiego. Powiedziała: - Sprawa jest w toku, każdy nowy fakt będzie zbadany. Dla nas najważniejsze jest dobro wychowanków. I tyle w tym momencie mogę powiedzieć.

Imiona dzieci zostały zmienione


PS2: wczoraj trzy dziewczynki wraz z Krystyną Starczewską odwiedziły biuro Rzecznika.

Zobacz także
  • Byli wychowankowie z ośrodków wychowawczych organizują marsz w stolicy i zakładają stowarzyszenie Bunt młodych ludzi z ośrodków wychowawczych. Marsz w stolicy i stowarzyszenie
  • Rzecznik Praw Dziecka Rzecznik Praw Dziecka: Zwróciłem się do wojewody z prośbą o cofnięcie decyzji o likwidacji placówki
Komentarze (250)
Dzieci proszą: Ratujcie naszą rodzinę!
Zaloguj się
  • rumpa

    Oceniono 14 razy 14

    też robię jednodaniowe obiady i też odgrzewam kaszę z poprzedniego dnia. I dzieci często słyszą że same maja sobie odgrzać, o zgrozo. Dobrze że nie wpadli na pomysł aby ich uczyć, jak ja mojego syna , skutecznie, obierania jabłka w wieku 4/5 lat. Mieliby zarzuty o usiłowanie morderstwa.

  • plantin

    Oceniono 14 razy 14

    Pracownice PCPR oraz podobnych służb (MOPR, MOPS) stawiają się często ponad prawem. Potrzebna jest kontrola oraz raport z ich działalności. Kto jest tam zatrudniony, czy są jakieś skargi etc. Nie ma nic gorszego niż podpaść takiej urzędniczce - naśle każą możliwą służbę - od policji poczynając - wszystko pod pretekstem ochrony dzieci, rodziny itp. Przy czym nie słyszałem aby ktoś z nich odpowiedział za błędne decyzje lub wręcz ich brak - tam gdzie powinny być podjęte.

  • sir_fred

    Oceniono 16 razy 14

    To jest skandal, że pier_do_lone urzędasy propagują brednie.
    Co jest złego w jednodaniowym obiedzie??? Jakiś terror jedzenia zup?? Tylko polski zasrany debil z fornala awansowany na urzędnika mógł coś takiego wymyślić.
    Przypadkowo dobrane meble??? A co komu do tego?? Mają być użyteczne, a nie elegancko skomponowane. Ta urzędnicza kiła dobija Polskę. Potrafią uwalić każdą pożyteczną działalność, jeśli ktoś nie bije im pokłonów.

  • mista_onanista

    Oceniono 13 razy 13

    dajcie jej grzędę a ona wyżej siędzie - pieprzonej smolińskiej starostce wydaje się, że ma własny folwark i może ludźmi pomiatać - jak wielu urzędasom w Polsce niestety - mają pieczątkę i wydaje im się że coś znaczą - Boże jaki smutny tekst, jaka smutna sprawa, co za bezduszność tej pieprzonej starostki - obraziła się na gościa bo nie chciał jej wyboru na grzędę - co za poziom - gorzej niż kaczyński, co za szmacisko..... do pierdla z nią!!!! za tą krzywdę, którą wyrządza tym biednym dzieciom i tak już skrzywdzonym przez los....

  • demolka666

    Oceniono 14 razy 12

    takie pańcie z urzędów które kontrolują rdd i wypisują takie bzdety, powinny być wyrzucane z roboty na pysk!!! jak można pisać takie bzdury, że dzieciaki jedzą jednodaniowy obiad, że odgrzana kasza czy kartofle... no ręce opadają!!! a ten przełożony który czyta takie bzdety to co?! mózgu nie ma???!!! skandal.... chciałoby się w morde kogoś lać za to co odmóżdżeni urzędnicy robią... w morde na odlew...

  • unhappy

    Oceniono 13 razy 11

    Mamy w tej sprawie kilka konkretnych osób, które muszą się bardzo konkretnie wytłumaczyć. Znamy:

    1. Elunia Smolińska (PO) czyli pruszkowski starosta
    2. Jacuś Kozłowski (PO) czyli wojewoda mazowiecki

    Brakuje mi imion i nazwisk pań, które robiły pseudokontrolę.

  • varsovinn

    Oceniono 11 razy 11

    Mieszkam w Pruszkowie i dawno już stwierdziłem że p. Smolińska (starosta pruszkowski) to największy szkodnik w naszym rejonie. Traktuje powiat jak swój prywatny folwark, nie liczy się z nikim i niczym, typowy warchoł!

  • bezpocztyonline

    Oceniono 11 razy 11

    No zwłaszcza też 13-latce przed pierwszą miesiączką najbardziej w życiu brak tych podpasek.
    Dotkliwy brak, rzeczywiście.

    Jeżeli państwo mebli od2009 roku nie zmienili, to te "przypadkowe meble" na zdjęciach do artykułu z 2009 roku są całkiem, całkiem. Jednodaniowe obiady? Nie pochwalam, ale w wielu rodzinach się tak dziś jada. Jeśli nie w większości. Wśród znajomych mało komu się dziś chce gotować zupy.

    Obywatelom państwo będzie dzieci odbierało?

  • ofiara_przemian

    Oceniono 11 razy 11

    Rada dla kochających dzieci: miejcie jak najwięcej własnych, jeśli was stać, lub adoptujcie, ale nie bawcie się w żadne rodziny zastępcze czy rodzinne domy dziecka, gdzie na łbie siedzą państwowe instytucje, którym się wydaje, że jak skapną parę groszy na utrzymanie tych dzieciaków, to już mogą nie wychodzić wam z domu. Podobnie jest z różnego rodzaju MOPS-ami i itp. Jak to mawiała pewna sprzątaczka pracująca w mojej firmie: raz się takie babska wpuści do domu, raz się weźmie od nich paczkę na święta albo parę złotych na dofinansowanie podręczników, to nie dadzą spokoju do usranej śmierci, przyłażą, zaglądają w gary, komentują, krytykują i czują się, jak u siebie w domu, a wydaje im się, że mogą przyjść , kiedy im się chce i obrażać kogoś bez powodu, bo mu skapnęły parę złotych z państwowego źródełka, a zachowują się, jakby wyjęły z własnej kieszeni.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

DOSTĘP PREMIUM

Polecamy