Ponad milion Polaków ma zaburzenia depresyjne, chorują także dzieci. Jak żyć z chorym na depresję? [ROZMOWA]

Co robić, gdy na depresję choruje najbliższy? - Możemy komuś pomóc tylko pod warunkiem, że sami nie wpadniemy w chorobę - mówi w rozmowie z TOK FM psycholog Aneta Bartnicka-Michalska. Jak dodaje, chorują także dzieci. - Jeśli dorastają w atmosferze rozpaczy, cały czas patrzą na płaczącą mamę, są bezradne, czują się winne - tłumaczy.
23 lutego to światowy dzień walki z depresją. Jak podaje Światowa Organizacja Zdrowia (WHO), na świecie na depresję cierpi ok. 350 mln osób. Zajmuje ona czwarte miejsce na liście najpoważniejszych problemów zdrowotnych na świecie. Szacuje się, że w Polsce zaburzenia depresyjne występują u 1,2-1,5 mln dorosłych osób. Wiele z nich nie zgłasza się po pomoc medyczną. Jak sobie radzić z tą trudną chorobą? Jak żyć z osobą, która cierpi na depresję? M.in. na te pytania odpowiada psycholog i psychoterapeuta Aneta Bartnicka-Michalska.

Karolina Głowacka: Depresja jest zaraźliwa?

Aneta Bartnicka-Michalska*: Dosłownie depresją oczywiście zarazić się nie można (to nie jest grypa), ale kiedy jesteśmy narażeni na przebywanie z osobą chorującą na depresję, ciągle smutną, ciągle nieszczęśliwą, doświadczamy pewnej niemocy. Jeżeli nie znajdziemy sposobu, żeby z tej sytuacji wyjść, możemy zareagować bezradnością, która z kolei może doprowadzić do depresji.

Teoretycznie: jako partnerka kogoś chorego na depresję - czy sama mam prawo do smutku?

Porusza pani ważną kwestię ról w związku. Z tego, co pani mówi, widać, że rozkład w takim układzie jest nierówny. Jedna osoba pełni rolę uprzywilejowaną, ma prawo cierpieć, trzeba ją rozumieć i chronić. A druga ma sobie jakoś radzić...

...ale "on jest chory - muszę mu pomóc".

Nie jestem pewna, czy osoba, która jest partnerem, ma taki obowiązek. Depresja jest bardzo ciężką chorobą. Osoba, która bierze na siebie ciężar leczenia bliskiego takimi zdroworozsądkowymi sposobami, jak "bombardowanie" pozytywnymi uczuciem, pełną akceptacją, chronieniem przed złym światem, prędzej czy później się wypali. To nie jest naturalna rola.

W takim związku następuje przekroczenie granicy w kierunku pewnego rodzaju nadużycia, często zresztą na własne życzenie. Zdarza się, że osoby, które wchodzą w rolę pomocnika, tak właśnie rozumieją styl bycia w związku. I jeśli taka osoba nie urealni sytuacji, nie przyzna, że ma do czynienia z chorym, bardzo łatwo może przeoczyć moment, w którym sama - z powodu niemocy - zaczyna chorować.

Jeżeli nasz partner podjął leczenie, to dobrze by było, żebyśmy zdjęli z siebie odpowiedzialność za niego. Możemy ewentualnie pójść do lekarza, skonsultować się, zapytać, co możemy zrobić, jak się zachowywać. Musimy jednak chronić siebie - nie możemy być lekarstwem na całe zło...

To co robić, gdy choruje najbliższy?

Przypominać o tym, że to nie my chorujemy. Możemy komuś pomóc tylko pod warunkiem, że sami nie wpadniemy w tę chorobę. A więc empatia, ale do pewnego stopnia. Zaangażowanie, ale do pewnego momentu. Nie kosztem siebie. Jeśli jest to możliwe, trzeba zaproponować partnerowi wybranie się do specjalisty i przyjmowanie leków.

Już słyszę te oskarżenia: "nie dbasz o mnie, nie masz dla mnie wyrozumiałości". "Wymagasz ode mnie. a ja mam depresję, nic nie rozumiesz".

To jest szantaż emocjonalny i trzeba się przed tym chronić. Taki związek niewiele ma wspólnego z partnerstwem. Przypomina raczej układ dwojga ludzi, którzy ze sobą cierpią...

Dzieci też mają depresję?

Jak najbardziej. Tyle że są w trudniejszej sytuacji. Dzieci, które dorastają w atmosferze rozsiewanej po całym domu rozpaczy, które cały czas patrzą na płaczącą mamę, są bezradne. Nie potrafią zrozumieć tego, co się dzieje. Nie potrafią temu zaradzić. A dziecko, które nie potrafi zaradzić, czuje się winne. Czuje, że powinno pomóc rodzicom. Zaczyna więc robić dziwne rzeczy, żeby tylko odciągnąć uwagę rodzica od niego samego i od smutku.

Zdarzało mi się rozmawiać z dorosłymi osobami, które opowiadały, że w wieku sześciu czy siedmiu lat chciały razem z rodzeństwem popełnić samobójstwo. Takie rzeczy się zdarzają. Dla małego dziecka, które nie znajduje wsparcia w bliskich, fantazja jest jednym ze sposobów adaptowania się do świata, ale kiedy nie ma już czego szukać w tej fantazji, dziecko nie ma się jak bronić... Nie chce już żyć.

Patrzenie na nieustannie cierpiących rodziców narusza świat dziecka, często nieodwracalnie. My, dorośli, mamy wiele sposobów, by radzić sobie z własnym lub cudzym cierpieniem. Dziecko często zostaje samo ze sobą, nie rozumie, co się tak naprawdę z nim dzieje. Chce po prostu przestać cierpieć.

Jak je chronić?

Musimy mieć świadomość, że jeżeli chorujemy, to w pewnym sensie choruje cała nasza rodzina. Oszczędźmy dziecko. Chrońmy je przed naszym cierpieniem. Podejmijmy leczenie, zapewnijmy mu opiekę, gdy objawy choroby nasilają się.

Z chorym na depresję mam się obchodzić jak z jajkiem? Czy przeciwnie - "potrząsnąć" nim?

To zależy. Zdarzają się osoby, które nie są w stanie wstać z łóżka nie z powodu lenistwa, tylko dlatego, że organizm odmawia posłuszeństwa. W takich sytuacjach mobilizowanie przez wzbudzanie poczucia winy może tylko zaszkodzić.

Jeżeli jednak dana osoba podjęła leczenie, bierze leki bądź uczestniczy w procesie terapeutycznym, a więc jest pod opieką specjalisty, nie ma powodu, by obchodzić się z nią jak z jajkiem. Czasem chory zauważa, że depresja daje mnóstwo profitów. Może sobie odpuścić wiele obowiązków, usprawiedliwiając się krótko: "Mam depresję". Takie zachowanie w żadnym razie nie sprzyja wyzdrowieniu i nie ma powodu, by je wzmacniać.

Gdzie jest źródło depresji?

Najczęściej mówi się o depresji endogennej, czyli wywołanej podatnością biologiczną. Niektórzy z nas są po prostu bardziej uwrażliwieni. Chemia mózgu działa u nich w taki sposób, że mają większą skłonność widzenia świata w ciemnych barwach; łatwiej wpadają w smutek, trudniej im odbudować pozytywny nastrój. Bywa, że ta skłonność jest dziedziczna. Ale depresja może być też efektem zdarzeń, najczęściej strat: począwszy od straty pupila - psa, kota - przez utratę pracy, po stratę bliskich osób.

Depresja jest uleczalna?

W dużym stopniu tak. Zależy, z jakiego typu depresją mamy do czynienia, jak długo ona trwa i w jakim wieku jest chorująca osoba. Inaczej będzie to wyglądać w przypadku osoby młodziutkiej, która natrafia na problemy natury społecznej; na przykład trudno jej się zaaklimatyzować w grupie rówieśniczej albo nie zdała egzaminu. Bardzo często odpowiednia pomoc farmakologiczna, wsparcie psychoterapeutyczne, wsparcie rodziny pomagają przejść przez kryzys.

Ale są też depresje, które znacznie trudniej poddają się leczeniu. Te przypadki są często związane z problemami egzystencjalnymi. Dotyczą osób dojrzałych, które bilansują swoje życie. Im jest znacznie trudniej odbudować w sobie nadzieję, powiedzieć: "Mam jeszcze tyle szans". Takim osobom jest bardzo trudno znaleźć chęci, żeby się w ogóle zacząć leczyć. I wreszcie depresja biologiczna, endogenna. Są osoby, u których cała struktura chemiczna mózgu i funkcjonowanie neuroprzekaźników są na tyle nieprawidłowe, że bez poważnych leków niemożliwe jest wyrównanie nastroju. Z kolei bez psychoterapii, i to często wieloletniej, trudno jest im wrócić do świata takiego, jakim on jest.

Czyli na pytanie: "Czy da się samemu wyjść z depresji?", odpowiedź będzie brzmieć: "To zależy".

Jeżeli mówimy o depresji klinicznej, o zaawansowanym stadium choroby, to bez wspomożenia chemicznego będziemy się tylko męczyć. Ale w życiu każdego pojawiają się kryzysy, czyli momenty, kiedy poprzednie zasoby przestają działać, a trzeba nauczyć się nowych umiejętności. Wtedy może pojawić się smutek, a nie każdy smutek musi być przez nas wytłumiany. Smutek jest czymś naturalnym, jeżeli tylko rozumiemy, dlaczego się pojawia. Pozwala nam rozstać się z czymś, przeformułować myśli, przeżycia, pójść do przodu.

Chociażby zjawisko depresji poporodowej. Dla młodych mam urodzenie dziecka jest zupełnie nową sytuacją, która może przerażać. Wtedy kobiety mają prawo zareagować depresją, rozwijającą się w dodatku przy zaburzeniach hormonalnych. Kiedyś było to bagatelizowane. Oczekiwało się od kobiety, że od początku będzie kochać swoje dziecko . Nie było dyskusji. Oczywiście, kobieta ma prawo mieć wątpliwości, zadawać pytania. Taka depresja poporodowa jest stanem przejściowym, ale przecież istnieje. Nie chodzi o to, żeby ją negować, tylko żeby zrozumieć. A jeśli trzeba, poprosić o wsparcie.

Czym się więc różni smutek od depresji?

W depresji mówimy o całej serii różnych objawów. Występuje tam smutek, ale również ogólne obniżenie nastroju, obniżona aktywność, poczucie beznadziei, bezradności, zachwianie cyklu dobowego. Albo śpimy bardzo mało, albo śpimy cały czas. W depresji jesteśmy płaczliwi, niekiedy pojawiają się myśli samobójcze. Smutek jest tylko jednym z objawów, ale niewystarczającym do stwierdzenia depresji. Jest bardzo naturalną emocją. Często wzbogaca; wiąże się z refleksją, pozwala też wyjść z okresu żałoby.

Bywa, że osoby, które doświadczają bardzo poważnych strat, chronią się przed smutkiem, bojąc się depresji. To jednak paradoksalnie tylko pogarsza sytuację. Smutek jest zaprzeczony, nieodreagowany, nieprzeżyty w sposób należyty. Wtedy z byle jakiego powodu może nastąpić przerażający dla danej osoby wybuch rozpaczy. Otoczenie jest zaskoczone, człowiek czuje się zdemaskowany. A tak naprawdę jest to naturalny wynik przekroczenia granicy, za którą już się nie kontrolujemy - wynik tłumienia naturalnych emocji.

Depresja jest chyba jedyną chorobą psychiczną, która przestała być wstydliwa. Bywa nawet modna...

Rzeczywiście, mam wrażenie, że dla wielu osób pojęcie depresji kojarzy się z większą wrażliwością, głębią przeżyć. Pewnie coś w tym jest. Są środowiska, które wręcz celebrują nadwrażliwość, ale są też takie środowiska domowe, gdzie się mówi: "U nas nie ma problemów - jesteśmy porządną rodziną. Problemy są tylko u Kowalskich".

Niemniej, może ta popularność słowa "depresja" wynika z naszej większej gotowości do zajmowania się sobą. Próbujemy modelować nasze życie, jesteśmy znacznie bardziej odważni w ujawnianiu swoich emocji, jesteśmy bardziej asertywni itd.

Tylko czy to nas nie rozpuszcza? "Pozmywaj za mnie, bo mam depresję".

Użalanie się nad sobą, jak najbardziej może wzmacniać tendencję do wydelikacania się. A siłę charakteru budujemy przez poznawanie siebie. Jeżeli pojawiają się myśli samobójcze, jeżeli wypadamy z dziennego trybu życia, zawalamy powierzone nam sprawy, to wtedy nie ma co debatować. Trzeba się sobą zaopiekować i poprosić o pomoc. Ale jeśli nasz smutek jest spowodowany tym, że koleżanka na nas krzywo spojrzała, że znowu jest zima; że nie mogę odkopać samochodu spod śniegu i w związku z tym świat jest przeciwko mnie, a sąsiadka kupiła takie same buty... no to, umówmy się - to niekoniecznie jest depresja. Potrzeba trochę zdrowego rozsądku.

Dojrzewanie polega na tym, że stajemy w obliczu kryzysów, które wymagają wyuczenia się nowych kompetencji, zmagania się ze sobą. Dzięki temu wchodzimy w nowy etap życia z nowymi umiejętnościami. A jeżeli będziemy uciekali przed każdym smutkiem - nie mamy możliwości dojrzeć. Chuchając na siebie, funkcjonujemy pod kloszem, który zabiera nam głębię przeżyć.

* Aneta Bartnicka-Michalska, psycholog i psychoterapeuta Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie. Członek Polskiego Towarzystwa Psychologicznego. Naukowo zajmuje się teoriami twórczości i ich zastosowaniem w odniesieniu do różnych sfer życia, m.in. kariery zawodowej, relacji międzyludzkich, edukacji i rozwoju. Obecnie prowadzi badania nad poznaniem właściwości psychologicznych warunkujących sukces zawodowy w różnych dziedzinach aktywności.

Jako psychoterapeuta doświadczenie zawodowe zdobyła, pracując m.in. w Instytucie Psychiatrii i Neurologii w Warszawie na oddziale dziennym rehabilitacji psychiatrycznej oraz w Szpitalu dla Nerwowo i Psychicznie Chorych w Tworkach. Współpracowała też z Polskim Komitetem Pomocy Społecznej, klubem "Amazonki" w Warszawie i Ogólnokształcącą Szkołą Baletową w Warszawie. Obecnie współpracuje z Pracownią Osobistego Rozwoju i Terapii PORT, gdzie prowadzi terapię indywidualną.

Jest współautorką projektu "Człowiek - Depresja - Twórczość" realizowanego przez SWPS w ramach Dnia Walki z Depresją.


Dostęp Premium TOK FM

Serwis informacyjny

Komentarze (100)
Ponad milion Polaków ma zaburzenia depresyjne, chorują także dzieci. Jak żyć z chorym na depresję? [ROZMOWA]
Zaloguj się
  • ami_lii

    Oceniono 232 razy 184

    Przede wszystkim - zdania typu "Weź się do roboty to ci depresja przejdzie", "Jak się ciągle opie..alasz to nic dziwnego że masz depresję", "Teraz to każdy ma depresję", "Weź się w garść a nie się wydurniasz", "Popracowałabyś fizycznie przez dzień i żadne psychotropy nie byłyby ci potrzebne", "Depresja to tylko fanaberia rozpieszczonych panienek" lub "Poszłabyś do spowiedzi to ci od razu przejdzie - depresja wynika z braku Boga w życiu" absolutnie nie pomagają.

  • cezar85

    Oceniono 139 razy 119

    niestety może być tylko gorzej

    odkąd wartość człowieka

    mierzona jest ilością zer na koncie

    a szczęście jest zależne od ilości cali w plazmie i przyjaciół na fb

  • prostolinijny27

    Oceniono 98 razy 84

    Wiedza, nawet wykształconych Polaków, na temat depresji jest taka, że kiedy na nią zachorowałem od swojej partnerki usłyszałem, że terapia farmakologiczna jest szkodliwa, bo nie uprawiamy sexu to - według niej - zaś prowadzi do zaniku miłości i wspólnoty. Ponadto dojrzała, blisko 40 letnia matka dwojga dzieci, pochodząca z tzw. dobrego domu podczas mojej choroby czytała książki np. pt. tytułem "Jak żyć z toksycznym partnerem czy mężczyzną". Jeśli nie wiedza to chociaż empatia i zrozumienie tej choroby niechże w naszych głowach zagości. Łatwo narzekać, łatwo współczuć tym, którzy nie mają nerki, nogi czy chorują na serce, lecz dla chorujących na depresję mężczyzn - szczególnie wizualnie i zawodowo atrakcyjnych - współczucia, pomocy i empatii już jakoś mniej... Ja straciłem wiele - żeby się uratować odszedłem i walczyłem o siebie sam. Udało mi się, ale związku już nie uratowałem.

  • tyberium1111

    Oceniono 89 razy 55

    Czym się więc różni smutek od depresji?

    w depresji nie istnieje smutek tylko ROZPACZ, mówienie o "smutku" jest kłamstwem. Rekin to nie rybka. Rozpacz to nie smutek. Terapeuta ubiera się w udawany smutek, żeby symulować rzekomą empatię. Powtarza często "jakie to smutne", kiedy ma do czynienia z tragedią życia innego człowieka. W literaturze terapeutycznej też zastąpiono rozpacz smutkiem. Smutek łatwiej brzmi, nie kojarzy się z autentycznym doświadczeniem życia. "CICHA ROZPACZ" jest tłem życia bardzo wielu ludzi, kto wie czy nie większości.

  • pkubic

    Oceniono 65 razy 43

    Temat bardzo aktualny, niestety..... Tekst potrzebny, by burzyć mity i zabobony na ten temat...

  • calmy

    Oceniono 43 razy 41

    Prawdziwa depresja to potworne schorzenie kończące się często śmiercią zsamobójczą.

  • rabin_szechter

    Oceniono 43 razy 15

    WHO
    Światowa Organizacja Zdrowia jest tak skorumpowana, jak inne organizacje tego typu. Mają na nią wpływ i lobbyści i różne grupy, o koncernach farmaceutycznych nie wspominając (stad np. naukowy dogmat ŚWIATOWEJ ORGANIZACJI ZDROWIA o NIEULECZALNOŚCI niektórych chorób, choć NAUKA dowodzi, że jest inaczej- patrz: cukrzyca).

    WHO uznało wegetarianizm za chorobę psychiczną - to nie jest żart . To jest pokaz "naukowości" tej organizacji.
    wiadomosci.onet.pl/nauka/who-uznalo-wegetarianizm-za-chorobe-psychiczna,1,5076408,wiadomosc.html

  • iremus

    Oceniono 25 razy 13

    Wcale nie widać że ma depresję. To po co on obalał komunę? static0.blip.pl/user_generated/update_pictures/2999379.jpg

  • cucurucu

    Oceniono 16 razy 12

    Jak wyleczyc depresje polska? Wyjechac z tego grajdola!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX