Polacy tolerancyjni? Prof. Wasilewski: To, za przeproszeniem, chrzanienie

Romskie dzieci trafiają do szkół specjalnych, choć nie mają zaburzeń. - Czy jako państwo i społeczeństwo jesteśmy gotowi na nieuchronny napływ ludzi z różnych kultur? - pyta prof. Jacek Wasilewski, socjolog SWPS w Warszawie. - Polacy nie są i nie będą tolerancyjni - stwierdza. - Nigdy nie było sielanki, jeśli chodzi o stosunki z "obcymi".
Dzieci Romów trafiają do szkół specjalnych, bo źle wypadają w testach na inteligencję. W wielu przypadkach - mimo prawidłowo rozwiniętej inteligencji - ich znajomość języka polskiego jest niewystarczająca, dlatego nie radzą sobie z testem.

Sprawę opisała dziś "Rzeczpospolita", zwracając uwagę na bierną postawę Ministerstwa Edukacji Narodowej, które o problemie wie od roku, ale na razie niewiele z tym zrobiło.

Prof. Jacek Wasilewski, socjolog z SWPS, komentuje: - To nie jest tak, że jedna grupa jest krzywdzona. Nie chcę bronić ministerstwa czy nas, Polaków. Ale w tym przypadku są dwie strony - komentuje dla TOK FM. - Po drugiej stronie jest tendencja do utrwalenia izolacji. Tendencji wynikającej z kultury i obyczajowości dla nas dość egzotycznej - stwierdza w rozmowie z TOK FM socjolog.

Romowie jak Polacy pod zaborami

- Romowie nie chcą być Polakami polskiego pochodzenia. Chcą być Romami - mówi prof. Wasilewski. - O żadnej asymilacji nie może być mowy. Bo będzie to asymilacja na siłę. I będą się sprzeciwiać, tak jak Polacy w czasie w zaborów sprzeciwiali się rusyfikacji czy germanizacji - stwierdza w rozmowie z TOK FM. - Trzeba pamiętać o ich odrębności kulturowej - jest inny system wartości, są inne obyczaje. Wprowadzanie naszego systemu wartości na siłę niczym dobrym się nie skończy - uważa socjolog.

Rodzice lekceważą system

Jego zdaniem należy podkreślić to, że jest przyzwolenie środowiska romskiego na taką sytuację. - Rodzice się nie postawią. Żyją w tradycyjnej kulturowości i dla nich nie ma sprawy, byleby się władza nie czepiała, że dzieci nie chodzą do szkoły, a co tam się dzieje z nimi, to mniejsza z tym. I tak sobie poradzą, bo odpowiednią socjalizację i kwalifikacje zdobywają w rodzinie i swoim środowisku - stwierdza kierownik Instytutu Socjologii SWPS.

Żyd jest super, Ruski jest super...

Czy my, Polacy, jesteśmy na tyle tolerancyjni, by dobrze przyjąć ludzi z różnych części świata? - Ojej... - wzdycha profesor. - Polacy nie są i nie będą tolerancyjni. Zwłaszcza w stosunku do przedstawicieli odmiennych kultur - mówi prof. Wasilewski.

Polacy uważają się za tolerancyjnych, czemu dają wyraz m.in. w badaniach sondażowych. - Ale to, za przeproszeniem, chrzanienie. "Żydzi są super, Romowie są super, Ruscy są super". Między bajki to należy włożyć. Jesteśmy na tyle wykształceni, że wiemy, co to poprawność polityczna. I wiemy, że pewnych rzeczy się nie mówi, bo jest to źle widziane. Liczą się nie deklaracje werbalne, a realne zachowanie. Widzi pani, co się dzieje po niewinnym filmie, który doprowadza do szału z 20 procent społeczeństwa [chodzi o "Pokłosie" Władysława Pasikowskiego - red.]. Tolerancja rzeczywista, na co dzień, to kwestia zmian pokoleniowych - uważa prof. Wasilewski.

Jego zdaniem to dzieci, które nawiążą kontakt np. w szkole, mogą sprawić, że poznają się ich rodzice.

Polska tolerancja? Nie mieli wyjścia

A co z mitem polskiej tolerancji za czasów Rzeczpospolitej Obojga Narodów, o których mowa na lekcjach historii, kiedy przerabiana jest Polska XVI wieku? - Polska do okresu rozbiorów, Rzeczpospolita Szlachecka, była krajem, w którym katolicy stanowili mniejszość. Katolicy byli wprawdzie największą grupą wyznaniową, ale wyznawców wszystkich religii było więcej - mówi prof. Wasilewski.

- Czyli nie mieli wyjścia? - pytamy. - Inność była czymś normalnym. Kraj nie był jednolity etnicznie i religijnie. Ale istniały sztywne zasady i prawa, które regulowały, kto co może robić i gdzie się osiedlić. Konflikty pewnie nie były mniejsze, tylko były regulowane - mówi rozmówca TOK FM.

Później to się zmieniło. - Nigdy nie było sielanki - ani w II Rzeczpospolitej, ani tym bardziej w PRL, kiedy homogenizacja posunęła się już do maksimum - prostuje mity prof. Wasilewski.

Czy Polak poradzi sobie z sąsiadem imigrantem

Zdaniem socjologa ważniejsza jest inna kwestia. - Czy jako państwo i społeczeństwo jesteśmy przygotowani do nieuchronnego napływu ludzi z różnych kultur, do wielokulturowości? Czy coś robimy w tym kierunku? Wszyscy chowają głowę w piasek. Demografowie mówią, że bez większego zakresu migracji, udostępniania naszego rynku pracy przybyszom z innych państw my będziemy za 10, 20 lat w bardzo złej sytuacji. Będą Czeczeni, inni emigranci i to nie z bliskiego kręgu kulturowego. Może należy stworzyć instytucję, która patrzyłaby kompleksowo na tę sprawę, i to nie przez pryzmat złej praktyki traktowania dzieci romskich - zastanawia się socjolog.

Jego zdaniem takie sytuacje będą wykraczały poza środowisko romskie. I może to dotyczyć np. dzieci Polaków wracających z długotrwałej emigracji, dla których język polski będzie drugim językiem.

'Dać szkołę Romom'. Monika Rakusa poleca film WATCH DOCS

Dostęp Premium TOK FM