- To zdjęcie nawiązuje do wielu nagród z World Press Photo, ponieważ jest to coś w rodzaju Piety. A dosyć łatwo nagradza się zdjęcia, które na tym bazują - mówi o tegorocznym zwycięzcy World Press Photo Andrzej Zygmuntowicz. Nagrodę za Zdjęcie Roku 2012 zdobył hiszpański fotograf Samuel Aranda. Zwycięskie zdjęcie przedstawia odzianą w czarny nikab kobietę, która tuli w ramionach rannego mężczyznę.
- To nie jest pierwsza tego typu fotografia - komentuje Zygmuntowicz. - Takich zdjęć, które przypominają układ dwóch osób, gdzie jedna z dużą serdecznością zajmuje się drugą, już parę było. Nawiązują one do tradycji ikonicznej, ale w tym przypadku chciałoby się wiedzieć, czego dotyczy przedstawiona sytuacja. Z tego zdjęcia ta informacja nie wynika, podpis jest więc elementem koniecznym dla zrozumienia obrazu fotograficznego. Bo to, że mamy mężczyznę bez twarzy i kobietę, która zasłonięta jest czarnym strojem powoduje, że możemy określić kulturę. Natomiast czy jest to Pakistan, Afganistan czy Bangladesz? Stajemy tutaj bezradni wobec tej fotografii - dodaje.
"Były lepsze zdjęcia" Zdaniem Zygmuntowicza można było się spodziewać, że w tegorocznym konkursie pojawią się motywy związane z tzw. arabską wiosną. - Mogły konkurować właściwie tylko dwa tematy: Afryka Północna i
tsunami w Japonii. A Afryka jako pytanie o przemiany społeczno-polityczne to temat, który powinien wygrać - uważa.
- Mam jednak wątpliwości - podkreśla fotograf. - Wśród nagrodzonych zdjęć są dwa inne, które moim zdaniem trochę mocniej pokazują to, co działo się w Afryce Północnej. Jednym jest zdjęcie z Libii Yuriego Kozyreva, gdzie tamtejsza sytuacja pokazana jest jako pewna forma szaleństwa. Wygląda ona jak jakieś
gry uliczne, jest cała gromada mężczyzn. Jest jednoznaczne określenie, że to Afryka Północna, ale pojawia się też pewne skomplikowanie całej sytuacji - widać, że coś dalej, poza tym zdjęciem się dzieje.
- Drugim zdjęciem jest to autorstwa Remiego Ochlika. Ten obraz jest zadumą, która trochę lepiej oddaje ideę tego, co działo się w regionie. Mamy na nim jegomościa, który wyraźnie jest osadzony w kulturze islamu; mamy flagę libijską, ale ona nie ma znaczenia. Co ma znaczenie, to że za nim jest zrównana ziemia, jakieś instalacje w dalekim planie. Widać, że to teren, na którym coś się dzieje. Człowiek na pierwszym planie jest zaś pytaniem: jaki jest sens? Czy wygramy? Niby jest po wszystkim, niby batalia skończona... - opowiada Zygmuntowicz. - Ten obraz z jednej strony jest informacją, że zdarzyły się rzeczy dramatyczne, z drugiej zaś nie wiadomo, kto wygra.
Dramatyczne wydarzenia, ale zdjęcie tego nie pokazuje - Jestem negatywnie zaskoczony tegorocznym wyborem - podsumowuje Zygmuntowicz. - Wydarzenia w Afryce były dramatyczne. Nie oczekuję, że na zdjęciach będzie krew, ale musi się czuć, że wydarzył się tam dramat.
Tak było w przypadku zeszłorocznej nagrody. Przypomina mi się przy tym nagroda sprzed paru lat z wojny w Czeczenii. Zwycięskie zdjęcie przedstawiało chłopaka w oknie samochodu. I znowu - wiemy, że tam wydarzył się dramat, a wygrało zdjęcie, które tego nie opowiadało.
- W wymiarze fotograficznym to zdjęcie, które wygrało w tym roku, jest piękne. Ale w wymiarze dziennikarskim zawiera za mało informacji. Mam pewien dyskomfort, że oglądam ładny kadr, ale nie opowiada on historii - dodaje.