"Te wybory to dla przeciętnych Amerykanów być albo nie być"

- Dzisiaj nawet najwierniejsi wyborcy Obamy nie głosują na niego z takim entuzjazmem. A Romney nie uskrzydla ludzi - mówił w TOK FM były ambasador Polski w USA Janusz Reiter. - Najciekawsze jest to, czy Obama utrzyma margines przewagi. W tym momencie różnica między tymi ludźmi to ćwierć procentu - dodał Andrew Michta. - Dla przeciętnych ludzi w Ameryce te wybory to ich być albo nie być - komentowała Dorota Warakomska.
Ameryka wybiera swojego prezydenta. Różnica w sondażach między kandydatami jest w granicy błędu statystycznego. Zobacz najlepsze zdjęcia z głosowania >>

Co z USA, gdy wygra Romney? Oceniają Lis, Graff, Węglarczyk, Gadziński i 300Polityka >>

To już nie te emocje...

Janusz Reiter, były polski ambasador w Stanach Zjednoczonych, uważa, że Amerykanie mają bardzo wyrazisty i ciekawy wybór. - Chociaż nie tak emocjonalny jak przed czterema laty. Dzisiaj nawet najwierniejsi wyborcy Obamy nie głosują na niego z takim entuzjazmem jak wtedy. Romney nie uskrzydla ludzi. To nie jest więc wybór emocjonalny, ale wyrazisty - mówił w TOK FM.

- Romney obiecuje zlikwidowanie ubezpieczenia dla najuboższych. Ale obiecuje też stworzenie 12 milionów miejsc pracy i obniżenie podatków. Te obietnice są jednak tak duże, że niemożliwe do zrealizowania - zauważyła Dorota Warakomska, wieloletnia korespondentka TVP w USA.

Wybory w Stanach aż tak ważne?

- Czy to są najważniejsze wybory na świecie? - pytał swoich gości Daniel Passent w programie "Salon Radia TOK FM". Janusz Reiter nie ma wątpliwości, że wybory amerykańskiego prezydenta mają najwyższą polityczną rangę. - To wynika z prostej linii z roli, jaką Ameryka odgrywa w świecie - mówił w TOK FM.

- Dla przeciętnych ludzi w Ameryce to jest ich być albo nie być, to decyzja o ich przyszłości - komentowała Dorota Warakomska.

Czy bardziej amerykańsko, czy bardziej europejsko...

Andrew Michta, dyrektor German Marschall Fund of the United States w Warszawie, uważa, że w tych wyborach bardzo ostro została postawiona rola państwa. Janusz Reiter przypomniał, że nie jest to spór nowy, ale ciągle istotny. - Pytanie o to, na czym ma polegać rola państwa [jak bardzo ma się angażować - red.]. Polityka Obamy była nieco bardziej europejska. Romney odwołuje się do siły tej amerykańskiej tradycji i twierdzi, że ona jest tym, co może Ameryce dodać energii - komentował.

Jednak, zdaniem ambasadora, siła tego amerykańskiego mitu jest mniejsza. - Ludzie, którzy potracili domy, pracę - oni mają co do niego duże wątpliwości. Cały problem Romneya polega na tym, czy przekona, że sukces, który on odniósł, jest szansą dla każdego. Dzisiaj stosunkowo wielu Amerykanów jest skłonnych myśleć, że taki sukces jest możliwy tylko dla ograniczonej, wąskiej grupy ludzi uprzywilejowanych - opisywał.

- Zwłaszcza po niefortunnej wypowiedzi Romneya o 47 procentach Amerykanów, którzy nie będą na niego głosować, bo są za mało zaradni - przypomniała Warakomska.

Te "taśmy prawdy" pogrążą Romneya? "47 proc. Amerykanów to ofiary losu" >>

- Romney żyje w przeświadczeniu, że skoro on mógł, to wszyscy mogą. Zapomina o tym, że nie wszyscy pochodzą z takich rodzin jak on i nie wszyscy mają takie wsparcie - komentowała dziennikarka. Romney jest synem polityków - jego ojciec był ministrem u Nixona, matka kandydowała do Senatu.

To jest referendum nad stanem gospodarki

Andrew Michta uważa, że te wybory to głównie referendum w sprawie ostatnich czterech w gospodarce. Jego zdaniem dużo w tej sprawie zmieniło się w czasie debaty 3 października. - W tej debacie ten bogaty facet [Romney] nagle się stał centrycznym, na prawo republikaninem. Nie jest już przerażający - mówił.

- Najciekawsze jest to, czy Obama utrzyma bardzo wąski margines przewagi. W tym momencie różnica między tymi ludźmi to jest ćwierć procentu - dodał. Sprawa rozegra się wśród tzw. wyborców niezależnych - ludzi, którzy zmieniają partie, na które głosują. - Ruch niezależnych przesunął się w kierunku Romneya - zauważył Michta.

To, kto wygra, ma dla Polski znaczenie?

Janusz Reiter nie sądzi, żeby dla Polski miało duże znaczenie, kto zostanie prezydentem.

- Wyboru dokonuje przede wszystkim Polska. My chcemy być partnerem Ameryki w sprawach, które większość obywateli uważa za odległe od naszych interesów. Jeśli prowadzimy politykę w regionach, które nie leżą w bezpośredniej strefie naszych zainteresowań, to trzeba wytłumaczyć ludziom, dlaczego to robimy. Nie robimy tego po to, żeby się podobać Ameryce, ale dlatego, że mamy tam interesy - tłumaczył ambasador. - Na razie nie udało się naszych interesów w taki sposób zdefiniować. To bardzo ogranicza możliwości współpracy polsko-amerykańskiej - ocenia.

Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM

Serwis informacyjny

Komentarze (19)
"Te wybory to dla przeciętnych Amerykanów być albo nie być"
Zaloguj się
  • popijajac_piwo

    Oceniono 3 razy 3

    Rzeczywiście jest w czym wybierać. Coś jak u nas...

  • minkat

    Oceniono 9 razy 3

    Romnej jest jak Jaroslawzbawiciel- ten tez obiecywal miliony miejsc pracy, a potem obnizyl podatki(najbogatszym).

  • usmecenas

    Oceniono 2 razy 2

    Niech Pan Janusz Reiter mowi za siebie.
    Miliony ludzi emocjonalnie podeszlo do wyborow.
    Rodzaca kobieta zarzadala oddania glosu, przed pojsciem do szpitala.
    To nie dowcip, to sie zdarzylo dzisiaj w powiecie COOK.
    Prezydent Obama jest nasza jedyna nadzieja, nadzieja naszego swiata.
    Klamcy, jak Romey, powinni zostac odpowiednio ukarani.
    Szczesliwie tym razem pieniadze nie zwyciezyly.

  • zgr-edo

    Oceniono 2 razy 2

    przekazanie władzy Romneyowi w USA jest tym, czym dla Polski zwycięstwo Jarosława K. w wyborach.
    To znaczy, totalną katastrofą gospodarczą i groźbą III wojny światowej.

  • o_laf

    Oceniono 2 razy 2

    Co za roznica jakl sie bedzie nazywal prezydent USA,tu rzadza wielkie korporacjie,a prezydent bedzie tak tanczyl jak im pasuje....inaczej skonczy jak Kenedy

  • gtpress

    Oceniono 3 razy 1

    Panie J. Reiter, jak Pan mysli, kiedy i na jakim forum, Polska zdefiniuje swoje interesy ? jak na razie, to Polska doplaca do interesow innych......jaki to dla Polski interes?

  • mniklasp

    Oceniono 1 raz 1

    byc albo nie byc to raczej bardzo patetyczne , jeden i drugi bedzie dbal o miejsca pracy, Romney nie ma pojecia jak storzyc 12 milionow nowych miejsc pracy. U mnie sie nic nie zmieni , ale robotnicy lica na zmiane i polepszenie bytu wiec glosuja na Mitta

  • sselrats

    Oceniono 1 raz 1

    Te wybory to dla przeciętnych Amerykanów być albo być.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX