"W psychologii jest mnóstwo szarlatanerii, wróżenia z fusów. Trzeba zdemaskować niecne praktyki" [WYWIAD]

Karolina Głowacka
13.05.2013 , aktualizacja: 13.05.2013 12:15
A A A Drukuj
Dr Tomasz Witkowski

Dr Tomasz Witkowski (Fot. Łukasz Giza / Agencja Gazeta)

- Zajmuję się przypadkami ludzi, którym psychologowie rozbili rodziny, których doprowadzili nawet do kalectwa, którzy utracili swoją pozycję zawodową - mówi psycholog, dr Tomasz Witkowski. Niedawno wyszła jego książka "Zakazana psychologia", w której krytycznie przygląda się tzw. DDA, Dorosłym Dzieciom Alkoholików: - To nic innego, jak kreowanie popytu na usługi psychobiznesu - uważa.
- W ogromnym worku, który nazywamy psychologią, jest mnóstwo szarlatanerii - twierdzi dr Tomasz Witkowski, psycholog, który niedawno wydał drugą książkę w ramach projektu "Zakazana psychologia" (wyd. CiS). Jak pisze na swojej stronie: "opisywanych przeze mnie faktów, zdarzeń i informacji nie znajdziecie w podręcznikach psychologii, nie usłyszycie o nich na wykładach, nie przeczytacie w popularnonaukowych czasopismach. Niewielu jest psychologów, którzy chcieliby o nich mówić, a wielu takich, którzy zrobiliby wiele, aby o pewnych zdarzeniach zapomnieć, aby ich opis nigdy nie ujrzał światła dziennego". I tak, Witkowski próbuje rozprawić się m.in. z - uważanym przez siebie za wymyślonym - syndromem DDA, Dorosłych Dzieci Alkoholików.

Karolina Głowacka, TOK FM: Pan poluje na czarownice?

Dr Tomasz Witkowski*: - Nie, zajmuję się przypadkami ludzi, którym psychologowie rozbili rodziny, których doprowadzili nawet do kalectwa, którzy utracili swoją pozycję zawodową, itd., itp. To nie jest straszenie, to są normalne losy, rzeczywistość, która jest zaraz obok nas, tuż za rogiem, może za ścianą.

W tym ogromnym worku, jaki nazywamy psychologią, jest mnóstwo szarlatanerii, wróżenia z fusów, ale jest też sporo rzetelnej wiedzy opartej na empirycznych, twardych podstawach. Chciałbym pokazać obraz tej rzeczywistej psychologii - żeby to zrobić, trzeba zdemaskować wszystkie niecne praktyki. Być może ja widzę tego więcej, bo ci ludzie po prostu do mnie trafiają.

Pisze pan, że w psychologii istnieją kulty cargo - niby wszystko jak należy, tylko nie ma prawa działać

- Kulty cargo to bardzo ciekawe zjawisko, które cały czas możemy obserwować na wyspach południowego Pacyfiku. Otóż, szczególnie w czasie II wojny światowej na wyspach często pojawiali się biali ludzie. Zakładali porty, bazy wojskowe. Dla wyspiarzy pojawienie się na niebie wielkich ptaków - jak nazywali samoloty - było czymś nieprawdopodobnym. Te "ptaki" siadały na ziemi, wydobywano z nich skrzynie z napisem "cargo", w których były wszelkie możliwe dobra. Dla ludzi, którzy żyli i żyją w zamkniętym świecie, nie było innego racjonalnego wytłumaczenia: te skrzynie musiały pochodzić od przodków i bogów.



Zaczęli więc naśladować czynności białych, żeby zasłużyć na dary. I tak, tubylcy budują pasy startowe, wieżyczki kontrolne z bambusa, robią instalacje radiowe z lian, nawet tworzą makiety samolotów naturalnej wielkości. Z zaangażowaniem naśladują zachowania białych ludzi, ale oczywiście to nie może działać.

I co do tego ma psychologia?

- W 1974 r. bardzo znany fizyk, noblista, Richard Feynman wygłosił wykład, w którym porównał nauki społeczne, a szczególnie psychologię, właśnie do kultów cargo. Jego zdaniem, przedstawiciele nauk społecznych naśladują pewne zachowania przedstawicieli nauk ścisłych, ale robią to podobnie do tego, jak wyspiarze naśladują działania białych ludzi. Widać staranność, zaangażowanie, ale to nie ma prawa działać.

To po kolei: czy istnieje syndrom DDA?

- Nie, tego syndromu nie ma. DDA najłatwiej opisać, jako efekt Barnuma albo efekt horoskopowy. Barnum był dyrektorem cyrku w XIX w., zresztą bardzo inteligentny człowiek. Zauważył, że wróżki, które dla niego pracowały, jeśli tylko wypowiadały wystarczająco ogólnikowe stwierdzenia, bardzo szybko trafiały do wszystkich klientów.

W psychologii zbadano ten efekt. Jeśli przedstawimy ludziom charakterystykę, która jest wystarczająco ogólna, to większość osób uzna, że to bardzo trafny opis ich osobowości. Np. jeżeli powiem, że generalnie jest pani osobą pracowitą, ale miewa pani okresy, w których jednak lenistwo bierze górę nad naturalną pracowitością, to prawdopodobnie nie tylko pani, ale większość ludzi się pod tym stwierdzeniem podpisze.



Brzmi jak prasowe horoskopy.

- Właśnie. Jeżeli przedstawiamy charakterystykę DDA człowiekowi, którego rodzina w ogóle nie miała problemu alkoholowego, to on się zgadza z tym syndromem w takim samym stopniu jak osoby, w których rodzinach problem był.

To znaczy, że osoby, które żyły w rodzinie, gdzie było za dużo alkoholu, nie mają problemów?

- Mogą mieć, ale nie muszą. Nie ma w takich przypadkach automatu. To nie działa tak, że jeśli w rodzinie była przemoc albo alkohol, to w dorosłości na pewno pojawią się problemy. To jest zwykłe wmawianie.

Syndrom DDA w badaniach został po prostu zmiażdżony. Dlatego teraz cała ideologia DDA ucieka od tego określenia w kierunku tzw. rodziny dysfunkcyjnej - Dorosłe Dziecko z Rodziny Dysfunkcyjnej (DDD). W tej chwili ideolodzy DDA do problemu z alkoholem dodają przemoc, wychowywanie przez jednego rodzica, to, że ktoś w rodzinie był poważnie chory, itp. Dokładne badania pokazują, że opis syndromu DDD jest mocno na wyrost.

W Polsce głównym ideologiem DDA jest prof. Jerzy Mellibruda. On mówi o 4 milionach DDA. Jeżeli dołączy się do tego DDD, to ja już nie wiem, jaka to jest część dorosłej populacji, ale potężna. To nic innego, jak kreowanie popytu na usługi psychobiznesu.

A jak to jest z wczesnym dzieciństwem i jego wpływem na naszą osobowość?

- Wczesne dzieciństwo ma dokładnie taki sam wpływ na naszą osobowość, jak późne dzieciństwo, czy młodość. Myślę, że ten wpływ jest słabszy niż na przykład ostatnie pięć lat naszego życia. Nie ma żadnych podstaw do twierdzenia, że we wczesnym dzieciństwie osobowość kształtuje się w jakiś niepowtarzalny sposób. Ten mit pochodzi między innymi z uogólnienia badań nad zwierzętami, przede wszystkim badań Konrada Lorenza i Niko Tinbergena, laureatów Nagrody Nobla.

Komentarze (337)

  • avatar

    Oceniono 276 razy 222

    od około 12 lat wykonuję zawód psychologa i w pelni się z Panem Witkowskim zgadzam- ta nauka obrosła ogromną ilością szarlatanerii, działań które opierają się jedynie na wierze bez jakichkolwiek podstaw naukowych, trendów które są bardzo drogie a ich skuteczność jest porównywalna do placebo. Na tym traci psychologia jako nauka bo coraz częściej nie jest traktowana poważnie.

  • avatar
  • avatar

    Oceniono 110 razy 90

    Są w tej książce też ciekawe rozważania o etyce naukowców ( nie tylko psychologów ). Nierzetelne badania , znikające ich wyniki, naciągane interpretacje, niespełnione ambicje.

    Czytałem tę książkę kilka miesięcy temu ale ciągle mi się przypomina gdy czytam o wyjaśnieniach katastrofy smoleńskiej ...

  • avatar

    Oceniono 113 razy 63

    Trudno niespecjaliście ocenić czy koncepcja DDA jest hochsztaplerstwem czy też nie jest...Ale pseudo-naukowe gawędy o psychologii zarządzania doktora Malibrody (zwolennika DDA) wygłaszane w TokFm z wielką pewnością siebie, ale średnio zbieżne z rzeczywistością....PRZEKONUJĄ MNIE RACZEJ do poglądu dr. Witkowskiego...

  • avatar

    morganawiedzma

    Oceniono 211 razy 57

    Niestety, pan Witkowski może zrobić bardzo wielu ludziom bardzo wiele złego - sama znam masę osób, które skorzystały z pomocy ośrodków pomagającym ludziom uzależnionym i ich rodzinom, która odmieniała im życie i uleczyła ich związki - nie zależnie od tego czy syndrom DDA jest udowodniony naukowo czy też nie. Teraz te osoby, które i tak nie miały ochoty przyjrzeć się swojemu życiu, znajdą dodatkowy powód by tego nie robić, mam tylko nadzieję, że nie wpłynie to na finansowanie już i tak źle finansowanych takich ośrodków jak Wojewódzki Ośrodek Terapii Uzależnień w Gdańsku, który prowadzi genialną terapię dla osób z rodzin z problemem alkoholowym.

    Trochę przypomina mi to dylematy medycyny odnośnie przeziębienia - najpierw było o tym, że choroba wynika z wyziębienia organizmu - co jest elementem doświadczenia każdego człowieka, który choć raz przemarzł i miał katar. Potem próbowano przeforsować teorię, że wyziębienie nie ma z tym nic wspólnego, bo przeziębienie jest związane jedynie z działaniem wirusów, by w końcu dojść do tego, że jednak wyziębienie organizmu ma wpływ na aktywność wirusów i ich zaatakowanie akurat tego a nie innego organizmu.

    Mam wrażenie, że coś podobnego dzieje się obecnie z terminem DDA - być może narzędzia służące do jego diagnozowania są jeszcze nierzetelne, natomiast możliwe, że on jednak istniej, tyle że psychologia jeszcze nie odkryła jak go naukowo opisać i diagnozować. Szkoda tylko, by osoby, które potrzebują pomocy, zupełnie jej pozbawiać tylko dlatego, że psychologia nie może sobie poradzić ze swoją naukową wykładnią.

  • avatar

    hel_w_skarpetach

    Oceniono 67 razy 51

    Dużo racji ma dr. Witkowski ale przesadza w drugą stronę (nieco). Oczywiście że istnieje zjawisko analogiczne do imprintingu także u człowieka. Klasyczny jest eksperyment z Albertemu którego uwarunkowano fobię na białe futro. Kilka lat temu w USA wypłacono nawet grupie osób odszkodowania za eksperyment polegający na zasugerowaniu dzieciom że się jąkają co trwało przez całe życie. Eksperymentatorka udowodniła swoją tezę o wadze wczesnego uczenia się ale nie zajęła się w przeciwieństwie do "Alberta" pozamiataniem po sobie i zniszczyła tym osobom życie zawodowe. Istnieje nawet racjonalne wyłumaczenie tego faktu na bazie bardzo racjonalnej psychologii ewolucyjnej: warunki w których się dziecko wychowuje z wielkim prawdopodobieństwem były warunkami w których przebiegnie reszta jego życia (od niedawna to oczywiście często nie jest już zasadą ale było przez miliony lat). Pełna zgoda natomiast że na skuteczność terapii konieczne są zawsze dowody a nie najgłębsze choćby przekonania.

  • avatar

    Oceniono 124 razy 34

    A jak bardzo nieskuteczne i szkodliwe są niektóre terapie medyczne i zupełnie inaczej działają na różnych ludzi. A niektóre opatentowane leki działają, ale naukowcy tylko domyślają się jak i dlaczego. Na nawet jeśli są pewni, to tworzyli leki testując je na zwierzętach i u ludzi mogą działać one inaczej. Nie zapominając o oszustwach tych tak racjonalnych i wysławianych naukowców i lekach, które nie działają lub mają śmiertelne skutki uboczne. Ale przecież nikt przy zdrowych zmysłach nie zakaże stosowania procedur medycznych do czasu gdy zostaną 100% udoskonalone i potwierdzone bez żądnej wątpliwości.Być może nasza wiedza o człowieku jest na chwilę obecną zbyt mała
    Ludzie potrzebują pomocy i większość osób uzyskuje pomoc. Natomiast terapie się weryfikuje i doskonali, podobnie jak trzeba weryfikować środowisko lekarskie.

    A to dotyczy biologi - tej którą da się zmierzyć, zobaczyć i niby wszystko powinno być jasne i oczywiste. Nauki humanistyczne wyglądają czasem jak szukanie teorii roboczych do tego co ledwo majaczy na horyzoncie. A jednak nawet niedoskonałe teorie potrafią pomóc ludziom w potrzebie. Ja osobiście znam wiele osób z problemem DDD, który terapia bardzo pomogła. I nie chodzi o subiektywne odczucie, ale wyraźne nabranie umiejętności interpersonalnych i ułożenie sobie życia. Podobnie jak w wielu innych sytuacjach. I myślę, że wielką szkodę dr Tomasz Witkowski robi różnym terapiom, ośmieszając i strasząc na przykładach skrajnych wypaczeń i kiepskiej jakości poszczególnych terapeutów np. wiem wystarczająco dużo o rebirthingu by wiedzieć, że typowa sesja wygląda inaczej.

    Co do tego, że jedne osoby z rodzin alkoholowych nie mają problemów a drugie duże - jedne osoby z genetycznym obciążeniem jakąś chorobą, też sobie dobrze radzą, aż pojawią się okoliczności, które uaktywnią biologiczną podatność na daną chorobę, a inne nie mają tej indywidualnej siły.

    A jeśli nap dr nie rozróżnia między sytuacją "czasem mam jakiś problem" , a zawsze mam problem z bliskością i ZAWSZE uciekam na pewnym etapie relacji i stawia DDA/DDD na tym samym poziomie co porady wróżek, to jak dla mnie się skompromitował całkowicie i pokazał, że jemu nie o fakty chodzi, ale o udowodnienie pewnych założeń, które sobie postawił. Nie bierze też pod uwagę, że w psychoterapii nastawienie pacjenta jest jeszcze ważniejsze niż w medycynie - nie wystarczy brać leków, trzeba CHCIEĆ coś zmienić w sobie i swoim życiu. A wiele osób chce lepiej się czuć, nie dokonując zmian w swoim myśleniu i nie ruszając trudnych dla siebie emocji. A tak się nie da do większości problemów. Udowodnione terapie jak behawioralno-poznawcza mają swoje ograniczenia i sprawdzają się do pewnego typu problemów, ale nie wszystkich.

  • avatar

    Oceniono 55 razy 31

    Najgorzej jak na jakiś temat autorytatywnie wypowiada się ktoś kto nie ma pojęcia o czym mówi. Pan doktor najwyraźniej nigdy nie był pacjentem/klientem, nigdy za pewne nie był też (i może na całe szczęście) w roli psychoterapeuty. Nie ma pojęcia co to znaczy "doświadczenie terapii", gdy czasami zmiany zachodzą RZECZYWIŚCIE NIE WIADOMO JAK i KIEDY. Psychoterapia nie jest procesem, którym można wszystko dokładnie zbadać i zmierzyć. Pod tym względem nurt poznawczo-behawioralny, tak hołubiony przez doktora Witkowskiego, jest najlepiej zbadany, bo najłatwiej się go mierzy. Stosuje się mnóstwo narzędzi - scenariuszy do pracy z każdym zaburzeniem i ankiet "termometrów emocji" itp, mierzalników, których w innych nurtach się nie stosuje, bo nie ma takiej potrzeby "biurokratyzowania" tego procesu, bo cierpi na tym czasami kontakt (przepraszam wszystkich terapeutów CBT - swoją drogą też czerpię z tego nurtu w pracy) . Z tego co wiem również terapeuci poznawczo-behawioralni czerpią z innych nurtów, bo przyznają, że inaczej się nie da. Terapia musi być po prostu dopasowana do pacjenta i nie można powiedzieć, że tylko CBT jest jedynym, uświęconym w badaniach naukowych nurtem psychoterapeutycznym, który można uprawiać.
    To o czym pisze mówi pan Witkowski - porozbijane małżeństwa jako konsekwencje szkodliwych terapii itp. Tak - czasami w toku terapii pacjent może sam podjąć taką decyzję. Nie dojdzie do tego jednak jeżeli pacjent nie będzie miał na to wewnętrznej zgody. Tego nie robi się dlatego, że "autorytet powiedział", raczej są sytuacje odwrotne - pacjenci chcą usłyszeć od "autorytetu" zgodę, "pieczątkę" pod tym co już sami od lat chcieli zrobić...
    Co do DDA - ależ to oczywiste, że jest to syndrom, pewna etykietka, którą posługuje się każdy terapeuta orientacyjnie, a nie doklejając ją jak by to było jeden do jednego odwzorowanie osobowości pacjenta (takie 0-1 patrzenie to raczej u początkujących terapeutów u których i tak pacjent się raczej nie utrzyma).

    Zauważam podstawowy problem u doktora Witkowskiego. Myli on porządek do chodzenia do prawdy w nauce z porządkiem dochodzenia do prawdy w psychoterapii. Ten pierwszy dąży do jak największego obiektywizmu. W tym drugim jak najwięcej miejsca jest dla subiektywności. Uprawianie zawodu psychoterapeuty to bardziej sztuka, nawet bym powiedziała rzemiosło, gdzie jak najbardziej jest miejsce na subiektywność, czerpanie z doświadczenia, ale także jakąś zwyczajną do tego smykałkę.

  • avatar

    Oceniono 95 razy 27

    Społeczeństwo, zamiast rozwijac włąsną racjonalność, wychowywać się jak przystało na dojrzałych ludzi - hołduej zasadzie niedowierzania sobie i hołdowaniu "ekspertom"....

    W sumie "ekspert" od psychologii jest takim samym człowiekiem jak inny, ma problemy, nie jest wszechwiedzący i nieomylny, ale ma posuchach społeczny, jest nieraz umocowany w prawie - i jako taki, szczególnie niebezpieczny.....

    rzeczywiście często to współczesny szarlatan, czy oszust..... zamiast tego lepiej po prostu posiadać wsparcie rodziny, zdobywać i ugruntowywać przyjaźnie - to o wiele zdrowsze niż niczym nie uzasadniona WIARA w MOC (zapewne magiczną) psychologa.....

    Zwykle jednym z testów na "eksperckość" eksperta, jest to, że potrafi swoją tezę uzasadnić w sposób zrozumiały dla przeciętnie wykształconego człowieka.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najczęściej czytane

Napisz do TOK FM

Czekamy na Twoje opinie

Administratorem danych osobowych jest Agora S.A. z siedzibą w Warszawie, ul. Czerska 8/10, 00-732 Warszawa. Podanie danych osobowych jest dobrowolne. Osobie, której dane dotyczą przysługuje prawo wglądu do danych osobowych oraz ich poprawiania.