Lotnicze Pogotowie Ratunkowe nie wysłało helikopterów do 2,5-letniej Dominiki. Bo po zmroku, bo zła pogoda...

Pogotowie chciało szybciej przetransportować do specjalistycznego szpitala 2,5-letnią Dominikę, ale zarówno łódzkie, jak i warszawskie lotnicze pogotowie ratunkowe nie mogło poderwać maszyn. W Łodzi pracują tylko do zachodu słońca, a w Warszawie nie było warunków pogodowych.
- Próbowaliśmy uruchomić lotnicze pogotowie ratunkowe w Łodzi. Odmówiono nam, ponieważ helikopter lata tylko do zachodu słońca. Próbowaliśmy więc uruchomić lotnicze pogotowie w Warszawie, bo tamten helikopter może latać w każdych warunkach i przez całą dobę, ale tam też odmówiono nam, bo były niesprzyjające warunki pogodowe - mówi Danuta Szymczykiewcz, rzeczniczka pogotowia w Łodzi. - Naszym zdaniem przelot skróciłby czas dojazdu do szpitala - dodaje.

Specjalistyczna karetka jechała ze Skierniewic do łódzkiego szpitala godzinę i dziewięć minut. O tym, że będzie to specjalistyczny szpital przy ul. Spornej w Łodzi, podjął decyzję koordynator w pogotowiu wspólnie z koordynatorem wojewody.

Justyna Sochacka, rzeczniczka LPR-u, potwierdza, że w nocy z 25 na 26 lutego w okolicach Warszawy nie było warunków pogodowych na poderwanie maszyn. - Nas jako przewoźnika lotniczego obowiązują pewne przepisy, jeżeli nie są zachowane pewne minima pogodowe, nie mamy prawa poderwać maszyny w powietrze, jest to narażanie załogi, pacjenta, jak i osób postronnych. Załoga w Łodzi dyżuruje od wschodu do zachodu słońca. Dyżurujemy w określonych godzinach, nie może się to odbywać na zasadzie pospolitego ruszenia - mówi rzeczniczka.

Żeby śmigłowiec mógł wystartować w nocy, musi być widzialność pięć tysięcy metrów, podstawa chmur 1500 stóp. W tym przypadku - według rzecznika - widzialność była do trzech tysięcy metrów, a podstawa chmur do 1200 stóp.

2,5-letnia Dominika zmarła w środę w łódzkim szpitalu przy ul. Spornej. Wcześniej wysłania karetki do silnie gorączkującego dziecka odmówiło pogotowie. Dyspozytor polecił matce dziecka zadzwonić do nocnej i świątecznej pomocy lekarskiej. Kobieta w relacji dla "Gazety Wyborczej" mówiła, że tam od lekarza usłyszała: "Mogę przyjechać, ale to nie ma sensu. Wypiszę recepty, a pani ich i tak w nocy nie wykupi. A dziecka do szpitala nie zabiorę". Dopiero za drugim razem, gdy kobieta przekazała dyspozytorowi, że dziecko "przelewa jej się przez ręce", pogotowie wysłało karetkę. Dziecka nie udało się uratować. Sprawę bada skierniewicka prokuratura, od rana trwają przesłuchania w tej sprawie.



Dostęp Premium TOK FM

Serwis informacyjny

Komentarze (4)
Lotnicze Pogotowie Ratunkowe nie wysłało helikopterów do 2,5-letniej Dominiki. Bo po zmroku, bo zła pogoda...
Zaloguj się
  • kadykianus

    Oceniono 14 razy 6

    Oni są wszyscy jacyś nienormalni.
    Odkrycie Polaków: nie latamy w nocy.
    To znaczy, że to pogotowie jest tylko pro forma.

  • glit64

    Oceniono 14 razy 0

    "Lataj Synku nisko i bardzo powoli" - jakże miło,że Lotnicze Pogotowie Ratunkowe dba o wlasne bezpieczeństwo. Komu i na jaką cholerę potrzebny helikopter w jasny pogodny dzień??

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX