"Kaczyński traktuje słowa jako rzeczy dla samego mówienia. One nie muszą mieć żadnego związku z rzeczywistością"

Prezes PiS zajął się ostatnio krytykowaniem przywilejów mniejszości niemieckiej w Polsce. Zapowiedział, że gdy tylko dojdzie do władzy, "asymetria" w traktowaniu mniejszości zostanie zniesiona. - Kaczyński chyba zbytnio przejął się doświadczeniami Gomułki. Bo to Gomułka nas straszył rewizjonizmem niemieckim i Krzyżakami - przypomniał Wujec.
"Mamy w Polsce do czynienia z nawrotem systemu postkomunistycznego w jego skrajnej wersji.Jeszcze nigdy po roku 1989 niepodległość nie była tak bardzo zagrożona" oświadczył w sobotę w Opolu prezes PiS.

- Jarosław Kaczyński powiedział w swoim życiu już tyle różnych słów, że jest absolutnie dowolne, co on jeszcze może mówić. Moim zdaniem on traktuje słowa jako rzeczy dla samego mówienia. One nie muszą mieć żadnego związku z rzeczywistością. Tak jest w tym przypadku - komentował w TOK FM Henryk Wujec, doradca prezydenta ds. społecznych.

- On to robi po to, żeby jeszcze poderwać swoich zwolenników, żeby powiedzieć, że jest twardy Kaczyński, walczyć będzie, nasz prezes itd. - opisywał gość TOK FM.

Prezes PiS ostatnio powiedział także, że "rząd kłania się Berlinowi, Komorowski chce być pod butem Rosji". Obiecał także "repolonizację banków i mediów".

Czytaj więcej: "Prawdziwy prezes wrócił". Politycy o pomyśle Kaczyńskiego >>

Wzbudzanie strachu przed Niemcami - groźne

Zdaniem Henryka Wujca nie należy się za bardzo przejmować opowieściami Kaczyńskiego o zagrożonej niepodległości. - Każdy widzi, że to nie jest nic mądrego - uważa.

Znacznie poważniejsze, zdaniem doradcy prezydenta, są próby ożywiania przez prezesa PiS strachu przed Niemcami. Kaczyński mówił między innymi, że "jeżeli PiS dojdzie do władzy, to będzie stosowana zasada: tyle praw Niemców w Polsce, ile praw Polaków w Niemczech. Asymetria będzie zniesiona".



- Kaczyński chyba zbytnio przejął się doświadczeniami Gomułki. Bo to Gomułka nas straszył rewizjonizmem niemieckim i Krzyżakami - przypomniał Wujec. - Może w swoim myśleniu zbyt się przejął tamtym doświadczeniem zsowietyzowanego społeczeństwa i teraz do tego wraca. Mam nadzieję, że to będzie pusty głos - podkreślił gość TOK FM.

Zobacz całą rozmowę z Henrykiem Wujcem:



Kaczyński przesadził w swoich wypowiedziach nt. mniejszości niemieckiej?
Przepisz tekst z obrazka:
nie umiem znalezc obrazka
Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM

Serwis informacyjny

Komentarze (63)
"Kaczyński traktuje słowa jako rzeczy dla samego mówienia. One nie muszą mieć żadnego związku z rzeczywistością"
Zaloguj się
  • saidakbar

    Oceniono 235 razy 207

    nie tylko nie muszą ale wręcz nigdy nie mają :):):):) ot oszołom gadający co mu ślina na język przyniesie a co dziwniejsze tysiące baranów mu przytakuje nie rozumiejąc co on mówi :):):):) JESTEŚ BEZMYŚLNYM IDIOTĄ??? POTWIERDŻ STAWIAJĄC MINUSA :):):):):)

  • epupecki

    Oceniono 177 razy 173

    Widać wyraźnie, że Kaczyński prowadzi pis do nikąd. Nie ma koncepcji na nowoczesną politykę, nie szanuje prawa, nie działa na korzyść społeczeństwa tylko potrafi wokół siebie zebrać hołotę i dzięki temu jest w Sejmie i pasie sobie brzuch za pieniądze podatnika. Hołota potrzebuje takiego maga ale nie sądziłem, że jest jej w Polsce aż tyle! Pazdrne łotry "włażą mu w dupę" oby tylko mieć dobry stołek i poparcie durnych.

  • net_friend

    Oceniono 173 razy 165

    W grudniu 81 trzeba było walczyć o niepodległość, ale ty mądralo siedziałeś w domu w bamboszach.

  • ugrydul

    Oceniono 154 razy 150

    Kaczyński jest największym wrogiem Polski i Polaków

    Nazywanie go patriotą to jawna kpina, podobnie jak nazwa jego partii- Prawo i Sprawiedliwość. Patriotycznymi frazesami to on sobie tylko gębę wyciera a tak naprawdę idzie po trupach do władzy.
    Nikt inny w przeciągu ostatnich 20 lat nie wyrządził tyle zła co on.
    To on najprawdopodobniej namówił brata bliźniaka na wycieczkę do Smoleńska i lądowanie we mgle, przez co spowodował śmierć 96 osób.
    Teraz pożerany wyrzutami sumienia stara się zwalić winę na rząd, przy okazji zbijając kapitał polityczny.
    To człowiek opętany totalną obsesją władzy. Nie potrafi zapanować nad swoimi emocjami. Kiedy trochę spuścił z tonu obiecując „rząd ekspertów”, ludzie dawali się nabrać a notowania PiSu rosły. Na szczęście nie wytrzymał długo i przy pierwszej sposobności znów zaczął bredzić o mordzie smoleńskim a notowania PiSu spadły. Desygnowany przez Kaczyńskiego na premiera prof Gliński odżegnał się od tych bredni, co dobrze świadczy o jego inteligencji, nie wróży mu natomiast długiego sprawowania stanowiska w PiSowskim „rządzie ekspertów”. Ciekaw jestem ile jeszcze razy fani prezesa dadzą się nabierać na te przebieranki. W 100 procentach spełnia on definicję osoby psychicznie chorej- kierowany potężnymi, wewnętrznymi, destrukcyjnymi siłami szkodzi sobie i innym.
    Kierowany przez Polskęzbawa PiS doprowadził do totalnego upadku i zidiocenia obyczajów politycznych. Prawi i Sprawiedliwi prezentują nam nieustający reality show zacietrzewienia, głupoty i chamstwa. Pozwolę sobie na kilka cytatów: "Spieprzaj dziadu" Lecha K. "Spie...dalaj" Beaty Pawłowskiej, czy też "Zdejmij h..ju czapkę" Kropiwnickiego. To PiS spowodowało, że w naszym Sejmie trwa ciągła awantura na temat aborcji, in vitro, trotylu i Tupolewa, zamiast merytorycznej dyskusji na temat zdrowia, oświaty, podatków czy emerytur. Niestety kto sieje wiatr ten zbiera burzę. Nieudany zamach Brunona K. powinien zostać potraktowany jako poważne ostrzeżenie i dać naszym posłom, głównie tym z PiSu, do myślenia, czy naprawdę warto cały czas szczuć społeczeństwo i brać się za łby.

    Dalszy ciąg w odpowiedziach. Tu się nie mieści...

  • ok-cham

    Oceniono 125 razy 121

    Zgryźliwy paranoik nie wymyśli już nic więcej ponad to, co dotąd powiedział. A powiedział już wszystko, czego nie poważyłby się nigdy powiedzieć żaden przyzwoity i rozsądny człowiek. To co ma mówić? Brnie w brednie.

  • art_102

    Oceniono 110 razy 102

    Większą krzywdę robią nam media niż sam Kaczyński. Nie ma powodu, żeby wypociny chorego na bycie na świeczniku człowieka transmitowały media. Przecież w w ten sposób popularyzujecie jego bełkon wśród maryjnych zwolenników Kaczyńskiego. To prosty lud, i kupuje tylko to co widzie między teleturnmiejami. Po cholerę tyle tego Jarkacza w mediach, bo oglądalność rośnie? Meczu z podlką drużyną, czy walki boksersekij Polaka nie można w polkiej telewizji zobaczyć, ale tego gówna mamy pod dostatkiem.
    Było spotkanie w Opolu, było, wystarczy wzmianka, jeden krótki fragment bełkotu i koniec. A nire, transmisja, komentarze po, artykuły, wywiady, tyle "nazwisk" ustosunkowujących się do tych jałowych tresci? Tak napędzacie mu p[opulrność i rozwlekacie teamt na miesiące. Po hjaką cholere robicie mu taką reklamę? Tak, opolskie rozmowy ograniczyłyby sie do garski Opolan i przywleczonyc ze sobą klakierów.

  • avatar70

    Oceniono 100 razy 94

    To cieszy ze w calym tym polskim bajzlu sa jeszcze normalni ludzie jak Henryk Wujec czy ks.Boniecki ..szkoda tylko ze ich glos jest coraz mniej slyszalny...

  • vomitorium1

    Oceniono 60 razy 56

    gomuła mówił tak
    ”każda fura gnoju
    zrucona na pola pgr-owskie
    jest ciosem
    wymierzonym
    przeciwko imperializmowi
    zachodnioniemieckiemu ....”

  • azeta7

    Oceniono 44 razy 36

    Ból osobisty, ból polityczny
    Z dr Elżbietą Zdankiewicz-Ścigałą, psychologiem traumatologiem, o mechanizmach przeżywania straty

    Martyna Bunda: – Jarosław Kaczyński tuż po śmierci brata wydawał się zaskakująco twardy i opanowany. Teraz forsuje teorię spiskową wypadku, angażuje się w wojnę na riposty i prywatne urazy z życzliwym mu dotąd dziennikarzem. Nie pojawił się na zaprzysiężeniu konkurenta w wyborach. Jak to wszystko rozumieć?

    Elżbieta Zdankiewicz-Ścigała: – To są modelowe wręcz reakcje na sytuację psychologiczną, w której Jarosław Kaczyński znalazł się po śmierci brata. Wszystkie te zachowania mieszczą się w normie i są charakterystyczne dla kolejnych etapów żałoby. Tyle że w tym wypadku przebiegają publicznie.

    Radzenie sobie z traumą zawsze przebiega według tego samego schematu?

    Zawsze. U każdego, niezależnie od jego typu osobowości, wcześniejszych doświadczeń, lepszych lub gorszych kompetencji społecznych, najpierw przychodzi faza szoku. Rzekome opanowanie jest jej typowym objawem. Osierocony człowiek jest wtedy jak zamrożony emocjonalne: chodzi, rozmawia, działa tak, jakby to się nie stało, jakby nie przeżywał emocji. A tymczasem jest emocjonalnie niedostępny. Ogląda świat przez szybę. Na poziomie percepcyjnym przyjął już tragedię do wiadomości, ale na głębszym – jeszcze nie jest w stanie tego przyjąć. Działają więc mechanizmy obronne psychiki. Chronią nas przed zbyt nagłym przetworzeniem sensu i znaczenia tego, co się stało. Bo inaczej to mogłoby być niebezpieczne dla naszego życia. Zachowywalibyśmy się nieobliczalnie.

    Ta pierwsza faza trwa około miesiąca. Potem zawsze przychodzi faza druga: załamanie i dezorganizacja.

    Czyli ból i łzy?

    Człowiek oscyluje pomiędzy udręką, bólem i płaczem a wściekłością. To faza szukania winnych, budowania spiskowych teorii i idealizacji, a wręcz kanonizacji zmarłego. Wszystkie te reakcje, myśli, emocje i zachowania są naturalne. Osoba w tym stadium może wydawać się nie do końca sprawna psychicznie, ale z punktu widzenia psychologii traumy wszystko jest w porządku, proces radzenia sobie z nieodwracalną stratą toczy się właściwie. Koncepcje spiskowe, uparte szukanie winnych, pełnią zresztą ważną funkcję. Dają złudzenie przewidywalności w świecie, który właśnie się zawalił. Dają złudzenie odzyskania kontroli. Porządkują rzeczywistość i na krótko łagodzą ból. Tak jakbyśmy wzięli kolejną tabletkę przeciwbólową, którą tym razem serwuje nam własny umysł. Na długo można utkwić w tej drugiej fazie?

    Nawet na całe życie. Jeśli nie akceptujemy u siebie poczucia bezradności, to je wypieramy, a na poziomie świadomym zostaje wściekłość, czyli działanie. To samooszukiwanie nie ma właściwości leczących, a bywa destrukcyjne. Bo trauma odwraca właściwy porządek – teraz to śmierć staje się figurą, a życie tłem. Życie toczy się, ale nic nas nie obchodzi. W przypadku polityka to wręcz niebezpieczne. W dodatku, jeśli będąc ofiarą traumy, zaczniemy wykorzystywać swój nowy status do uzyskiwania określonych korzyści – współczucia, podziwu, pomocy, ciągłej opieki, także materialnej – to z czasem może utrwalić się w nas syndrom ofiary. Stracimy motywację, żeby z tego stanu wyjść.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX