Urzędniczka ministerstwa powiedziała o brakach w polskim prawie ws. in vitro. Odpowie za nielojalność wobec rządu

Agnieszka Sadłowska, urzędniczka z Ministerstwa Rolnictwa, jest matką dziecka poczętego dzięki in vitro. Od lat walczy też o dostosowanie polskiego prawa do unijnego w zakresie sztucznego zapładniania. Stanie za to przed komisją dyscyplinarną - resort rolnictwa zarzucił jej nielojalność wobec rządu.
Agnieszka Sadłowska, pracująca w departamencie zajmującym się bezpieczeństwem żywności, jest też ekspertem od prawa europejskiego. Jednak jej zaangażowanie w tematykę związaną z in vitro, nie ma z jej pracą w Ministerstwie Rolnictwa nic wspólnego.

Sadłowska od lat kooperowała z organizacjami społecznymi, które w swojej działalności podejmują temat walki z bezpłodnością. Współpracowała z dziennikarzami i politykami, którzy byli zainteresowani - mocno spóźnionym - dostosowaniem polskiego prawa do regulacji unijnych w zakresie sztucznego zapłodnienia.

Jako ekspert zaangażowała się w prace stowarzyszenia Stowarzyszenie na Rzecz Leczenia Niepłodności i Wspierania Adopcji Nasz Bocian. - W 2009 roku zaproponowano mi pomoc w dostosowywaniu prawa Unii Europejskiej do porządku krajowego. Chodziło o stworzenie obywatelskiego projektu ustawy, który miał wprowadzić trzy unijne dyrektywy regulujące między innymi sprawę in vitro - mówi Sadłowska i przypomina, że te przepisy Polska powinna wprowadzić już 6 lat temu.

Stwierdzenie faktów to łamanie przepisów?

"Państwa członkowskie powinny wprowadzić nadzór i kontrolę nad klinikami leczenia niepłodności oraz klinikami, gdzie przetrzymywane są nasienie i komórki jajowe oraz zarodki - mówi Agnieszka Sadłowska, ekspert ds. prawa Unii Europejskiej.". To dokładny cytat z artykułu, który opublikowaliśmy w styczniu , gdy opisywaliśmy skutki, jakie powoduje niewdrożenie dyrektyw unijnych.

Agnieszka Sadłowska wspomniała też wtedy, że za brak tych regulacji Komisja Europejska może Polskę ukarać, co nie jest tajemnicą, bo kilka tygodniu później o tym samym zagrożeniu mówił sam premier.

Okazuje się jednak, że te wypowiedzi urzędniczki dyrektor generalny Ministerstwa Rolnictwa Wojciech Wojtyra zakwalifikował jako przykład złamania przepisów o służbie cywilnej. I polecił rzecznikowi dyscyplinarnemu Ministerstwa Rolnictwa zająć się tą sprawą.

Zwrot kosztów podróży, to nie zarobek

Wniosek do rzecznika dyscyplinarnego o wszczęcie postępowania dyscyplinarnego wobec Sadłowskiej oraz wyniki postępowania rzecznika wytykają urzędniczce, że w wielu punktach złamała Ustawę o służbie cywilnej i zasady etyki korpusu. Rzecznik dyscyplinarny wylicza jej wystąpienia o in vitro na sejmowej podkomisji zdrowia, twierdząc, że pojawiała się tam jako ekspert Ruchu Palikota. Sadłowska twierdzi, że nigdy nie reprezentowała żadnej partii. We wniosku rzecznik zarzuca jej też publiczne występowanie na konferencjach prasowych razem z politykami różnych ugrupowań (m.in. z Markiem Balickim).

Kolejny zarzut dotyczy też wynagrodzenia, które Sadłowska miała pobierać od stowarzyszenia Nasz Bocian. Urzędniczka twierdzi, że otrzymała jedynie zwrot kosztów podróży za konferencję zagraniczną, na której występowała jako ekspert. Umowa na niewiele ponad tysiąc złotych była wystawiona ponad 3 lata temu. - Zawsze współpracowałam ze wszystkimi organizacjami za darmo - zapewnia Sadłowska.

Co może urzędnik państwowy robić po pracy?

Z zarzutami rzecznika polemizuje Dawid Sześciłło, prawnik z Uniwersytetu Warszawskiego. Jego zdaniem to wypaczenie regulacji zabraniających członkom korpusu służby cywilnej działalności politycznej. - Wypowiedź ograniczała się do oceny zobowiązań prawnych, które ciążą na Polsce i których państwo polskie nie chce wykonywać. Nie był to przejaw manifestowania poglądów politycznych. Mimo iż polskie przepisy dotyczące służby cywilnej są restrykcyjne w tym zakresie, to ta wypowiedź ich nie narusza - mówi prawnik i dodaje, że urzędnikom, nawet służby cywilnej, wolno tak postępować.

Przypomina też orzeczenie trybunału w Strasburgu, który zajął się sprawą nauczycielki z Niemiec. - W Niemczech nauczyciele traktowani są jako część korpusu służby cywilnej. Nauczycielka była aktywną działaczką partii komunistycznej i straciła pracę. Przed Trybunałem Praw Człowieka wygrała sprawę, bo ten uznał, że jest to nieproporcjonalna ingerencja w wolność wypowiedzi - relacjonuje Sześciłło.

Ministerstwo nie lubi Ruchu Palikota, współpraca z Markiem Balickim nikomu nie przeszkadzała

Rzecznik dyscyplinarny w Ministerstwie Rolnictwa zarzuca też Agnieszce Sadłowskiej, że jako urzędnik służby cywilnej współpracuje w sprawie in vitro z posłanką Haliną Szymiec-Raczyńską z Ruchu Palikota. Urzędniczka odpiera zarzuty: - Współpracowałam z posłanką jako asystent społeczny, tak jak współpracowałam w poprzedniej kadencji z Markiem Balickim. Wtedy to on był przedstawicielem wnioskodawców w sprawie ustawy i zajmował się sprawą wdrażania dyrektyw. Występowałam na podkomisjach, które zajmowały się tymi sprawami - przypomina Sadłowska i mówi, że nigdy nie ukrywała tej współpracy, ale też nigdy nie należała do żadnej partii i nie zamierza należeć ani działać na rzecz jakiegoś ugrupowania.

O sprawie Agnieszki Sadłowskiej resort rolnictwa nie rozmawia

Ministerstwo nie chce tej sprawy komentować, a rzecznik dyscyplinarny był na urlopie. Agnieszka Sadłowska miała dziś stanąć przed komisją dyscyplinarną, ale sprawę odroczono.
. Prosiliśmy o rozmowę z dyrektorem Wojtyrą, ale usłyszeliśmy, że nikt nie będzie w tej sprawie się wypowiadać. - Wniosek o ukaranie mnie oprócz zarzutów nielojalności nie zawiera żadnych konkretów, które wskazywałyby, że złamałam ustawę - mówi Sadłowska.

Przepisy o lojalności nie służą do zamykania ust urzędnikom

Aby lepiej zrozumieć sprawę, sięgnęliśmy do słów profesora Krzysztofa Kicińskiego, który w wywiadzie dla Przeglądu Służby Cywilnej stwierdza: "Jeśli więc mamy do czynienia z człowiekiem o czystych intencjach, który dopatrzył się nieprawidłowości i podniósł alarm, informując o nieprawidłowościach popełnianych przez przełożonych lub kolegów, powinniśmy uznać, że jego zachowanie jest zgodne z kodeksem".

Profesor stwierdza też, że przepisy o lojalności nie mogą służyć do zamykania ust urzędnikom.

Dostęp Premium TOK FM

Komentarze (230)
Urzędniczka ministerstwa powiedziała o brakach w polskim prawie ws. in vitro. Odpowie za nielojalność wobec rządu
Zaloguj się
  • krukpl

    Oceniono 577 razy 561

    jest to zwykłą prostacka próba zastraszenia .
    osoby chcące ją karać jak np ten cały Wojtyra powinny wylecieć z hukiem

  • his_dudeness

    Oceniono 359 razy 331

    Urzędnik w tym kraju ma tylko trzy zadania:
    - uprzykrzać życie petentom
    - siedzieć wygodnie na stołku, surfować po internecie i popierać wynagrodzenie
    - głosować na obecną władzę

    Wszystko inne jest niepożądane, a już samodzielne myślenie musi być karane.
    Co by reszta pociotków nie wpadła na jakiś głupi pomysł, żeby nagle się pochylić nad faktami i wyciągnąć jakieś wnioski. W Polsce to polityk wie co dobre dla obywatela, kto protestuje ten jest, jak to mówią z angielska. "troublemaker" i trzeba go zneutralizować.

  • al-bundy

    Oceniono 274 razy 274

    A potem się dziwią, że Polacy mają ich dość. To tacy ludzie jak Wotjyra powinni wylecieć, a nie pani Sadłowska.

  • jagoda491

    Oceniono 219 razy 181

    Niech ten rząd jak najszybciej odejdzie w cholerę. PO jest równie wstrętna jak PiS.

  • xxx.ja

    Oceniono 144 razy 140

    tak jest na wszystkich szczeblach - im mniejsza gmina tym większe restrykcje

  • placebo99

    Oceniono 207 razy 135

    Totalitaryzm. Przykro patrzeć co PO robi z Polską. Normalnie płakać mi się chce.

  • felucjan

    Oceniono 67 razy 67

    Kobieta ma inne poglądy niż poseł Kłopotek i popadła w prawdziwe kłopoty.

    Po co zatrudniać urzędników na podstawie przepisów o korpusie cywilnym, skoro dyrektorami są i tak niekompetentne buraki na usługach partii rządzących nie podlegające żadnej weryfikacji poza lojalnością i wiernością, a miernota jest mile widziana.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX