Pozwy o alimenty z Anglii. Po polskiej fali emigracji coraz więcej takich spraw. Większość ciągnie się latami

Anna Gmiterek-Zabłocka, TOK FM
09.08.2013 , aktualizacja: 09.08.2013 12:33
A A A Drukuj
Sąd

Sąd (Fot. Sławomir Kamiński / AG)

Nawet po kilka lat trwają sprawy o alimenty, ściągane przez Polki, czasami przez Polaków, od byłych partnerów z Anglii. Jak ustaliliśmy, takie procesy są długie, skomplikowane, a po drodze pojawia się masa problemów. - Ciągle słyszę, że to jest sprawa zagraniczna i musi trwać. Tylko ile można czekać? - pyta pani Katarzyna, która walczy o ustalenie ojcostwa i o alimenty. Walczy od kilku lat, a końca sprawy nie widać.
Pani Kasia swojego brytyjskiego partnera poznała przez internet. Wydawał się opiekuńczy, wrażliwy, wyrozumiały. Samotnie wychowywał syna. Para najpierw długo rozmawiała w sieci, potem spotkali się w Polsce, a w końcu podjęli decyzję, że zamieszkają w Wielkiej Brytanii.

Piękny początek, a potem...

Nasza rozmówczyni podkreśla, że to była wielka miłość oraz świadomy i przemyślany wyjazd za granicę. Tyle że tam zaczęły się problemy: przemoc fizyczna i psychiczna. - Uzależniał mnie od siebie finansowo, wmawiał mi nieistniejące romanse, oczerniał mnie przed wszystkimi, byłam zastraszana. Musiałam się spowiadać niemal z każdej minuty, na przykład dlaczego, jak był w pracy, odebrałam telefon dopiero po trzecim dzwonku. Potrafił mnie budzić w nocy i przepytywać - opowiada przez łzy pani Katarzyna.

Pomogła sąsiadka

W Anglii była z synkiem, który akurat wtedy poszedł do szkoły; zaszła też w drugą ciążę. Jak mówi, uciekła, gdy przemoc zaczęła się jeszcze bardziej nasilać. Najpierw zamieszkała u sąsiadki - Brytyjki. - Bardzo mi pomogła. Podobnie jak dyrektorka szkoły, do której chodził syn - mówi.

Dzięki nim wróciła do kraju jeszcze przed urodzeniem drugiego dziecka. Gdy na świat przyszła córeczka, a były partner nie poczuwał się do bycia tatą, w połowie 2010 roku wystąpiła do sądu w Polsce o ustalenie ojcostwa i przyznanie jej alimentów na dziecko. Wtedy zaczęły się problemy.

Przecież sprawa jest jasna

Na początku nie zdawała sobie sprawy, na co się porywa. Jak mówi, racja jest po jej stronie, ale sprawa - z pozoru banalna i prosta - ciągnie się już trzeci rok. Wszystkie pisma muszą być tłumaczone, były partner się odwołuje, odwołał się m.in. od wyroku, który miał zakończyć proces. - Dostał wezwanie z nakazem zapłaty, ale stwierdził, że nic o tym wyroku nie wie - opowiada pani Kasia. Wynajął w Polsce adwokata i ciągle walczy; do dziś nie ma wyników badań na potwierdzenie czy wykluczenie ojcostwa. Wcześniej był też okres, gdy trudno było namierzyć, gdzie mieszka. - Każdy wie, że w Wielkiej Brytanii są problemy z wieloma rzeczami, nawet z uzyskaniem pisemnego potwierdzenia odbioru pozwu przez pozwanego. Ale moim zdaniem, nic się z tym nie robi, sama ciągle muszę interweniować, chodzić, prosić, dopytywać - mówi kobieta.

Poprosiła o pomoc rzecznika praw dziecka. A to rzecznik ją sprawdził

O pomoc prosiła wielu. Kilka miesięcy temu napisała do rzecznika praw dziecka ale, jak mówi, pomocy nie uzyskała. Za to niedawno została przez pracowników biura rzecznika zaskoczona w inny sposób. Okazało się, że po mailach, które były partner wysłał do sądu, oskarżając panią Katarzynę o znęcanie się nad starszym synem, rzecznik praw dziecka poprosił opiekę społeczną o opinię na temat kobiety. - Opinia jest bardzo dobra, syn uczy się dobrze, nie ma z nim problemów, żadne okoliczności nie wskazują na to, że jest choćby w stopniu minimalnym zaniedbany czy działaby mu się jakakolwiek krzywda - mówi pani Kasia. Jest jej przykro, że jej zgłoszeniem (jak na razie) się nie zajęto.

Dłużnik w Anglii jest chroniony?

Jeszcze nie tak dawno wielu Polaków, ale i wiele Polek wyjeżdżało do Wielkiej Brytanii do pracy. Poznawały Brytyjczyków, pojawiały się związki, potem dzieci. Ostatecznie jednak część kobiet zdecydowała się wrócić do Polski, na przykład, tak jak pani Katarzyna, z powodu przemocy. Teraz walczą o alimenty.

Spraw jest wiele, tylko w Lublinie ponad 170 (łącznie z tymi w archiwum, które jednak w każdej chwili mogą być wznowione), wśród nich jedna, tocząca się od 2006 roku. - Nie możemy wyegzekwować żadnych należności, mimo że człowiek pracuje, ma środki na płacenie, ale biurokracja, z którą się spotykamy w Wielkiej Brytanii, jest bardzo duża. Ten człowiek ma prawo do kwestionowania wyroku sądu polskiego, może się wielokrotnie odwoływać. Przemieszcza się z jednego państwa do drugiego i jest w pewien sposób chroniony - mówi Małgorzata Stec-Szewczyk z Działu Obrotu Prawnego z Zagranicą w Sądzie Okręgowym w Lublinie.

Trudno ustalić ogólną liczbę spraw o alimenty z Anglii prowadzonych w sądach w Polsce. W większości słyszymy, że takich statystyk nikt nie prowadzi (w Lublinie udało się policzyć).

Wiadomo, że generalnie nie są to procesy krótkie. - Zazwyczaj sprawy takie trwają powyżej 12 miesięcy - informuje sędzia Waldemar Żurek z Sądu Okręgowego w Krakowie. W sądzie w Warszawie ustaliliśmy, że sprawy rozwodowe, w których są dzieci, a pozwany mieszka poza Polską, trwają nawet kilka lat. Jeśli chodzi o liczbę wniosków o egzekucję alimentów za granicą to - jak informuje Magdalena Młynarczyk-Zugaj z Sądu Okręgowego w Warszawie, w 2007 roku w Wielkiej Brytanii było 8 takich wniosków, a w 2012 - 17. W 2007 roku pojawiały się kwoty alimentów w wysokości 400 zł miesięcznie, dziś sięgają 1500 zł.

Kobiety idą do sądu walczyć, bo tak im każą MOPR-y

Do 2011 roku sądy pracowały w oparciu o Konwencję Nowojorską, która dawała ograniczone możliwości dochodzenia alimentów od dłużnika z zagranicy. Gdy do sądu trafiała informacja, że nie wiadomo, gdzie taka osoba mieszka, sprawa niejako automatycznie wędrowała do archiwum. Teraz jest inaczej, specjalna regulacja Rady Wspólnot Europejskich daje możliwość poszukiwania dłużnika za pośrednictwem różnych zagranicznych agend. - Dziś rzeczywiście zdecydowanie zwiększyła się liczba spraw, które są fizycznie prowadzone - dodaje Stec-Szewczyk.

Kobiety idą do sądu m.in. dlatego, że są do tego obligowane przez MOPR. Jeśli chcą pobierać świadczenia alimentacyjne (wypłacane przez opiekę społeczną), to muszą wykazać, że aktywnie poszukują dłużnika za granicą, chcą od niego wyegzekwować alimenty i w tym zakresie nie spoczęły na laurach.

Dłużnik wykazuje, że jest biedny jak mysz kościelna i... płacić nie musi

A problemów z walką o alimenty jest wiele. W Wielkiej Brytanii nie ma obowiązku meldunkowego, więc dłużnicy próbują się ukrywać, jednak poszukiwania najczęściej okazują się skuteczne - w 80 proc. udaje się ustalić miejsce zamieszkania takiej osoby.

Kolejna sprawa to przepisywanie swoich majątków na konkubiny czy na dzieci z innego związku. Mimo wyroków z Polski, Brytyjczycy najczęściej sami badają sytuację wierzyciela, a ten - by nie płacić - pozbywa się majątku.

Wykazuje, że jest biedny jak mysz kościelna i utrzymuje się tylko z zasiłków. Sąd brytyjski bierze to pod uwagę i wstrzymuje egzekucję albo wydaje własny nakaz zapłaty. - Dłużnikowi musi wystarczyć pieniędzy na tak zwane minimum egzystencjonalne , a tu kwoty w różnych krajach są różne - mówi Stec-Szewczyk.

Bardzo często brytyjskie sądy obniżają też wysokość zasądzonych w Polsce alimentów. - Kwoty są czasami sporo niższe - mówi Stec-Szewczyk i dodaje, że nie pamięta sytuacji odwrotnej, by angielski sąd kwotę alimentów podwyższył.

Zobacz także
  • 1
Komentarze (5)
Zaloguj się
  • avatar

    vitek_1

    Oceniono 5 razy 5

    Sądy brytyjskie obniżają wysokość alimentów bo w W. Brytanii (i w innych krajach) pokutuje obraz Polski jako taniego kraju, gdzie można przeżyć dzień za dolara. Sąd uważa że matka w Polsce dostawszy 50 funtów na miesiąc powinna skakać z radości bo to dla Polaka majątek

  • avatar

    bosalublin

    Oceniono 4 razy 4

    Według Sądu polskiego winna leży, tylko i wyłącznie, po stronie brytyjskiej. Szkoda, że p. Stec-Szewczyk nie nadmieniła, że sami nic nie robią, żeby ten stan rzeczy zmienić. Jedynie to, że wysyłają wnioski i poza tym zero jakiegokolwiek włączania się w sprawę.

  • avatar

    jakub-11111

    Oceniono 1 raz 1

    Prawo prawem, a sprawiedliwość musi być po naszej stronie.
    Autorka artykułu wie że dzwonią, ale nie bardzo gdzie. Jeżeli ojciec dziecka mieszka w W.B. i do tego jest Anglikiem Szkotem itd. to oczywiste, że podlega jurysdykcji brytyjskiej. Sąd brytyjski nie kwestionując potrzeb jego dziecka mieszkającego w Polsce,w pierwszej kolejności zabezpieczy jednak potrzeby materialne ojca, tak by nie stał się on klientem angielskiej pomocy społecznej, co praktycznie oznaczałoby, że tamtejszy socjal musiałby łożyć na polskie dzieci. Tak jest również w innych krajach EU .Tu szczególnie należałoby moim zdaniem, zwrócić uwagę na sprawność działania polskich OPS -ów gdzie pisma z zagranicznych urzędów leżą po pół roku nie przetłumaczone i nikt nie umie ich przeczytać a otrzymanie zaświadczenia zwłaszcza o pomocy otrzymanej z polskiej pomocy społecznej graniczy z cudem. Uważam, że głownym problemem jest traktowanie państw EU jak odległej zagranicy a nie jak partnera mającego takie same przepisy dla załatwienia tej samej sprawy. Oprócz alimentów, takie same trudności napotyka załatwianie w MOPSach formalności związanych z zasiłkiem rodzinnym, dla polskich dzieci z państw zamieszkania jednego z rodziców w EU.
    Tak więc zanim Pani Gmiterek- Zabłocka znajdzie Drzazgę w cudzym oku, niech najpierw wyjmie belkę z naszego.

  • avatar

    szpung

    Oceniono 8 razy 0

    Przyznam sie ze nie rozumiem tych kobiet, poznawanie w internecie kogos za granica to szykowanie sobie nedzy i problemow. Ryzyko zwiazku jest zawsze jednak ryzyko zwiazku z ciapasem to praktycznie pchanie sie w problemu na samym starcie. Milosc o jakiej tu Pani pisze to jakies nieporozumienie bo do tego potrzeba podobienstw: podobnego odbierania swiata i wieloletniego pozycia, zeby moz stwierdzic ze to jest ta osoba i ze naprawde kocham. Biedne Plki sadza ze taki ciapas nie ma tych wad ktore ma kazdy czlowiek na ziemii ze lepiej pier.. jest mniej nudny i bezsensu niz kolega z pracy w Polsce, czy poprzedni maz. Dobrze ze konczy sie jedyniw wyjazdem gorzej jak taka bidula padnie ofiara ciapasa ktory zmusi ja do prostytucji i zarabiania na jego wygodne rozpustne zycie. Margines spoleczny jest wszedzie jednak ciapasy to w zasadzie w calosci sa marginesem i warto miec to na uwadze gdy sie podejmuje ryzykowne decyzje.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najczęściej czytane

Napisz do TOK FM

Czekamy na Twoje opinie

Administratorem danych osobowych jest Agora S.A. z siedzibą w Warszawie, ul. Czerska 8/10, 00-732 Warszawa. Podanie danych osobowych jest dobrowolne. Osobie, której dane dotyczą przysługuje prawo wglądu do danych osobowych oraz ich poprawiania.