"Prohibicja jest nieskuteczna. Legalizację marihuany popiera ponad połowa Amerykanów. Skręty paliło trzech prezydentów"

- Gdyby większość skazanych za narkotyki miała biały kolor skóry, to wojna z narkotykami zostałaby zakończona dawno temu. Czarnoskórzy stanowią około 12 procent amerykańskiego społeczeństwa, ale aż połowę odsiadujących wyroki - mówi w TOK FM Ethan Nadelmann, założyciel i prezes Drug Policy Alliance.
Nadelman założyciel i prezes Drug Policy Alliance, największej amerykańskiej organizacji zabiegającej o reformę polityki narkotykowej, nazywany jest "najbardziej wpływowym bojownikiem o zmianę polityki narkotykowej w USA". Jego zdaniem narkotykowa prohibicja pompuje tylko nielegalny narkobiznes.

Agnieszka Lichnerowicz, TOK FM: Mieszkańcy dwóch amerykańskich stanów, Waszyngtonu i Kolorado, w referendach zadecydowali, że chcą legalizacji marihuany. Co z tego do tej pory wyniknęło?

Ethan Nadelmann: - Legalizację marihuany w listopadowych referendach poparła tam nie minimalna większość mieszkańców, ale mocne 55 proc. W Kolorado ta inicjatywa dostała więcej głosów niż prezydent Obama, który starał się o reelekcję! To były więc poważne zwycięstwa, a nie przypadkowy wynik. Chodzi poza tym nie tylko o Kolorado i Waszyngton. Dziś legalizację marihuany na zasadach podobnych do regulacji dotyczących alkoholu popiera ponad połowa Amerykanów. To ogromna zmiana. 10 lat temu za legalizacją była tylko 1/3 Amerykanów. Dziś za jest 52 proc., a około 44 proc. przeciw.

Chodzi tylko o legalizację konsumpcji?

- Nie. To jest poparcie dla legalizacji konsumpcji, sprzedaży i produkcji, tak by regulacje przypominały te dotyczące sprzedaży alkoholu. Marihuana ma być uregulowana, opodatkowana i kontrolowana.

Większość ludzi, która poparła tę inicjatywę, nie pali marihuany, być może jej nie lubi. Martwią się o swoje nastoletnie dzieci jak każdy. Ale doszli do wniosku, że prohibicja jest nieskuteczna. Woleliby, aby policja skupiła się na ściganiu prawdziwych przestępców i poważnych przestępstw, a nie aresztowała młodych ludzi za palenie marihuany. Chcą też, by to rząd zbierał do budżetu podatki, a nie zarabiali na tym przestępcy. Sukcesem byłoby też osłabienie karteli narkotykowych w Meksyku. To są argumenty, które przekonują.

A co się dzieje teraz? Sytuacja jest skomplikowana. Referendum było w listopadzie. W grudniu w obu stanach legalne stało się posiadanie marihuany na własny użytek (maks. niecałe 3 gramy). W Kolorado legalne jest też hodowanie do sześciu roślin konopi. Krzaki muszą być jednak schowane, nie można ich posadzić w ogródku przed domem. Jednak w obu stanach mieszkańcy poparli też regulację handlu i produkcji. I teraz trwają do tego prawne przygotowania, przyjmowane są kolejne przepisy.

Jednocześnie wszyscy czekają na reakcję Białego Domu i Ministerstwa Sprawiedliwości, pytanie, czy pozwolą Kolorado i Waszyngtonowi na realizację tych inicjatyw. To jest prawdziwy dylemat dla prezydenta i prokuratora generalnego, bo prawo federalne, a więc ogólnoamerykańskie, legalizacji zakazuje.

Ludzie dopytują prokuratora generalnego, kiedy w końcu się do tego ustosunkuje. On jednak ciągle to odkłada. Ludzie, którzy rozmawiali z Obamą, uważają że on prywatnie sprzyja legalizacji, ale nie zamierza angażować się w te batalie politycznie.

Zwolennicy legalizacji przekonują, że wojna z narkotykami nie przynosi skutków. Że w związku z tym, że źródłem popytu na narkotyki są USA, gdyby Amerykanie uregulowali swoją produkcję, uspokoiłoby to sytuację w Meksyku. Ale przecież marihuana to tylko niewielki fragment rynku narkotykowego. Czy następnym krokiem będzie legalizacja twardszych narkotyków?

- Rzeczywiście. Te zmiany prawne w USA, które mają teraz miejsce, nie będą miały zbyt dużego wpływu na kartele narkotykowe w Meksyku. Z dwóch powodów. Po pierwsze - jak się szacuje - z marihuany pochodzi około 30 proc. wpływów karteli. Ale z drugiej strony handel narkotykami to dla karteli najprostszy sposób na bogacenie się. Pozbawiając ich więc nawet części tych wpływów, z pewnością im zaszkodzimy.

Na razie te zmiany zachodzą tylko w dwóch stanach. Meksykańskie kartele kontynuują eksport w inne miejsca USA. Jednak, gdy w najbliższych 5-10 latach kolejne stany będą decydowały się na legalizację i coraz więcej marihuany będzie produkowanej w USA, to oczywiście znacznie osłabi narkotykowy rynek w Meksyku.

Wracając do pytania o to, czy legalizacja marihuany to prosta droga do legalizacji twardszych narkotyków: heroiny, kokainy i metaamfetaminy. Odpowiedź brzmi jasno: nie! Absolutnie nie. Spójrzmy na Holandię, która połowicznie zalegalizowała konopie już w latach 70. Dziś większość popiera tam szerszą legalną regulację marihuany, ale nie ma szerokiego poparcia dla legalizacji twardych narkotyków.

Podobne trendy pokazują badania opinii publicznej w USA. Rośnie wsparcie dla legalizacji marihuany, w kwestii twardych narkotyków jest jednak od 30 lat niezmienne, w granicach od 5 do 10 proc.

Ludzie prawie na całym świecie wyraźnie rozróżniają marihuanę i inne narkotyki. Marihuany próbowało 100 mln Amerykanów, niemal połowa ludzi w wieku od 17 do 60 lat. To są dane Narodowego Instytutu Uzależnień od Narkotyków, a więc rządowego instytutu badawczego! Trzech poprzednich prezydentów paliło marihuanę! Clinton palił, ale zapewniał, że się nie zaciągał. Bush palił, ale nie przyznawał się do tego, aż zdradził go stary przyjaciel. Obama przyznał, że palił i to wiele razy. Heroiny czy metaamfetaminy próbowało natomiast tylko kilka milionów Amerykanów. Nawet kokaina ma złą reputację.

W kwestii twardych narkotyków my, aktywiści, w USA inspirujemy się raczej Portugalią, która nie zalegalizowała, ale przestała za posiadanie karać. Skupiamy się raczej na leczeniu. Szwajcaria, Niemcy, Holandia, Dania i Wielka Brytania pozwalają natomiast uzależnionym od twardych narkotyków już nie tylko przyjmować metadon, ale nawet heroinę. Na receptę i w klinikach. Przyglądamy się też tworzeniu klinik, gdzie uzależnieni mogą przyjmować narkotyki, by nie robić tego w publicznych toaletach czy na dworcach.

W USA chcielibyśmy się skupić na tzw. redukcji szkód oraz zmienić podejście do narkotyków z karnego na zdrowotne. Tak aby narkomani nie trafiali do więzień, natomiast karani byli dilerzy.

Niektórzy latynoamerykańscy eksperci, a nawet przywódcy wzywają jednak do legalizacji wszystkich narkotyków.

- Wydaje mi się, że im chodzi przede wszystkim, żeby w ogóle rozpocząć debatę. Przełamać tabu. Oni nie przedstawiają konkretnych propozycji, a raczej prowokują, by wywołać debatę. Proszę pamiętać, że od dekad amerykański rząd konsekwentnie próbował ocenzurować i zdusić każdą debatę o alternatywach dla prohibicji.

Autorzy głośnego filmy "Dom w, którym mieszkam" stawiają tezę, że polityka narkotykowa jest tak naprawdę rasistowska. Bo uderza przede wszystkim w Afroamerykanów. I że to jest celowe.

- Trudno się z tym nie zgodzić. I nie chodzi o to, że policjanci albo politycy są rasistami w tradycyjnym rozumieniu tego słowa. Przecież wielu policjantów jest czarnoskórych albo ma latynoskie korzenie. To jest rasizm w innym nieco znaczeniu. Ma związek ze źródłami prawa narkotykowego.

O tym, które narkotyki są legalne, a które nie, nie decyduje wcale ich szkodliwość dla naszego zdrowia. Ma to natomiast bardzo wiele wspólnego z tym, kto ich używa. Pierwsza prohibicja, dotycząca opium miała uderzyć w Chińczyków. Prohibicja kokainy była zaś wymierzona w czarnoskórych z południa.

W latach 70. XIX wieku głównymi konsumentami opium były białe kobiety w średnim wieku. Nikt wówczas nie myślał, aby opium delegalizować, bo za kraty trafiłaby babcia lub ciocia.

Jednak do USA zaczęli przybywać Chińczycy, którzy pracowali po 100 godzin tygodniowo w fabrykach czy na bazarach. Po powrocie do domu lubili zapalić trochę opium, tak jak to robili w ojczyźnie. Wtedy odezwali się amerykańscy rasiści i zaczęli krzyczeć o strasznym wpływie Chińczyków i ich opium na amerykańskie kobiety.

Prawa dotyczące marihuany odwoływały się do tego samego strachu i w latach 20. czy 30. miały uderzyć w meksykańskich imigrantów na południowym i środkowym wschodzie. W ciemnoskórych ludzi zabierających miejsca pracy dobrym, białym ludziom. To są rasistowskie źródła tych praw. Gdyby większość skazanych za narkotyki miała biały kolor skóry, to wojna z narkotykami zostałaby zakończona dawno temu. Czarnoskórzy stanowią około 12 proc. amerykańskiego społeczeństwa, ale aż połowę odsiadujących wyroki.

Jeśli zajrzymy do kieszeni 100 białych, 100 czarnych i 100 Latynosów - to podobny odsetek każdej z tych grup będzie miał marihuanę. Ale czarne dzieciaki mają 10 razy większą szansę zostać aresztowanym za to niż białe.

Jest tego wiele przyczyn. W biednych dzielnicach, gdzie mieszka więcej czarnoskórych, jest więcej policjantów. Natomiast w białych dzielnicach policjanci z większą podejrzliwością patrzą na czarnoskórych. Czarnoskórzy, którzy pochodzą z biedniejszych rodzin, nie mają odwagi postawić się policjantowi i powiedzieć mu, że nie ma konstytucyjnego prawa, by zaglądać do kieszeni. Nie mają też dostępu do adwokata, aby zaprotestować.

Podobne rasistowskie mechanizmy widzimy w kwestii praw dotyczących kokainy. W latach 80. Kongres uchwalił te same kary za 5 g kraku co za 500 g kokainy. Krak to narkotyk czarnych, kokaina to narkotyk białych.

Przeciwnicy legalizacji w Polsce argumentują, że jednak dzieciaki będą miały łatwiejszy dostęp do narkotyków. Po drugie - sprzeciwiają się temu założeniu, że skoro jakieś prawo nie działa, to należy je porzucić. Bo za morderstwa karzemy, choć są ciągle popełniane.

- Po pierwsze, w ostatnich 10 latach przeprowadzono w USA trzy sondaże z, których wynika, że młodym łatwiej jest zdobyć marihuanę niż alkohol. Żeby kupić alkohol, potrzebny jest dokument tożsamości. Natomiast - jestem przekonany - że w Polsce jest podobnie - najlepszy dostęp do marihuany mają dziś właśnie młodzi ludzie - dilerzy są w każdej szkole.

Po drugie, jeśli zalegalizujemy marihuanę, to skorzystają na tym nie młodzi, którzy mają już do niej dostęp. Skorzystają natomiast ludzie po czterdziestce i jeszcze starsi, którzy będą mogli palić, by uśmierzyć ból, albo zamiast pigułki nasennej.

W Polsce, tak jak w USA, jest poważny problem z nadużywaniem alkoholu. Naukowcy zgadzają się, że dla większości ludzi marihuana jest mniej szkodliwa niż alkohol. Marihuana nie wyzwala przemocy, znacznie rzadziej związana jest z niebezpiecznymi zachowaniami seksualnymi i nie powoduje śmierci z przedawkowania. Oczywiście, nie powinno się prowadzić samochodu po paleniu marihuany, ale ryzyko jest dużo mniejsze od jazdy po spożyciu alkoholu.

Jeśli chodzi o ten argument, że należy karać za narkotyki, choć to nie zmienia zachowań ludzkich, tak jak należy karać za zabójstwo czy gwałt, choć nie udaje nam się im zapobiec.

Prohibicja oznacza oddawanie pieniędzy przestępcom, zamiast do budżetu. Narkotyki, które są produkowane poza kontrolą, są bardziej niebezpieczne, bo nie wiadomo, co zawierają. Poza tym to prawo łamie wolności obywatelskie, prowadzi do zamknięcia coraz większej liczby ludzi w więzieniach i odrywa policjantów od zajmowania się naprawdę poważnymi przestępstwami. To są ogromne koszta kontynuowania polityki, która nie działa.

Poza tym porównywać palaczy marihuany do morderców i gwałcicieli?!! Ludzie, którzy dokonują takich porównań, nie mają jakiejkolwiek wrażliwości. Jest fundamentalna różnica między sprzedawaniem marihuany przez jednego dorosłego człowieka drugiemu a kradzieżą, morderstwem i gwałtem. Każdy, kto nie rozumie tego rozróżnienia, byłby absolutnie szczęśliwy w państwie totalitarnym. Fundamenty wojny narkotykowej przypominają fundamenty socjalistycznych utopii. To się opiera na założeniach, że dorośli są dziećmi oraz że musimy polegać na inwigilacji i informatorach, by egzekwować prawo. Zamykamy przy tym oczy na wyniki badań naukowych.

Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM

Serwis informacyjny

Komentarze (111)
"Prohibicja jest nieskuteczna. Legalizację marihuany popiera ponad połowa Amerykanów. Skręty paliło trzech prezydentów"
Zaloguj się
  • czterdziestyiczwarty

    Oceniono 126 razy 106

    Znacznie sympatyczniej prezentuja sie ryje palaczy marychy niz zachlanych w trupa pijaczkow okladajacych sie po zapijaczonych mordach lub zaczepiajacych spokojnych ludzi na ulicy lub stadionie.
    Ty jak wynika ze slownictwa nalezysz do klanu ochlapusow.

  • ciemnyludd

    Oceniono 106 razy 76

    Też kiedyś zapaliłem...Ale w odróżnieniu od WSZYSTKICH prezydentów, ja się...z a ci ą g a ł em...

  • oololek

    Oceniono 70 razy 46

    od paru misiecy, co 3-4 dni wpadaja na glowne portale art o depenalizacji/legalizacji ziola. nie minie rok, a pol swiata bedzie moglo kupic grama w aptece czy innym sklepie. big pharma juz kladzie rece na regulacji, klamka zapadla.

  • teraz-otwarte

    Oceniono 20 razy 18

    Dzięki narkotykom pierze się kilkaset miliardów dolarów rocznie w bankach, które są obecnie kontrolowane przez kartele. Kartele kupują cały wymiar sprawiedliwości więc bankierów się nie karze za pranie miliardów, a takie wpadki banki miały. Nikt nie poszedł do więzienia. Milion młodych murzynów zamkniętych jest w więzieniu i nie ma potrzeby szukać dla nich pracy.

  • cezar85

    Oceniono 13 razy 9

    @nostradamuspl

    bo do stanów i karaiby dotarli tylko najsilniejsi niewolnicy

    czyli ci którzy potrafili wytrzymać w kajdanach

    i upale pod dekiem, ponad dwa miesiące

    dzisiaj na starcie stają potomkowie tych "wyselekcjonowanych" ludzi

    zastanawiałeś się kiedyś nad tym?

  • chateau

    Oceniono 39 razy 9

    W kwestii depenalizacji i uregulowania produkcji i obrotu marihuaną pełna zgoda.
    Problem mam z drugą częścią. To pomieszanie z poplątaniem. Używanie opium poddano ostracyzmowi nie dlatego, że robili to Chińczycy tylko dlatego, że zaczęło być bardziej powszechne, a jego skutki zostały zbadane i opisane.

    Passus o sprawdzeniu kieszeni 100 białych, czarnych i Latynosów to już jazda bez trzymanki. Tania jak barszcz erystyka. Proszę przeprowadzić w USA taki eksperyment i podać wyniki do publicznej wiadomości.

  • yhnju78

    Oceniono 8 razy 8

    10 minut prawdy na temat skutków prohibicji:

    www.youtube.com/watch?v=jPABnSyawCg
    (mówi Jack Cole - emerytowany porucznik z 26-letnim stażem w policji New Jersey)

  • chateaux

    Oceniono 13 razy 3

    Tymczasem jakiekolwiek przestepstwo w USA zwiazane z narkotykami - podkreślam: jakiekolwiek, choćby najdrobniejsze wykroczenie - jest od razu deportable, czyli sady deportacyjne niemal z automatu nakazują deportację delikwenta, jesłi tylko nei posiada amerykańskiego paszportu. A w niektórych stanach, jesli nie w większości, przestępstwem jest juz samo posiadanie, choćby najmniejszej ilości narkotyków. przykładem niech będzie Nowy Jork.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX