Za 30 lat będziemy najstarszym społeczeństwem Europy. "Przyszłe rządy staną przed dramatem"

starsze panie w centrum handlowym w Poznaniu

starsze panie w centrum handlowym w Poznaniu (fot. Lukasz Cynalewski / Agencja Gazeta)

- Można było to przewidzieć, ale takie problemy odkłada się zwykle na później. Dla polityka taki wynik jest zabójczy. Przyszłe rządy - za 10-20 lat - staną przed problemem dramatycznym. Wtedy nie będzie można podejmować skutecznych kroków, które by to łagodziły - mówił w Komentarzach TOK FM prof. Marek Okólski, demograf z UW. Komentował wyniki spisu powszechnego i szybkie starzenie się Polsków.
Jest nas 38 milionów 300 tysięcy - takie są wstępne wyniki Narodowego Spisu Powszechnego. Jest nas więcej o blisko 100 tys. więcej w porównaniu z ostatnim spisem, który odbył się w 2002 roku, ale - jak mówią przedstawiciele GUS - wszystko wskazuje na to, że do 2030 roku liczba Polaków zmniejszy się. Stanie się tak m.in. z powodu starzenia się społeczeństwa.

Prof. Marek Okólski ostrzega, że - choć jeszcze tego nie widzimy - po wynikach spisu już widać, że nasze państwo niewiele robi, by zapobiec starzeniu się ludności Polski.



- Wiemy o tej gigantycznej groźbie, jaka czeka Polskę w przeciągu kolejnych 30 lat, jaką jest starzenie się społeczeństwa. Polska dziś jest jednym z trzech najmłodszych krajów UE, a za 30 lat będzie bezwzględnie najstarszym. Proces starzenia się już zaczął przybierać bardzo szybkie tempo. Akurat zbiegły się w Polsce dwa czynniki, które w procesie starzenia nie występowały łącznie w krajach Zachodu: gwałtowne obniżenie dzietności (w Polsce silniejsze niż na Zachodzie) oraz - czego nie było w ogóle na Zachodzie- gwałtowna emigracja ludzi młodych - mówił w Komentarzach TOK FM Okólski.

Demograf: Za 10-20 lat niewiele będzie można zrobić

Przestrzegł, że im dłużej obecne władze nic nie robią, tym większy problem będą miały kolejne: - Można było to przewidzieć, ale takie problemy odkłada się zwykle na później. Dla polityka taki wynik jest zabójczy. Przyszłe rządy - za 10-20 lat - staną przed problemem dramatycznym. Wtedy nie będzie można podejmować skutecznych kroków, które by to łagodziły.

Co ratować sytuację? Demograf wskazał kilka obszarów działania: rynek pracy, politykę rodzinną i regulacje dotyczące imigracji. - Dziś np. można reformować rynek pracy tak, by powstrzymywać młodych specjalistów przed wyjazdami. Że można - pokazała to kilka lat temu groźba eksodusu lekarzy, którzy od razu otrzymali inne warunki. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki - przypomniał.

Zauważył, że rząd Donalda Tuska zapowiedział, co prawda, reformy prorodzinne, które ułatwią matkom podejmowanie i utrzymanie pracy. Ale - zdaniem demografa - to wciąż za mało. - Nie może być po prostu deklaracji, muszą być konkretne działania - stwierdził.

Zauważył też, że Polska wciąż nic nie robi, by dostosować do obecnej sytuacji regulacje imigracyjne.

To nie wsie zyskują, a miasta tracą mieszkańców

Prof. Okólski podkreśla, że wyniki spisu na razie zbyt ogólne, by szczegółowo je komentować. Jak mówi, przede wszystkim widać, że zwiększyły się migracje, ale nie tak bardzo, jak spodziewali się eksperci. - W poprzednim spisie osób emigrujących było ponad 600 tys., w tym - 1,1 mln. To nie jest taki wielki przyrost, można było spodziewać się większego. Nie jestem na razie tymi wynikami zaskoczony, tym bardziej, że są bardzo ogólne - ocenił.



Według eksperta, spis pokazał ciekawą tendencję: utrwalanie się sposobu osiedlania na wsiach. Jak podkreślił Okólski, to rzadkie w Europie, ale nie wynika z tego, że - jak podaje GUS - zamożniejsi Polacy z miast masowo przenoszą się na wieś. Raczej z tego, że miasta się wyludniają (emigracja za granicę i mały przyrost naturalny), a mieszkańcy wsi zostają w swoich miejscowościach. - A jednocześnie przyrost naturalny ludności wiejskiej jest nieco wyższy niż w miastach. Mieszkańcy miast częściej wyjeżdżają za granicę w większej liczbie niż mieszkańcy wsi. To wszystko daje taki efekt, że miasta się wyludniają. Nie dlatego, że mieszkańcy miast się przenoszą na zdrowsze tereny, ale dlatego, że mieszkańcy wsi nie bardzo mają możliwości osiedlania się w miastach.

- To się odbywa pewnym kosztem społecznym. Ludzie, którzy mieszkają na wsiach tylko dlatego, że nie mają możliwości przeniesienia się do miast, gdzie jest ich główne źródło utrzymania. Tracą czas na dojazdy. Obniża to też ich szanse awansu, kształcenia się, spędzania wolnego czasu itd. To element - moim zdaniem - zacofania cywilizacyjnego - podkreślił.



Zobacz także
  • Brytyjskie lotnisko Heathrow - tu przybywają tłumy Polaków, szukających pracy w Wielkiej Brytanii "Rzeczpospolita": Młodzi znów emigrują z Polski
  • Narodowy Spis Powszechny Pierwsze dane ze spisu: coraz więcej kobiet w Polsce
Komentarze (123)
Za 30 lat będziemy najstarszym społeczeństwem Europy. "Przyszłe rządy staną przed dramatem"
Zaloguj się
  • pan.szklanka

    Oceniono 8 razy 8

    1. Lekcje języków obcych należy zastąpić dodatkowymi zajęciami z religii katolickiej.
    2. Zdelegalizować wszystkie środki antykoncepcyjne łącznie z cytryną i kalendarzem w windowsie.
    3. Na listę leków refundowanych wprowadzić kremy przeciw starzeniu się.
    4. Wybudować kolej wielkich prędkości - zgodnie z teorią względności im większa prędkość tym czas płynie wolniej.

  • z_czarnolasu

    Oceniono 5 razy 5

    Ludzie są coraz mniej potrzebni, będzie więcej maszyn i robotów. Po co się mnożyć i mnożyć problemy dla przyszłych pokoleń?

  • ninkasz

    Oceniono 4 razy 4

    A skąd to zdziwienie? Przecież w Polsce nie ma polityki prorodzinnej to skąd mają być dzieci. Nie ma pracy, nie ma perspektyw dla młodych więc nie mogło być inaczej. Wcześniej w reformach przeszkadzał Kaczyński, teraz go już nie ma ale reform też nie ma.

  • i-tyle

    Oceniono 4 razy 4

    Można też spróbować pomóc niepłodnym parom, dofinansować to i owo, zdjąć trochę obciążenia z i tak podłamanych sytuacją ludzi (niepłodność to gigantyczne obciążenia dla psychiki). Ale nie, lepiej straszyć piekłem i rzucać urok, jeśli spróbują szatańskiego invitro.

    Abrakadabraaa,
    umba umba.

  • ulanzalasem

    Oceniono 3 razy 3

    Młodzi w końcu zmądrzeją, przestaną łożyć na nierobów i tych którzy uwierzyli w bajeczki polityków i ...może nie wybiją starszych ludzi, ale jedynym wyjściem będzie ucieczka z tego bagna. Chyba nikt sobie nie wyobraża życia w kraju gdzie co roku balansujemy na granicy przekroczenia progu zadłużenia, gdzie jest coraz więcej emerytów i ta proporcja powiększa się w bardzo szybkim tempie, a same emerytury za ~ 20 lat będą stanowić 30-35% ostatniej pensji...Biorąc pod uwagę fakt, że liczba osób przekraczająca drugi próg jest znikoma, liczba osób zarabiająca netto 1500-3000 stanowi zdecydowaną większość to ..można tylko współczuć przyszłym pokoleniom.

  • durak-pytak

    Oceniono 3 razy 3

    Sam falsz!! I tzw. politycy i KK ma gleboko w duuuie polskie rodziny, pogon za kasiora odebrala im rozum! Boimy sie Niemiec i Francji a tam nie ma falszu, tam naprawde dbaja o rodziny i dzieci! Wstyd "eminencje" bo to wy robicie wszystko przeciw rodzinie, mlodzi uciekaja, bo nie moga patrzec na wasze wypasione geby i bogactwo jakim sie otaczacie! Politycy sie was boja!

  • xnonx

    Oceniono 5 razy 3

    70% Polaków nie dostaje nawet średniej pensji czyli mają mniej niż 2500 na utrzymanie.
    Załatwienie mieszkania z takimi zarobkami to bardziej temat dla kabaretu niż realna sprawa.
    Wynajmowanie - po opłacie wszystkich rachunków wychodzi zero, a zero kasy to idealny bodziec do rozmnażania.
    Znając polski rząd to zaraz pojawią się podatki od braku dzieci, a tego nawet już monty python nie przebije.

  • 1group

    Oceniono 2 razy 2

    Kolejny katastrofista.
    W sytuacji kiedy w Polsce ok.3 mln młodych ludzi nie ma pracy,przybywa coraz więcej tzw.zbędnych ludzi,mówienie o katastrofie jest laniem wody.
    Jeśli dodamy do tego niewykorzystywane rezerwy postępu technologicznego,migracje,które zabiorą pracę kolejnym milionom,to wychodzi na to,że profesor forsuje plemienne myślenie.(dużo nas, to zrobimy kupe)
    Gdyby przyjąć założenie,że wysoka dzietność powoduje wzrost gospodarczy,to w krajach Afryki,czy południowej Ameryki,panowałby powszechny dobrobyt,a nie powszechna nędza.Czyż nie stawiamy na rozwój intensywny a nie ekstensywny?

    Raczej ludziom lepiej się żyje np.w "starej" Szwajcarii czy Austrii,niż w "dynamicznej demograficznie" Nigerii czy Kolumbii.
    Hundert achtzig professoren...

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

DOSTĘP PREMIUM

Polecamy